środa, 15 stycznia 2014

Witajcie!

Pytanie ode mnie - do Was (pod warunkiem, że jeszcze jesteście).
Czy chcielibyście, by to opowiadanie zostało kontynuowane?
Odpowiedzi w postaci komentarzy albo na tt @HoranIsMyDrugxx

poniedziałek, 4 marca 2013

Cisza - 1

Na wstępie chcę wyjaśnić.
Cisza jest nową księgą. Jak Ponad Życie, Nowy Czas. Tutaj znów chcę coś zmienić i dodać parę wątków, które będą całkowitą nowością. Wydaje mi się, że wszystko wyjaśni się w księdze Pogoń. Tutaj nie planuję rozwiązywać zagadki z Isabel, ale wręcz dodać coś nowego. I właśnie dlatego powstała Cisza.
A dlaczego akurat Cisza? Nawiązuje do powiedzenia "Cisza przed burzą". O to właśnie tutaj chodzi. Rozdziały będą spokojne, choć skomplikowane. Za to w księdze Pogoń, będziemy iść dość szybko i trudno będzie złapać oddech.
Po prostu stwierdziłam, że te wątki zasługują na własne miejsce.
+ PRZEZ PEWNEGO BARANA JESTEM NOMINOWANA DO LIBSER AWARDS, NIE WIEM PO KIEGO GRZYBA ! xD Wiem, też Cię kocham xx



Blondynka uśmiechnęła się do linii drzew. Dzień nie był piękny. Niebo pokrywały gęste, szare chmury, a wiatr silnie poruszał gałęziami drzew, zrywając z nich kolorowe liście.
Dziewczyna usiadła na zimnej ziemi i patrzyła w pustą przestrzeń. Była gotowa zaatakować osobę, która tak zręcznie kryła się za drzewami. W jej czekoladowych oczach widoczne były iskry nienawiści. Wiedziała, kogo za chwilę dostrzeże.
Był to mężczyzna w średnim wieku z widoczną siwizną, szarymi oczami oraz masywną posturą. Wzrostem przypominał koszykarza, lecz nie miał nic wspólnego z tym sportem. Wąskie wargi ułożone były w prostą linię, a na krzywym nosie widać było bliznę po ostatnim złamaniu. Złamaniu, którego dokonała Angela.
Wstała i uważnie zmierzyła go wzrokiem. Już trzeci raz pojawiał się i zapewne znów zamierzał jej grozić. Niestety, dziewczyna nie była głupia. Dodatkowo nie brakowało jej determinacji ani odwagi.
-Witaj.- Odezwał się głosem, który przypominał taki, jaki mają czarne charaktery w horrorach. Angie prychnęła, a następnie kpiąco spojrzała mu w oczy.
-Czego chcesz?- Spytała głośno i zdecydowanie. Na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech.
-Ostrzec.
-Przed?- Zmarszczyła brwi, po czym spojrzała na jego znoszone ubrania i podarte buty.
-Każdy, kto jest dla ciebie ważny, zginie.- Odwrócił się na pięcie i odszedł. Blondynka opadła na kolana. Była roztrzęsiona. Czy ten człowiek zamierzał zabić wszystkich, na których jej zależy? Pomyślała o Niallu, lecz szybko się uspokoiła. Był bezpieczny. Odszedł.

Budzę się i ze świstem nabieram powietrza, jednocześnie siadając. Rozglądam się po oświetlonym słońcem pokoju. Wtedy przypominam sobie, że jestem w domu Harry'ego i Lou. Zaczynam głęboko oddychać i staram się zapobiec dreszczom, szczelniej okrywając się kołdrą.
Schodzę do kuchni. W domu panuje grobowa cisza. Na blacie znajduję kartkę, a na niej koślawe pismo „Wrócimy wieczorem”. Gniotę kartkę i wyrzucam do śmieci. Wieczorem mnie tu nie będzie.
~*~
Cuda zdziałać może technika. Z tatą pojechaliśmy do głównej siedziby, a tam w kilka minut pozbyli się gipsu. I złamania.
Idę chodnikiem dość tanecznym krokiem. Deszcz leje strumieniami, a ja mam na sobie tylko cienki podkoszulek i jeansy. Jednak słuchawki w uszach dodają chwili magiczności. Zachowując się jak rozmarzona nastolatka na chwilę zapominam o wszystkich problemach, które mnie otaczają. Nie istnieję w przestrzeni i czasie.
Pomagam podnieść się dziewczynie, która potknęła się na chodniku. Robię sobie zdjęcia z fanami chłopaków, oraz rozmawiam z nimi. Wszyscy pytają, czy nie jest mi zimno. Wtedy ja tylko uśmiecham się i odchodzę, mówiąc, że nie.
W pewnym momencie wpadam na zakapturzoną postać, która mocno mnie przytrzymuje.
-Zmarzniesz. - Szepcze mi do ucha. Przez chwilę jestem zdziwiona, lecz szybko się ogarniam i z uśmiechem odpowiadam.
-Hej, Zayn.
-Chodź, przebierzesz się. - Mówi stanowczo, po czym chwyta mnie za rękę i prowadzi w nieznaną mi stronę.
-Gdzie? - Pytam z wzrokiem wbitym w kałużę. Po chwili skaczę w nią, ochlapując nogawki Malik'a, przez co muszę powstrzymywać śmiech.
-Do mnie.- Wzdycha, spoglądając na swoje spodnie. Odgarniam mokre włosy z twarzy i spoglądam w czekoladowe oczy chłopaka. Ten patrzy na mnie pytającym wzrokiem, więc tylko się odwracam.
Będąc w mieszkaniu brązowookiego dostaję suche ubrania jego dziewczyny oraz kubek z gorącą herbatą. Oglądam telewizję siedząc na kanapie z parującym napojem. Żadne z nas nie próbuje zaczynać rozmowy, co bardzo mi odpowiada. Nie mam szczególnej ochoty starać się być na siłę słodką i miłą dziewczynką. Siedzenie w ciszy to dobre wyjście.
-A tak z ciekawości... Dlaczego chodziłaś w takim stroju, gdy pada deszcz? - Pyta Zayn. Wzdycham, ponieważ chłopak sprawił, że muszę się odezwać.
-Miałam nadzwyczaj dobry humor. Chyba lepsze to, niż krzyk i tłuczenie wazonów?- Odpowiadam i krzywię się na to okropne wspomnienie. Malik uśmiecha się pod nosem, za co delikatnie uderzam go z pięści w ramię.
-Hej ! - Krzyczy na mnie, ale uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-No co? Nigdy nie dostałeś? - Przekomarzam się, za co dostaję poduchą. - Kobieta go bije !- Oddaję mu, przez co chłopak zaczyna mnie łaskotać. Między napadami śmiechu staram się go zepchnąć, lecz na marne. Ma on trochę siły.
I wtedy sobie przypominam. Potrzebuję się opanować i skupić, a na pewno mi się uda.
Takim sposobem 2 minuty później Zayn leży na podłodze, a ja patrzę na niego z góry.
-Trenowałaś zapasy? - Pyta, wstając i pocierając z tyłu głowę. Siadamy na kanapie, a ja ponownie wzdycham.
-Tylko boks i karate. - Kłamię, a chłopak marszczy brwi, przez co znowu wybucham śmiechem.
-Już wiem, co spodobało się w tobie Harry'emu. Twardy charakterek. -Puszcza mi oko, a ja wytykam mu język. Na chwilę zatracam się w sytuacji. Czasem chciałabym  mieć takiego przyjaciela. Móc wtulić się w niego, pogadać na błahe tematy i powygłupiać się. 
Ale najbardziej pragnę mieć zwyczajne, nudne życie. Marzenie głupiej nastolatki, prawda? 
  Słychać dźwięk otwieranych drzwi, a następnie głos.
-Już jestem ! Kupiłem...- Zza rogu wyłania się Niall. - Angie? - Na jego twarzy widać zmieszanie, ale i ulgę oraz radość. Wstaję i podchodzę do niego, by następnie wtulić się w jego tors. Wdycham słodki zapach jego bluzy i napawam się jego bliskością. Ten tylko mocniej przyciąga mnie do siebie i delikatnie głaszcze po włosach.
-Ja też tęskniłem.- Mówi, gdy odsuwamy się od siebie. Jego twarz przyozdabia szeroki uśmiech.
-Aww, jakie to słodkie...- Dodaje Zayn, a następnie udaje odruch wymiotny. Ja tylko uderzam go z pięści w ramię.
-Tak właściwie, co tu robisz, Angela? - Pyta mnie Horan. Odwracam się w jego stronę i lekko krzywię.
-Zayn zgarnął mnie z ulicy całą mokrą. - Krzywię się na wspomnienie tych wspomnień. Sama nie jestem do końca pewna, co mną wtedy kierowało. Chciałam po prostu być przez chwilę obojętna na wszystko i wszystkich. Być tą sobą, którą byłam kiedyś.
Niall dziwnie na mnie patrzy. Staram się uśmiechnąć, ale niezbyt mi to wychodzi, więc tylko podchodzę do niego, chwytam jego dłoń i razem siadamy.
Wiem, że ta sytuacja dziwnie wygląda, ponieważ rzekomo jestem dziewczyną Styles'a. Dlatego puszczam go i staram się zachowywać w miarę normalnie.
-Nie martw się. Już wszystko wiemy.- Patrzę na Malik'a, który delikatnie się uśmiecha. Jakby chciał dodać mi otuchy.
-Wiecie Co... ? - Pytam cicho, akcentując ostatnie słowo.
-Że Louis i Harry są razem.- Odpowiada Horan. Patrzę na szatyna wzrokiem mordercy.
-I ty wiedziałeś i śmiałeś tak do mnie gadać? - Krzyczę na niego i zaczynam okładać go poduszką.- Że niby się Harry'emu podobam ! - Leję go jeszcze mocniej, a chłopak stara się bronić, lecz tylko się śmieje.
W końcu się ogarniam i zbieram swoje blond włosy z twarzy.
-Wychodzę.- Oznajmiam. Opuszczam budynek mieszkalny. Na szczęście przestało już padać. 
Nie byłam zła. Raczej... Rozbawiona. 
Niall dogania mnie i pewnym ruchem przyciąga do siebie.
-Co robisz? - Pytam, nawet nie kryjąc uśmiechu.
-Nic szczególnego. Tylko cię kocham.

+ Ode mnie? Krótki, to prawda. Jest on tylko namiastką tego, do czego dążę. W  księdze "Cisza" zamierzam was zasłodzić.

czwartek, 28 lutego 2013

Nowy Czas - 3 (CAŁY)

-Może ci pomóc?- Spytał mały chłopczyk dziewczynki.
-Nie trzeba.- Odpowiedziała natychmiast i znów próbowała odepchnąć się od ziemi. Niestety, jej nóżki z huśtawki ledwo dosięgały trawnika. Nagle poczuła, jak ktoś pcha huśtawkę. Odwróciła głowę i słodko uśmiechnęła się do chłopca, który jej pomógł.
Po kilku minutach zeszła i stanęła naprzeciw blondynowi. Słońce przedzierało się przez zielone liście drzew i idealnie oświetlało jej twarz, a blond włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Nie jesteś taki, jak inni chłopcy.- Powiedziała słodkim głosem, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła, a przecież zazwyczaj trzymała dystans.
-Dziękuję.- Szepnęła. Później na zmianę huśtali się i bawili razem, spędzając jeden z najlepszych dni swojego dzieciństwa.

Siedzę na brudnej, betonowej podłodze i staram się nie myśleć o bólu. Moje myśli są rozbiegane w każdą stronę, byleby tylko zająć czymś umysł. Ile czasu tu spędzę? Ktoś przyjdzie?
Zaczynam rozglądać się po pomieszczeniu. Włączam telefon i używam go jako światła. Nie, zadzwonić nie mogę, ponieważ nie ma zasięgu. Świecę w każde możliwe miejsce, ale nie ma tu nic ciekawego. Żadnych skrytek, nic.
Znów wstaję przy pomocy metalowej półki. Jest dość wysoka. Inaczej – wystarczająco wysoka. Sprawdzam, czy da radę utrzymać mój ciężar. Na szczęście jest stabilna. Przesuwam ją pod dziurę w drewnianej podłodze, spowodowanej moim upadkiem. Wchodzę jedną nogą, jak na stopień, ale zapominam o jednym. Co ze złamaną nogą?
Podciągam się rękoma i staję zdrową. Powtarzam tak kilka razy, aż jestem na górze. Ramiona i głowa wystają ponad złamane deski, a ja uśmiecham się sama do siebie. Chwytam się desek i odpycham nogą, a półka upada. Całą siłą się wciągam. Będąc już na górze, kładę się na ziemi i głęboko oddycham.
-Halo?- Odbieram telefon, który właśnie zaczął wibrować w mojej kieszeni.
-Irlandia! -Słyszę krzyk wprost do mojego ucha. Zamykam oczy.
-Szybcy są.- Mówię bardziej do siebie, niż do niego.
-Po co tam pojechałaś? Harry chciał cię jutro na wywiadzie...- Zaczął gniewnie, ale skończył z lekkim rozczarowaniem.
-Złamałam nogę, nie będę mogła.- Odpowiadam i po chwili karcę samą siebie za to, co wyszło z moich ust.
-ŻE CO ZROBIŁAŚ?!- Znów krzyczy, a ja zdycham i pocieram czoło.
-No szłam... I podłoga się zarwała... Wpadłam do piwnicy i złamałam nogę.- Tłumaczę spokojnie. Z jednej strony mnie to irytuje, a z drugiej bawi. Tylko dlaczego?
-Jesteś w piwnicy ze złamaną nogą?! - Okej, już wiem, dlaczego to mnie śmieszy.
-Nie, już wyszłam. - Z trudem powstrzymuję śmiech,
-Kiedy wracasz?- Tym razem jest spokojny, ale wiem, że to tylko pozory.
-Jak wszystko sprawdzę. Czyli jutro pewnie wylecę z Irlandii, ale nie wrócę do Londynu tak szybko.
-No nie rób sobie jaj. Jesteś dziewczyną Harry'ego Styles'a! Musisz się z nim gdzieś pokazać.- W jego głosie słychać irytację.
-Oj przyznaj się. Już chcesz powtórzyć naszą zabawę... - Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. No cóż, lubię się z nim droczyć.- Jestem pewna, że właśnie wyglądasz, jak dorodny buraczek.
-Wcale nie !- I to wystarczy, żeby mieć pewność, że moja słowa są trafne.
-Dobra, kotek, muszę kończyć. Pa.- Nie czekając na reakcję rozłączam się. Z trudem wstaję i pokonuję wielką dziurę, a następnie wchodzę ostrożnie po schodach. Będąc już na górze dokładnie sprawdzam każdy kont w pokoju. Nie znajduję nic nadzwyczajnego, więc siadam na podłodze.

-Jestem zmęczona. Tak cholernie zmęczona życiem i cierpieniem. Nie potrafię tak dłużej. Nie umiem się cieszyć, podczas gdy ktoś na świecie umiera. Nie rozumiesz? Nie mogę ci pomóc. Sama uciekłam.

Patrzę głucho w przestrzeń i zastanawiam się, kto to powiedział ? Głos wydaje się znajomy, ale jest zniekształcony, cichy i dochodzi z oddala. Zaczynam nerwowo ciągnąć deski, aż jedna puszcza. Pod nią znajduje się mały, metalowy schowek, a w środku srebrny dyktafon. Biorę dość zniszczone urządzenie do rąk i odtwarzam, raz za razem. Nic więcej, oprócz tych kilku zdań, nie jest nagrane.
Wsłuchuję się dokładnie w każdą literę, rozpoznając głos matki. Jeszcze raz zaglądam do małego schowka i zauważam pożółkłą kartkę. Wyciągam i ostrożnie odwijam.
Lotnisko w NY. Skrytka 1769”
Litery, choć w słabym świetle, zdają się razić. W moich oczach zbierają się łzy. Cały ten czas... Rozwiązanie było tak blisko, a za razem tak daleko. Przecież to tylko wskazówka. Nadzieja, na skrawku papieru.
~*~
Będąc w Nowym Yorku, z nogą w gipsie czułam się dość niezręcznie. Kilka godzin szukałam skrytki, której nie było.
-Przepraszam, gdzie mniej więcej znajdę skrytkę numer 769? - Pytam jakiegoś ochroniarza. Ten patrzy na mnie, jak na psychiczną.
-Nie ma takiej skrytki.- Odpowiada i odchodzi. Stoję na środku korytarza, nie mogąc nawet mrugnąć. Chcę krzyknąć za mężczyzną. Dowiedzieć się. Zrozumieć.
Powoli ruszam i dokładnie przyglądam się każdej skrytce. Niestety, między 770 a 768 nie ma żadnej. Jakby w ogóle nigdy nie została zrobiona.
Siadam i zaczynam ciężko oddychać. Szansa. To była moja szansa, aby ją znaleźć. Moja szansa, by po latach odzyskać rzekomo martwą matkę. Jedyna okazja... A jeden moment zniszczył nadzieję, jak wiadro wody wylane na płomyk świeczki. Ledwo zdążyła się we mnie narodzić, a już kilka chwil później ją straciłam.
Czy kiedykolwiek odnajdę Isabel ? Czy sprawię, by wszyscy, których kocham byli bezpieczni ? Czy nie będę musiała ranić osób na których mi zależy tylko dlatego, by mogli żyć?
Nie być tym, kim jestem... Mieć przyjaciół, rodzinę, pracę. Kochać i być kochaną.
W pewnym momencie łzy same wylatują spod moich zmęczonych powiek. Podnoszę się i kupuję bilet na najbliższy lot do Londynu. Nic tutaj po mnie.
~*~
Delikatnie pukam w drzwi z ciemnego dębu. Delikatnie, lecz raz po raz.
-Jest 3 w nocy, kto do cholery...- Harry zacina się na moment i uważnie mi się przygląda.- Angie?
Widać, że jest bardzo zaskoczony zaistniałą sytuacją.
-Nie, mikołaj. - Mówię i przepycham się obok niego do przestronnego mieszkania.
-Pozwolisz, że usiądę. - Oznajmiam, a następnie opadam na szarą kanapę. Styles stoi opierając się o framugę i uważnie mi się przygląda.
-Dla mojej dziewczyny wszystko.- Prycha, zakładając ręce na piersi.
-Hmm... Angela Styles. Fajnie brzmi. - Mówię, udając zamyślenie. Zerkam ukradkiem na chłopaka i widzę zakłopotanie pomieszane z irytacją.
-Gdzie śpię? - Pytam, z lekkim trudem podnosząc się z kanapy. Jakby dopiero w tym momencie Curly zauważa gips i postanawia mi pomóc. Prowadzi mnie po schodach na górę a następnie do 2 drzwi z prawej strony.
-Rozgość się. - Oznajmia oschle, gdy otwieram drzwi sypialni. Odwracam głowę w jego stronę i słodko się uśmiecham.
-Dziękuję, Hazz.- Mówię uroczym głosikiem. Styles głośno wzdycha.
-Wredną mam dziewczynę.- Dodaje na odchodne, wchodząc do swojej sypialni. Zapalam światło w małym pokoju. Patrzę na idealnie zaścielone łóżko i na chwilę mam ochotę się na nim położyć... Niestety, nie przyszłam tu, by spać. Rozmowa z którymś z chłopaków też nie wchodzi w grę, ponieważ śpią.
Siadam na łóżku i liczę oddechy. Czego oczekiwałam przychodząc tu? Spokoju. Nikomu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę mrugnąć, gdy ktoś spyta o moją matkę. Znów wredna i zimna, nie wyrażająca żadnych emocji. Przychodząca tylko po swoje. Żadnego współczucia.
Kładę się i powoli zasypiam, nie mając już siły na walkę. Każdy czasem bywa zmęczony. Czy to bokser, biegacz, gimnastyk czy pies. Wszyscy potrzebują odpoczynku. Choćby chwili, która mogłaby ocalić nawet nasze życie. Jestem zmęczona. Isabel miała rację. Obie jesteśmy tym wszystkim zmęczone. Cierpieniem... Ja także muszę odpocząć. Tak, czy inaczej. Znaleźć spokój na chwilę ukojenia, która może być kluczowa w tym wszystkim.
Zasypiam, a przed moimi oczami przewijają się wszystkie najlepsze wspomnienia. Z rodziną, Niallem, a nawet wrogami, którzy niegdyś byli przyjaciółmi.
Ten świat pochłania mnie, jak morze. Zabiera, jak fala podczas sztormu, a ja nie mam sił, by starać się uratować. Zanikam, aż w końcu staję się tylko szarą częścią wszechświata, nic nie znaczącą dla żyjących. Jestem- lecz moja dusza jest wypalona.
Zostało tylko ciało i wieczny ból....

+Ode  mnie tylko tyle, że końcówka jest równoznaczna z moim nastrojem. Wyszedł beznadziejny.

czwartek, 24 stycznia 2013

Nowy Czas - 2


Szczerze powiedziawszy, miałam nadzieję, że po powrocie położę się do łóżka i prześpię cały tydzień. Nie miałam ani grama ochoty gdziekolwiek się ruszać. Nie chciało mi się jeść, cały czas spałam. Myślałam tylko o mamie. Jak zacząć jej szukać? Nie miałam bladego pojęcia, chociaż na początek. W mojej głowie panowała pustka, tym bardziej, że ojciec nie zamierzał mi pomóc. Dlaczego ? Stwierdził, że gdy będziemy wystarczająco bezpieczni sama wróci. Co chyba znaczy, że nie jesteśmy bezpieczni, prawda?
Pierwszą myślą, jaka wpadła mi do głowy był komputer taty. Tylko... Nie wiedziałam nawet, czy takowy teraz ma, a jeśli tak, to gdzie jest. Poza tym, pozostawała jeszcze kwestia tego, że oprócz obserwacji domu i komunikowania z jego oddziałem, nie potrafiłam nic. Było tam wiele różnorodnych programów, które (chociaż na moim laptopie też dużo miałam) były dla mnie zwyczajnie niezrozumiałe. Kiedyś spróbowałam któryś włączyć, ale pokazały mi się tylko niekończące ciągi cyfr, przez co zrezygnowałam z jakiejkolwiek próby zrozumienia. Z matmy to ja dobra nie byłam.
Zdawałam sobie sprawę, że mogą być to szyfry i kody, ale nijak nie potrafiłam ich rozszyfrować.
Siadam na łóżku, ponieważ pewien nieznośny dźwięk nie daje mi spokojnie leżeć. Czuję ogarniającą mnie złość. Czy zbyt wiele wymagam, chcąc ciszy wieczorem, w środku tygodnia? Wychodzę spod ciepłej kołdry i kieruję się w stronę drzwi. Dźwięk, który tak mi dokuczał, to swego rodzaju... Skrobanie ? Tak, to chyba odpowiednie słowo.
Otwieram drzwi, mocno przyciągając je do siebie, a do domu wpada Niall. Patrzę na niego zdziwiona i lekko zła.
-Co to robisz?- Pytam, zamykając za chłopakiem drzwi. Nie odpowiada mi, tylko od razu kieruje się do salonu. Siada na kanapie i podciąga kolana pod brodę. Widzę, że z trudem hamuje emocje.
-Hej, Niall, co się stało?- Pytam, siadając obok i delikatnie głaszcząc jego głowę. Chłopak mruczy coś niezrozumiałego, ale nie podnosi głowy. Chyba płacze, a ja nie mam bladego pojęcia, jak się zachować. Mam powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Skąd niby mam wiedzieć, że będzie. Jeszcze później się na mnie obrazi i... STOP Angie, opanuj myśli. Przecież go nie kocham. Bo nie kocham, prawda? Przytulam go, a on się nie opiera. Jego duszący zapach lekko drażni moje nozdrza, ale... Mimo tego cieszę się, że znów mam obok siebie innego człowieka.
-Na pewno nic takiego się nie stało...- Szepczę mu do ucha. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy.
-Stało się!- Krzyczy i wstaje. Niedługo nie wytrzymam i nie będę już taka miła. Tak źle i tak nie dobrze.
-A więc co się stało takiego, że płaczesz?- Pytam obojętnie. Patrzy na mnie ze złością, a na jego policzkach widać stróżki łez.
-Nie szukaj Isabel, wtedy się stanie.- Mówi i odwraca się. Chwytam go za nadgarstek i zdecydowanym ruchem odwracam, przyciągając ku sobie. Gdy nasze twarze dzielą tylko milimetry, a my patrzymy sobie w oczy, postanawiam się odezwać.
-Co się stanie i dlaczego mam nie szukać Isabel?- Szepczę. Blondyn nerwowo przełyka ślinę.
-Wpadłem dziś na mężczyznę. Powiedział, że masz jej nie szukać bo postara się, abyśmy oboje zniknęli. - Odpowiada, również szeptem. Opiera się czołem o moje czoło.
-Boisz się?
-Tak.- Spuszcza wzrok i odsuwa ode mnie. Patrzę na niego zmieszana.
-Spokojnie, nic się nie stanie. Tata powiedział, że już nic nam nie grozi.- Uśmiecham się delikatnie, chwytając jego dłoń. Chcę w pewien sposób dać mu do zrozumienia, że nic się nie stanie.
-Angie...- Z jego ust wyrywa się cichy jęk. Zastanawiam się... Jak na niego działam.
-Słucham?- Przygryzam dolną wargę i przysuwam się bliżej. Przecież nic złego nie robię, prawda?
-Nie rób tak.- Widzę, że jego policzki przybierają ciemniejszy kolor czerwieni. Uśmiecham się i stykam się ciałem z nim.
-Dlaczego? - Przejeżdżam kciukiem po jego rumianym policzku. Na chwilę zamyka oczy.
-Bo skoro ty możesz to, to ja mogę to.- Szepcze i mnie całuje. Mówiłam już, że zawsze wychodzi na moje?

  Odwzajemniam pocałunek, jeden za drugim.
-Czekaj.- Szepczę mu prosto w usta, a on unosi brwi.- Nie tu.
-Więc choć.- Chwyta moją dłoń i prowadzi ku wyjściu.
                                                                           ***

Siedzę ubrana na skraju łóżka. Dopiero teraz dociera do mnie, co takiego się stało. Wykorzystałam go, jak zwykłą zabawkę... Spoglądam na słodko śpiącego Niall'a. Na jego twarzy maluje się błogi uśmiech. Świetnie, teraz mam wyrzuty sumienia. Przykładam wargi do jego czoła i lekko je muskam. Wstaję, a następnie wychodzę, nawet się nie oglądając. Dobra, podobało mi się, przyznaję, ale... Nie powinnam.
Szybko dojechałam do domu. Biorę dużą torbę i pakuję do niej trochę ubrań, portfel, telefon... Najważniejsze rzeczy. Naciągam czarne rurki i tego samego koloru buty na  koturnach. Trzeba się jakoś prezentować, prawda? Zakładam luźny T-shirt i skórzaną kurtkę. Wchodzę do apartamentu taty, który ogląda telewizję.
-Gdzie byłaś?- Pyta i uśmiecha się. Wytykam mu język.
-Zbywałam Niall'a, a co?- Po części prawda, ale nie do końca.
-No więc... Widzę, że masz interes. O co chodzi?
-Muszę wyjechać i odpocząć. Gdyby Niall pytał, pojechałam szukać mamy.- Odpowiadam cicho.
-Myślisz, że uwierzy ? - Mój ojciec unosi brwi, a ja tylko się uśmiecham.
-Oczywiście, że tak.
-A gdzie się udasz?- Nie daje za wygraną.
-Gdzieś, gdzie odpocznę. Jeszcze nie wiem.- Mówię i nie czekając na reakcję wychodzę z apartamentu.
Taksówką dojeżdżam na lotnisko, a tam kupuję bilet do Irlandii. Cała droga mija mi bardzo szybko. Jadę do naszego rodzinnego miasteczka, a tam kwateruję się w hotelu.
Chodzę powoli po mieście i wspominam stare czasy. Kto wie, kogo tu spotkam? Wyciągam telefon z kieszeni i, nie patrząc na wyświetlacz, naciskam zieloną słuchawkę.
-Halo?- Mówię głośno.
-Angie? Gdzie jesteś?- Wzdycham.
-Niall, nie panikuj... To mało istotne, gdzie teraz jestem. Pewnie i tak dowiesz się z mediów, ale za kilka dni wylatuję, więc nie masz co tu lecieć. Poza tym, Harry mówił, że macie teraz wywiady i sesje, więc...- Tłumaczę spokojnie.
-Dlaczego wyjechałaś?- Pyta cicho. Przystaję i zamykam oczy.
-Szukać Isabel.
-Ale Angie... On mówił...- Jęczy do słuchawki, niestety ja mu przerywam.
-W dupie mam co mówił jakiś koleś napotkany na ulicy! Będę jej szukać i znajdę ją, za cenę życia i śmierci.- Nie czekając na reakcję rozłączam się i wyłączam telefon.
Będąc w kawiarni, powoli sączę pyszną Latte. Patrzę za okno i krzywię się, na deszczową pogodę. Zapada zmrok, a ja nie mam bladego pojęcia, co robić. Nie mam ochoty wracać do hotelu, a... Zaraz, zaraz. Wiem, gdzie pójdę.
Odwracam się, gdy zauważam, że jakiś paparazzi robi mi zdjęcie. I wtedy, jakby na zawołanie, do kawiarni wchodzi Josh. Pośpiesznie wychodzę z pomieszczenia i kieruję się do dzielnicy, w której kiedyś mieszkałam. Osmalony dom stoi tam, gdzie zawsze. Jest tylko jedna różnica. Dość duży, betonowy mur, a ja mam szpilki. Wzdycham i dokładnie okrążam całą budowlę. Nie ma żadnej luki...
-Myśl Angie, myśl...- Mówię na głos, nerwowo tupiąc o jezdnię. Mam mało czasu, a każdy mój ruch jest śledzony. Dlaczego nie zburzyli tego domu? Mama lub tata kazali go zostawić, to pewne. Więc skoro jest, to znaczy, że musi tam być wskazówka. Ale... Ten dom, w Londynie. Taki sam, z kartką... Nie potrafię tego zrozumieć. Szybko wracam do hotelu. Zakładam lekko zniszczone spodnie od dresu, luźną bluzę i sportowe buty. Biegnę do starego domu. Na szczęście miejsca te, nie znajdują się w dużej odległości. Wspinam się po murze, który jednak ma ponad 2,5m.
Trawa jest pożółkła, farba odchodzi od ścian, a błoto jest wszędzie. 2 okna są wybite...  Wchodzę dwoma schodkami i zdecydowanym ruchem pcham spróchniałe, drewniane drzwi. Ich kolor już nawet nie przypomina tej cudownej, odprężającej zieleni. Wchodzę do środka i uważnie przyglądam się sypiącej podłodze, osmolonym ścianom i popiele. Widać, że dawno tu nikt nie był. Idę powoli i staram się lekko stąpać. Rozglądam się po salonie i kuchni, ale kieruję się ku schodom.
Sama nie jestem pewna, czego tak dokładnie tu szukam. Wchodzę jedną stopą na pierwszy schodek, a następnie drugą. Niestety, nie jest na tyle wytrzymały, więc zarywa się, a ja z impetem lecę w tył.
Podłoga także nie wytrzymuje tak silnego uderzenia, więc zarywa się, a ja z głośnym krzykiem ląduję na betonowej podłodze w piwnicy. Chrupot kości jest prawie niesłyszalny, ze względu na mój pisk bólu.
-O nie. Nie, nie, nie, nie, nie! - Z moich oczu płyną stróżki łez. Nie mogę tego powstrzymać, ból rozdziera moją nogę od środka. Nie potrafię tego opisać. Wstaję, podtrzymując się starymi, metalowymi półkami. Ledwo dochodzę do drzwi i z całej siły je pcham, ale są zamknięte. Siadam na podłodze i zanoszę się szlochem.
Złamana noga i zamknięte drzwi? Świetnie. Po prostu cudowny dzień.

+ Przepraszam, ale nie potrafię pisać takich scen. Rozdział wyszedł krótki i beznadziejny... Nie proszę nawet o komentarze, ale jeśli takowe się pojawią... Przyjmę każdą krytykę, jak mężczyzna! Przepraszam. Ten brak weny mnie dobija... Pytania? - Zakładka pytania. Serdecznie zapraszam :) 

O M G

Czekajcie... Czy ja dobrze widzę, czy potrzebuję okularów? Mam właśnie nowego obserwatora ? :O WIELBIĘ CIĘ. JESTEM TWOJĄ FANKĄ xD Dziękuję xx

wtorek, 22 stycznia 2013

Obawy

UWAGA UWAGA!
NAJPRAWDOPODOBNIEJ ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK. TAK, NIE ZABRALI MI LAPTOPA. KTO CHCE PRZEDSMACZEK ? DODAM WAM DZIŚ KAWAŁEK ;D