niedziela, 4 października 2015
środa, 15 stycznia 2014
Witajcie!
Pytanie ode mnie - do Was (pod warunkiem, że jeszcze jesteście).
Czy chcielibyście, by to opowiadanie zostało kontynuowane?
Odpowiedzi w postaci komentarzy albo na tt@HoranIsMyDrugxx
Czy chcielibyście, by to opowiadanie zostało kontynuowane?
Odpowiedzi w postaci komentarzy albo na tt
poniedziałek, 4 marca 2013
Cisza - 1
Na wstępie chcę wyjaśnić.
Cisza jest nową księgą. Jak Ponad Życie, Nowy Czas. Tutaj znów chcę coś zmienić i dodać parę wątków, które będą całkowitą nowością. Wydaje mi się, że wszystko wyjaśni się w księdze Pogoń. Tutaj nie planuję rozwiązywać zagadki z Isabel, ale wręcz dodać coś nowego. I właśnie dlatego powstała Cisza.
A dlaczego akurat Cisza? Nawiązuje do powiedzenia "Cisza przed burzą". O to właśnie tutaj chodzi. Rozdziały będą spokojne, choć skomplikowane. Za to w księdze Pogoń, będziemy iść dość szybko i trudno będzie złapać oddech.
Po prostu stwierdziłam, że te wątki zasługują na własne miejsce.
+ PRZEZ PEWNEGO BARANA JESTEM NOMINOWANA DO LIBSER AWARDS, NIE WIEM PO KIEGO GRZYBA ! xD Wiem, też Cię kocham xx
Cisza jest nową księgą. Jak Ponad Życie, Nowy Czas. Tutaj znów chcę coś zmienić i dodać parę wątków, które będą całkowitą nowością. Wydaje mi się, że wszystko wyjaśni się w księdze Pogoń. Tutaj nie planuję rozwiązywać zagadki z Isabel, ale wręcz dodać coś nowego. I właśnie dlatego powstała Cisza.
A dlaczego akurat Cisza? Nawiązuje do powiedzenia "Cisza przed burzą". O to właśnie tutaj chodzi. Rozdziały będą spokojne, choć skomplikowane. Za to w księdze Pogoń, będziemy iść dość szybko i trudno będzie złapać oddech.
Po prostu stwierdziłam, że te wątki zasługują na własne miejsce.
+ PRZEZ PEWNEGO BARANA JESTEM NOMINOWANA DO LIBSER AWARDS, NIE WIEM PO KIEGO GRZYBA ! xD Wiem, też Cię kocham xx
Blondynka
uśmiechnęła się do linii drzew. Dzień nie był piękny. Niebo
pokrywały gęste, szare chmury, a wiatr silnie poruszał gałęziami
drzew, zrywając z nich kolorowe liście.
Dziewczyna
usiadła na zimnej ziemi i patrzyła w pustą przestrzeń. Była
gotowa zaatakować osobę, która tak zręcznie kryła się za
drzewami. W jej czekoladowych oczach widoczne były iskry nienawiści.
Wiedziała, kogo za chwilę dostrzeże.
Był
to mężczyzna w średnim wieku z widoczną siwizną, szarymi oczami
oraz masywną posturą. Wzrostem przypominał koszykarza, lecz nie
miał nic wspólnego z tym sportem. Wąskie wargi ułożone były w
prostą linię, a na krzywym nosie widać było bliznę po ostatnim
złamaniu. Złamaniu, którego dokonała Angela.
Wstała
i uważnie zmierzyła go wzrokiem. Już trzeci raz pojawiał się i
zapewne znów zamierzał jej grozić. Niestety, dziewczyna nie była
głupia. Dodatkowo nie brakowało jej determinacji ani odwagi.
-Witaj.-
Odezwał się głosem, który przypominał taki, jaki mają czarne
charaktery w horrorach. Angie prychnęła, a następnie kpiąco
spojrzała mu w oczy.
-Czego
chcesz?- Spytała głośno i zdecydowanie. Na twarzy mężczyzny
pojawił się lekki uśmiech.
-Ostrzec.
-Przed?-
Zmarszczyła brwi, po czym spojrzała na jego znoszone ubrania i
podarte buty.
-Każdy,
kto jest dla ciebie ważny, zginie.- Odwrócił się na pięcie i
odszedł. Blondynka opadła na kolana. Była roztrzęsiona. Czy ten
człowiek zamierzał zabić wszystkich, na których jej zależy?
Pomyślała o Niallu, lecz szybko się uspokoiła. Był bezpieczny.
Odszedł.
Budzę
się i ze świstem nabieram powietrza, jednocześnie siadając.
Rozglądam się po oświetlonym słońcem pokoju. Wtedy przypominam
sobie, że jestem w domu Harry'ego i Lou. Zaczynam głęboko oddychać
i staram się zapobiec dreszczom, szczelniej okrywając się kołdrą.
Schodzę
do kuchni. W domu panuje grobowa cisza. Na blacie znajduję kartkę,
a na niej koślawe pismo „Wrócimy wieczorem”. Gniotę kartkę i
wyrzucam do śmieci. Wieczorem mnie tu nie będzie.
~*~
Cuda
zdziałać może technika. Z tatą pojechaliśmy do głównej
siedziby, a tam w kilka minut pozbyli się gipsu. I złamania.
Idę
chodnikiem dość tanecznym krokiem. Deszcz leje strumieniami, a ja
mam na sobie tylko cienki podkoszulek i jeansy. Jednak słuchawki w
uszach dodają chwili magiczności. Zachowując się jak rozmarzona
nastolatka na chwilę zapominam o wszystkich problemach, które mnie
otaczają. Nie istnieję w przestrzeni i czasie.
Pomagam
podnieść się dziewczynie, która potknęła się na chodniku.
Robię sobie zdjęcia z fanami chłopaków, oraz rozmawiam z nimi.
Wszyscy pytają, czy nie jest mi zimno. Wtedy ja tylko uśmiecham się
i odchodzę, mówiąc, że nie.
W
pewnym momencie wpadam na zakapturzoną postać, która mocno mnie
przytrzymuje.
-Zmarzniesz.
- Szepcze mi do ucha. Przez chwilę jestem zdziwiona, lecz szybko się
ogarniam i z uśmiechem odpowiadam.
-Hej,
Zayn.
-Chodź,
przebierzesz się. - Mówi stanowczo, po czym chwyta mnie za rękę i
prowadzi w nieznaną mi stronę.
-Gdzie?
- Pytam z wzrokiem wbitym w kałużę. Po chwili skaczę w nią,
ochlapując nogawki Malik'a, przez co muszę powstrzymywać śmiech.
-Do
mnie.- Wzdycha, spoglądając na swoje spodnie. Odgarniam mokre włosy
z twarzy i spoglądam w czekoladowe oczy chłopaka. Ten patrzy na
mnie pytającym wzrokiem, więc tylko się odwracam.
Będąc
w mieszkaniu brązowookiego dostaję suche ubrania jego dziewczyny
oraz kubek z gorącą herbatą. Oglądam telewizję siedząc na
kanapie z parującym napojem. Żadne z nas nie próbuje zaczynać
rozmowy, co bardzo mi odpowiada. Nie mam szczególnej ochoty starać
się być na siłę słodką i miłą dziewczynką. Siedzenie w ciszy
to dobre wyjście.
-A
tak z ciekawości... Dlaczego chodziłaś w takim stroju, gdy pada
deszcz? - Pyta Zayn. Wzdycham, ponieważ chłopak sprawił, że muszę
się odezwać.
-Miałam
nadzwyczaj dobry humor. Chyba lepsze to, niż krzyk i tłuczenie
wazonów?- Odpowiadam i krzywię się na to okropne wspomnienie.
Malik uśmiecha się pod nosem, za co delikatnie uderzam go z pięści
w ramię.
-Hej
! - Krzyczy na mnie, ale uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-No
co? Nigdy nie dostałeś? - Przekomarzam się, za co dostaję
poduchą. - Kobieta go bije !- Oddaję mu, przez co chłopak zaczyna
mnie łaskotać. Między napadami śmiechu staram się go zepchnąć,
lecz na marne. Ma on trochę siły.
I
wtedy sobie przypominam. Potrzebuję się opanować i skupić, a na
pewno mi się uda.
Takim
sposobem 2 minuty później Zayn leży na podłodze, a ja patrzę na
niego z góry.
-Trenowałaś
zapasy? - Pyta, wstając i pocierając z tyłu głowę. Siadamy na
kanapie, a ja ponownie wzdycham.
-Tylko
boks i karate. - Kłamię, a chłopak marszczy brwi, przez co znowu
wybucham śmiechem.
-Już
wiem, co spodobało się w tobie Harry'emu. Twardy charakterek.
-Puszcza mi oko, a ja wytykam mu język. Na chwilę zatracam się w sytuacji. Czasem chciałabym mieć takiego przyjaciela. Móc wtulić się w niego, pogadać na błahe tematy i powygłupiać się.
Ale najbardziej pragnę mieć zwyczajne, nudne życie. Marzenie głupiej nastolatki, prawda?
Słychać
dźwięk otwieranych drzwi, a następnie głos.
-Już
jestem ! Kupiłem...- Zza rogu wyłania się Niall. - Angie? - Na
jego twarzy widać zmieszanie, ale i ulgę oraz radość. Wstaję i
podchodzę do niego, by następnie wtulić się w jego tors. Wdycham
słodki zapach jego bluzy i napawam się jego bliskością. Ten tylko
mocniej przyciąga mnie do siebie i delikatnie głaszcze po włosach.
-Ja
też tęskniłem.- Mówi, gdy odsuwamy się od siebie. Jego twarz
przyozdabia szeroki uśmiech.
-Aww,
jakie to słodkie...- Dodaje Zayn, a następnie udaje odruch
wymiotny. Ja tylko uderzam go z pięści w ramię.
-Tak
właściwie, co tu robisz, Angela? - Pyta mnie Horan. Odwracam się w
jego stronę i lekko krzywię.
-Zayn
zgarnął mnie z ulicy całą mokrą. - Krzywię się na wspomnienie
tych wspomnień. Sama nie jestem do końca pewna, co mną wtedy
kierowało. Chciałam po prostu być przez chwilę obojętna na
wszystko i wszystkich. Być tą sobą, którą byłam kiedyś.
Niall
dziwnie na mnie patrzy. Staram się uśmiechnąć, ale niezbyt mi to
wychodzi, więc tylko podchodzę do niego, chwytam jego dłoń i
razem siadamy.
Wiem,
że ta sytuacja dziwnie wygląda, ponieważ rzekomo jestem dziewczyną
Styles'a. Dlatego puszczam go i staram się zachowywać w miarę
normalnie.
-Nie
martw się. Już wszystko wiemy.- Patrzę na Malik'a, który
delikatnie się uśmiecha. Jakby chciał dodać mi otuchy.
-Wiecie
Co... ? - Pytam cicho, akcentując ostatnie słowo.
-Że
Louis i Harry są razem.- Odpowiada Horan. Patrzę na szatyna
wzrokiem mordercy.
-I
ty wiedziałeś i śmiałeś tak do mnie gadać? - Krzyczę na niego
i zaczynam okładać go poduszką.- Że niby się Harry'emu podobam !
- Leję go jeszcze mocniej, a chłopak stara się bronić, lecz tylko
się śmieje.
W
końcu się ogarniam i zbieram swoje blond włosy z twarzy.
-Wychodzę.-
Oznajmiam. Opuszczam budynek mieszkalny. Na szczęście przestało już padać.
Nie byłam zła. Raczej... Rozbawiona.
Niall dogania mnie i pewnym ruchem przyciąga do siebie.
-Co robisz? - Pytam, nawet nie kryjąc uśmiechu.
-Nic szczególnego. Tylko cię kocham.
+ Ode mnie? Krótki, to prawda. Jest on tylko namiastką tego, do czego dążę. W księdze "Cisza" zamierzam was zasłodzić.
+ Ode mnie? Krótki, to prawda. Jest on tylko namiastką tego, do czego dążę. W księdze "Cisza" zamierzam was zasłodzić.
czwartek, 28 lutego 2013
Nowy Czas - 3 (CAŁY)
-Może ci pomóc?-
Spytał mały chłopczyk dziewczynki.
-Nie trzeba.-
Odpowiedziała natychmiast i znów próbowała odepchnąć się od
ziemi. Niestety, jej nóżki z huśtawki ledwo dosięgały trawnika.
Nagle poczuła, jak ktoś pcha huśtawkę. Odwróciła głowę i
słodko uśmiechnęła się do chłopca, który jej pomógł.
Po kilku minutach
zeszła i stanęła naprzeciw blondynowi. Słońce przedzierało się
przez zielone liście drzew i idealnie oświetlało jej twarz, a
blond włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Nie jesteś taki, jak
inni chłopcy.- Powiedziała słodkim głosem, a uśmiech nie
schodził jej z twarzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła, a
przecież zazwyczaj trzymała dystans.
-Dziękuję.- Szepnęła.
Później na zmianę huśtali się i bawili razem, spędzając jeden
z najlepszych dni swojego dzieciństwa.
Siedzę
na brudnej, betonowej podłodze i staram się nie myśleć o bólu.
Moje myśli są rozbiegane w każdą stronę, byleby tylko zająć
czymś umysł. Ile czasu tu spędzę? Ktoś przyjdzie?
Zaczynam
rozglądać się po pomieszczeniu. Włączam telefon i używam go
jako światła. Nie, zadzwonić nie mogę, ponieważ nie ma zasięgu.
Świecę w każde możliwe miejsce, ale nie ma tu nic ciekawego.
Żadnych skrytek, nic.
Znów
wstaję przy pomocy metalowej półki. Jest dość wysoka. Inaczej –
wystarczająco wysoka.
Sprawdzam, czy da radę utrzymać mój ciężar. Na szczęście jest
stabilna. Przesuwam ją pod dziurę w drewnianej podłodze,
spowodowanej moim upadkiem. Wchodzę jedną nogą, jak na stopień,
ale zapominam o jednym. Co ze złamaną nogą?
Podciągam się rękoma i staję zdrową. Powtarzam tak
kilka razy, aż jestem na górze. Ramiona i głowa wystają ponad
złamane deski, a ja uśmiecham się sama do siebie. Chwytam się
desek i odpycham nogą, a półka upada. Całą siłą się wciągam.
Będąc już na górze, kładę się na ziemi i głęboko oddycham.
-Halo?- Odbieram telefon, który właśnie zaczął
wibrować w mojej kieszeni.
-Irlandia! -Słyszę krzyk wprost do mojego ucha.
Zamykam oczy.
-Szybcy są.- Mówię bardziej do siebie, niż do niego.
-Po co tam pojechałaś? Harry chciał cię jutro na
wywiadzie...- Zaczął gniewnie, ale skończył z lekkim
rozczarowaniem.
-Złamałam nogę, nie będę mogła.- Odpowiadam i po
chwili karcę samą siebie za to, co wyszło z moich ust.
-ŻE CO ZROBIŁAŚ?!- Znów krzyczy, a ja zdycham i
pocieram czoło.
-No szłam... I podłoga się zarwała... Wpadłam do
piwnicy i złamałam nogę.- Tłumaczę spokojnie. Z jednej strony
mnie to irytuje, a z drugiej bawi. Tylko dlaczego?
-Jesteś w piwnicy ze złamaną nogą?! - Okej, już
wiem, dlaczego to mnie śmieszy.
-Nie, już wyszłam. - Z trudem powstrzymuję śmiech,
-Kiedy wracasz?- Tym razem jest spokojny, ale wiem, że
to tylko pozory.
-Jak wszystko sprawdzę. Czyli jutro pewnie wylecę z
Irlandii, ale nie wrócę do Londynu tak szybko.
-No nie rób sobie jaj. Jesteś dziewczyną Harry'ego
Styles'a! Musisz się z nim gdzieś pokazać.- W jego głosie słychać
irytację.
-Oj przyznaj się. Już chcesz powtórzyć naszą
zabawę... - Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. No cóż, lubię
się z nim droczyć.- Jestem pewna, że właśnie wyglądasz, jak
dorodny buraczek.
-Wcale nie !- I to wystarczy, żeby mieć pewność, że
moja słowa są trafne.
-Dobra, kotek, muszę kończyć. Pa.- Nie czekając na
reakcję rozłączam się. Z trudem wstaję i pokonuję wielką
dziurę, a następnie wchodzę ostrożnie po schodach. Będąc już
na górze dokładnie sprawdzam każdy kont w pokoju. Nie znajduję
nic nadzwyczajnego, więc siadam na podłodze.
-Jestem
zmęczona. Tak cholernie zmęczona życiem i cierpieniem. Nie
potrafię tak dłużej. Nie umiem się cieszyć, podczas gdy ktoś
na świecie umiera. Nie rozumiesz? Nie mogę ci pomóc. Sama
uciekłam.
Patrzę głucho w przestrzeń i zastanawiam się, kto to
powiedział ? Głos wydaje się znajomy, ale jest zniekształcony,
cichy i dochodzi z oddala. Zaczynam nerwowo ciągnąć deski, aż
jedna puszcza. Pod nią znajduje się mały, metalowy schowek, a w
środku srebrny dyktafon. Biorę dość zniszczone urządzenie do rąk
i odtwarzam, raz za razem. Nic więcej, oprócz tych kilku zdań, nie
jest nagrane.
Wsłuchuję się dokładnie w każdą literę,
rozpoznając głos matki. Jeszcze raz zaglądam do małego schowka i
zauważam pożółkłą kartkę. Wyciągam i ostrożnie odwijam.
„Lotnisko w NY. Skrytka 1769”
Litery, choć w słabym świetle, zdają się razić. W
moich oczach zbierają się łzy. Cały ten czas... Rozwiązanie było
tak blisko, a za razem tak daleko. Przecież to tylko wskazówka.
Nadzieja, na skrawku papieru.
~*~
Będąc w Nowym Yorku, z nogą w gipsie czułam się
dość niezręcznie. Kilka godzin szukałam skrytki, której nie
było.
-Przepraszam, gdzie mniej więcej znajdę skrytkę numer
769? - Pytam jakiegoś ochroniarza. Ten patrzy na mnie, jak na
psychiczną.
-Nie ma takiej skrytki.- Odpowiada i odchodzi. Stoję na
środku korytarza, nie mogąc nawet mrugnąć. Chcę krzyknąć za
mężczyzną. Dowiedzieć się. Zrozumieć.
Powoli ruszam i dokładnie przyglądam się każdej
skrytce. Niestety, między 770 a 768 nie ma żadnej. Jakby w ogóle
nigdy nie została zrobiona.
Siadam i zaczynam ciężko oddychać. Szansa. To była
moja szansa, aby ją znaleźć. Moja szansa, by po latach odzyskać
rzekomo martwą matkę. Jedyna okazja... A jeden moment zniszczył
nadzieję, jak wiadro wody wylane na płomyk świeczki. Ledwo zdążyła
się we mnie narodzić, a już kilka chwil później ją straciłam.
Czy kiedykolwiek odnajdę Isabel ? Czy sprawię, by
wszyscy, których kocham byli bezpieczni ? Czy nie będę musiała
ranić osób na których mi zależy tylko dlatego, by mogli żyć?
Nie być tym, kim jestem... Mieć przyjaciół, rodzinę,
pracę. Kochać i być kochaną.
W pewnym momencie łzy same wylatują spod moich
zmęczonych powiek. Podnoszę się i kupuję bilet na najbliższy lot
do Londynu. Nic tutaj po mnie.
~*~
Delikatnie pukam w drzwi z ciemnego dębu. Delikatnie,
lecz raz po raz.
-Jest 3 w nocy, kto do cholery...- Harry zacina się na
moment i uważnie mi się przygląda.- Angie?
Widać, że jest bardzo zaskoczony zaistniałą
sytuacją.
-Nie, mikołaj. - Mówię i przepycham się obok niego
do przestronnego mieszkania.
-Pozwolisz, że usiądę. - Oznajmiam, a następnie
opadam na szarą kanapę. Styles stoi opierając się o framugę i
uważnie mi się przygląda.
-Dla mojej dziewczyny wszystko.- Prycha, zakładając
ręce na piersi.
-Hmm... Angela Styles. Fajnie brzmi. - Mówię, udając
zamyślenie. Zerkam ukradkiem na chłopaka i widzę zakłopotanie
pomieszane z irytacją.
-Gdzie śpię? - Pytam, z lekkim trudem podnosząc się
z kanapy. Jakby dopiero w tym momencie Curly zauważa gips i
postanawia mi pomóc. Prowadzi mnie po schodach na górę a następnie
do 2 drzwi z prawej strony.
-Rozgość się. - Oznajmia oschle, gdy otwieram drzwi
sypialni. Odwracam głowę w jego stronę i słodko się uśmiecham.
-Dziękuję, Hazz.- Mówię uroczym głosikiem. Styles
głośno wzdycha.
-Wredną mam dziewczynę.- Dodaje na odchodne, wchodząc
do swojej sypialni. Zapalam światło w małym pokoju. Patrzę na
idealnie zaścielone łóżko i na chwilę mam ochotę się na nim
położyć... Niestety, nie przyszłam tu, by spać. Rozmowa z
którymś z chłopaków też nie wchodzi w grę, ponieważ śpią.
Siadam na łóżku i liczę oddechy. Czego oczekiwałam
przychodząc tu? Spokoju. Nikomu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę
mrugnąć, gdy ktoś spyta o moją matkę. Znów wredna i zimna, nie
wyrażająca żadnych emocji. Przychodząca tylko po swoje. Żadnego
współczucia.
Kładę się i powoli zasypiam, nie mając już siły na
walkę. Każdy czasem bywa zmęczony. Czy to bokser, biegacz,
gimnastyk czy pies. Wszyscy potrzebują odpoczynku. Choćby chwili,
która mogłaby ocalić nawet nasze życie. Jestem zmęczona. Isabel
miała rację. Obie jesteśmy tym wszystkim zmęczone. Cierpieniem...
Ja także muszę odpocząć. Tak, czy inaczej. Znaleźć spokój na
chwilę ukojenia, która może być kluczowa w tym wszystkim.
Zasypiam, a przed moimi oczami przewijają się
wszystkie najlepsze wspomnienia. Z rodziną, Niallem, a nawet
wrogami, którzy niegdyś byli przyjaciółmi.
Ten świat pochłania mnie, jak morze. Zabiera, jak fala
podczas sztormu, a ja nie mam sił, by starać się uratować.
Zanikam, aż w końcu staję się tylko szarą częścią
wszechświata, nic nie znaczącą dla żyjących. Jestem- lecz moja
dusza jest wypalona.
Zostało tylko ciało i wieczny ból....
+Ode mnie tylko tyle, że końcówka jest równoznaczna z moim nastrojem. Wyszedł beznadziejny.
czwartek, 24 stycznia 2013
Nowy Czas - 2
Szczerze powiedziawszy, miałam nadzieję, że po powrocie
położę się do łóżka i prześpię cały tydzień. Nie miałam ani grama ochoty
gdziekolwiek się ruszać. Nie chciało mi się jeść, cały czas spałam. Myślałam
tylko o mamie. Jak zacząć jej szukać? Nie miałam bladego pojęcia, chociaż na
początek. W mojej głowie panowała pustka, tym bardziej, że ojciec nie zamierzał
mi pomóc. Dlaczego ? Stwierdził, że gdy będziemy wystarczająco bezpieczni sama wróci.
Co chyba znaczy, że nie jesteśmy bezpieczni, prawda?
Pierwszą myślą, jaka wpadła mi do głowy był komputer taty.
Tylko... Nie wiedziałam nawet, czy takowy teraz ma, a jeśli tak, to gdzie jest.
Poza tym, pozostawała jeszcze kwestia tego, że oprócz obserwacji domu i
komunikowania z jego oddziałem, nie potrafiłam nic. Było tam wiele różnorodnych
programów, które (chociaż na moim laptopie też dużo miałam) były dla mnie
zwyczajnie niezrozumiałe. Kiedyś spróbowałam któryś włączyć, ale pokazały mi
się tylko niekończące ciągi cyfr, przez co zrezygnowałam z jakiejkolwiek próby
zrozumienia. Z matmy to ja dobra nie byłam.
Zdawałam sobie sprawę, że mogą być to szyfry i kody, ale
nijak nie potrafiłam ich rozszyfrować.
Siadam na łóżku, ponieważ pewien nieznośny dźwięk nie daje mi
spokojnie leżeć. Czuję ogarniającą mnie złość. Czy zbyt wiele wymagam, chcąc
ciszy wieczorem, w środku tygodnia? Wychodzę spod ciepłej kołdry i kieruję się
w stronę drzwi. Dźwięk, który tak mi dokuczał, to swego rodzaju... Skrobanie ?
Tak, to chyba odpowiednie słowo.
Otwieram drzwi, mocno przyciągając je do siebie, a do domu
wpada Niall. Patrzę na niego zdziwiona i lekko zła.
-Co to robisz?- Pytam, zamykając za chłopakiem drzwi. Nie
odpowiada mi, tylko od razu kieruje się do salonu. Siada na kanapie i podciąga
kolana pod brodę. Widzę, że z trudem hamuje emocje.
-Hej, Niall, co się stało?- Pytam, siadając obok i delikatnie
głaszcząc jego głowę. Chłopak mruczy coś niezrozumiałego, ale nie podnosi
głowy. Chyba płacze, a ja nie mam bladego pojęcia, jak się zachować. Mam
powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Skąd niby mam wiedzieć, że będzie.
Jeszcze później się na mnie obrazi i... STOP Angie, opanuj myśli. Przecież go
nie kocham. Bo nie kocham, prawda? Przytulam go, a on się nie opiera. Jego duszący
zapach lekko drażni moje nozdrza, ale... Mimo tego cieszę się, że znów mam obok
siebie innego człowieka.
-Na pewno nic takiego się nie stało...- Szepczę mu do ucha.
To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy.
-Stało się!- Krzyczy i wstaje. Niedługo nie wytrzymam i nie
będę już taka miła. Tak źle i tak nie dobrze.
-A więc co się stało takiego, że płaczesz?- Pytam obojętnie.
Patrzy na mnie ze złością, a na jego policzkach widać stróżki łez.
-Nie szukaj Isabel, wtedy się stanie.- Mówi i odwraca się.
Chwytam go za nadgarstek i zdecydowanym ruchem odwracam, przyciągając ku sobie.
Gdy nasze twarze dzielą tylko milimetry, a my patrzymy sobie w oczy,
postanawiam się odezwać.
-Co się stanie i dlaczego mam nie szukać Isabel?- Szepczę.
Blondyn nerwowo przełyka ślinę.
-Wpadłem dziś na mężczyznę. Powiedział, że masz jej nie
szukać bo postara się, abyśmy oboje zniknęli. - Odpowiada, również szeptem.
Opiera się czołem o moje czoło.
-Boisz się?
-Tak.- Spuszcza wzrok i odsuwa ode mnie. Patrzę na niego
zmieszana.
-Spokojnie, nic się nie stanie. Tata powiedział, że już nic
nam nie grozi.- Uśmiecham się delikatnie, chwytając jego dłoń. Chcę w pewien
sposób dać mu do zrozumienia, że nic się nie stanie.
-Angie...- Z jego ust wyrywa się cichy jęk. Zastanawiam
się... Jak na niego działam.
-Słucham?- Przygryzam dolną wargę i przysuwam się bliżej.
Przecież nic złego nie robię, prawda?
-Nie rób tak.- Widzę, że jego policzki przybierają
ciemniejszy kolor czerwieni. Uśmiecham się i stykam się ciałem z nim.
-Dlaczego? - Przejeżdżam kciukiem po jego rumianym policzku.
Na chwilę zamyka oczy.
-Bo skoro ty możesz to, to ja mogę to.- Szepcze i mnie
całuje. Mówiłam już, że zawsze wychodzi na moje?
Odwzajemniam
pocałunek, jeden za drugim.
-Czekaj.- Szepczę mu prosto w usta, a on unosi brwi.- Nie tu.
-Więc choć.- Chwyta moją dłoń i prowadzi ku wyjściu.
***
***
Siedzę ubrana na skraju łóżka. Dopiero teraz dociera do mnie,
co takiego się stało. Wykorzystałam go, jak zwykłą zabawkę... Spoglądam na
słodko śpiącego Niall'a. Na jego twarzy maluje się błogi uśmiech. Świetnie,
teraz mam wyrzuty sumienia. Przykładam wargi do jego czoła i lekko je
muskam. Wstaję, a następnie wychodzę, nawet się nie oglądając. Dobra,
podobało mi się, przyznaję, ale... Nie powinnam.
Szybko dojechałam do domu. Biorę dużą torbę i pakuję do niej
trochę ubrań, portfel, telefon... Najważniejsze rzeczy. Naciągam czarne rurki i
tego samego koloru buty na koturnach.
Trzeba się jakoś prezentować, prawda? Zakładam luźny T-shirt i skórzaną kurtkę.
Wchodzę do apartamentu taty, który ogląda telewizję.
-Gdzie byłaś?- Pyta i uśmiecha się. Wytykam mu język.
-Zbywałam Niall'a, a co?- Po części prawda, ale nie do końca.
-No więc... Widzę, że masz interes. O co chodzi?
-Muszę wyjechać i odpocząć. Gdyby Niall pytał, pojechałam
szukać mamy.- Odpowiadam cicho.
-Myślisz, że uwierzy ? - Mój ojciec unosi brwi, a ja tylko
się uśmiecham.
-Oczywiście, że tak.
-A gdzie się udasz?- Nie daje za wygraną.
-Gdzieś, gdzie odpocznę. Jeszcze nie wiem.- Mówię i nie
czekając na reakcję wychodzę z apartamentu.
Taksówką dojeżdżam na lotnisko, a tam kupuję bilet do
Irlandii. Cała droga mija mi bardzo szybko. Jadę do naszego rodzinnego
miasteczka, a tam kwateruję się w hotelu.
Chodzę powoli po mieście i wspominam stare czasy. Kto wie,
kogo tu spotkam? Wyciągam telefon z kieszeni i, nie patrząc na wyświetlacz,
naciskam zieloną słuchawkę.
-Halo?- Mówię głośno.
-Angie? Gdzie jesteś?- Wzdycham.
-Niall, nie panikuj... To mało istotne, gdzie teraz jestem.
Pewnie i tak dowiesz się z mediów, ale za kilka dni wylatuję, więc nie masz co
tu lecieć. Poza tym, Harry mówił, że macie teraz wywiady i sesje, więc...-
Tłumaczę spokojnie.
-Dlaczego wyjechałaś?- Pyta cicho. Przystaję i zamykam oczy.
-Szukać Isabel.
-Ale Angie... On mówił...- Jęczy do słuchawki, niestety ja mu
przerywam.
-W dupie mam co mówił jakiś koleś napotkany na ulicy! Będę
jej szukać i znajdę ją, za cenę życia i śmierci.- Nie czekając na reakcję
rozłączam się i wyłączam telefon.
Będąc w kawiarni, powoli sączę pyszną Latte. Patrzę za okno i
krzywię się, na deszczową pogodę. Zapada zmrok, a ja nie mam bladego pojęcia,
co robić. Nie mam ochoty wracać do hotelu, a... Zaraz, zaraz. Wiem, gdzie
pójdę.
Odwracam się, gdy zauważam, że jakiś paparazzi robi mi
zdjęcie. I wtedy, jakby na zawołanie, do kawiarni wchodzi Josh. Pośpiesznie
wychodzę z pomieszczenia i kieruję się do dzielnicy, w której kiedyś
mieszkałam. Osmalony dom stoi tam, gdzie zawsze. Jest tylko jedna różnica. Dość
duży, betonowy mur, a ja mam szpilki. Wzdycham i dokładnie okrążam całą budowlę.
Nie ma żadnej luki...
-Myśl Angie, myśl...- Mówię na głos, nerwowo tupiąc o
jezdnię. Mam mało czasu, a każdy mój ruch jest śledzony. Dlaczego nie zburzyli
tego domu? Mama lub tata kazali go zostawić, to pewne. Więc skoro jest, to
znaczy, że musi tam być wskazówka. Ale... Ten dom, w Londynie. Taki sam, z
kartką... Nie potrafię tego zrozumieć. Szybko wracam do hotelu. Zakładam lekko
zniszczone spodnie od dresu, luźną bluzę i sportowe buty. Biegnę do starego
domu. Na szczęście miejsca te, nie znajdują się w dużej odległości. Wspinam się
po murze, który jednak ma ponad 2,5m.
Trawa jest pożółkła, farba odchodzi od ścian, a błoto jest
wszędzie. 2 okna są wybite... Wchodzę
dwoma schodkami i zdecydowanym ruchem pcham spróchniałe, drewniane drzwi. Ich
kolor już nawet nie przypomina tej cudownej, odprężającej zieleni. Wchodzę do
środka i uważnie przyglądam się sypiącej podłodze, osmolonym ścianom i popiele.
Widać, że dawno tu nikt nie był. Idę powoli i staram się lekko stąpać.
Rozglądam się po salonie i kuchni, ale kieruję się ku schodom.
Sama nie jestem pewna, czego tak dokładnie tu szukam. Wchodzę jedną stopą na pierwszy schodek, a następnie drugą. Niestety, nie jest na tyle wytrzymały, więc zarywa się, a ja z impetem lecę w tył.
Sama nie jestem pewna, czego tak dokładnie tu szukam. Wchodzę jedną stopą na pierwszy schodek, a następnie drugą. Niestety, nie jest na tyle wytrzymały, więc zarywa się, a ja z impetem lecę w tył.
Podłoga także nie wytrzymuje tak silnego uderzenia, więc
zarywa się, a ja z głośnym krzykiem ląduję na betonowej podłodze w piwnicy.
Chrupot kości jest prawie niesłyszalny, ze względu na mój pisk bólu.
-O nie. Nie, nie, nie, nie, nie! - Z moich oczu płyną stróżki
łez. Nie mogę tego powstrzymać, ból rozdziera moją nogę od środka. Nie potrafię
tego opisać. Wstaję, podtrzymując się starymi, metalowymi półkami. Ledwo
dochodzę do drzwi i z całej siły je pcham, ale są zamknięte. Siadam na podłodze
i zanoszę się szlochem.
Złamana noga i zamknięte drzwi? Świetnie. Po prostu cudowny
dzień.
+ Przepraszam, ale nie potrafię pisać takich scen. Rozdział wyszedł krótki i beznadziejny... Nie proszę nawet o komentarze, ale jeśli takowe się pojawią... Przyjmę każdą krytykę, jak mężczyzna! Przepraszam. Ten brak weny mnie dobija... Pytania? - Zakładka pytania. Serdecznie zapraszam :)
+ Przepraszam, ale nie potrafię pisać takich scen. Rozdział wyszedł krótki i beznadziejny... Nie proszę nawet o komentarze, ale jeśli takowe się pojawią... Przyjmę każdą krytykę, jak mężczyzna! Przepraszam. Ten brak weny mnie dobija... Pytania? - Zakładka pytania. Serdecznie zapraszam :)
O M G
Czekajcie... Czy ja dobrze widzę, czy potrzebuję okularów? Mam właśnie nowego obserwatora ? :O WIELBIĘ CIĘ. JESTEM TWOJĄ FANKĄ xD Dziękuję xx
wtorek, 22 stycznia 2013
Obawy
UWAGA UWAGA!
NAJPRAWDOPODOBNIEJ ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK. TAK, NIE ZABRALI MI LAPTOPA. KTO CHCE PRZEDSMACZEK ? DODAM WAM DZIŚ KAWAŁEK ;D
NAJPRAWDOPODOBNIEJ ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK. TAK, NIE ZABRALI MI LAPTOPA. KTO CHCE PRZEDSMACZEK ? DODAM WAM DZIŚ KAWAŁEK ;D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)