poniedziałek, 4 marca 2013

Cisza - 1

Na wstępie chcę wyjaśnić.
Cisza jest nową księgą. Jak Ponad Życie, Nowy Czas. Tutaj znów chcę coś zmienić i dodać parę wątków, które będą całkowitą nowością. Wydaje mi się, że wszystko wyjaśni się w księdze Pogoń. Tutaj nie planuję rozwiązywać zagadki z Isabel, ale wręcz dodać coś nowego. I właśnie dlatego powstała Cisza.
A dlaczego akurat Cisza? Nawiązuje do powiedzenia "Cisza przed burzą". O to właśnie tutaj chodzi. Rozdziały będą spokojne, choć skomplikowane. Za to w księdze Pogoń, będziemy iść dość szybko i trudno będzie złapać oddech.
Po prostu stwierdziłam, że te wątki zasługują na własne miejsce.
+ PRZEZ PEWNEGO BARANA JESTEM NOMINOWANA DO LIBSER AWARDS, NIE WIEM PO KIEGO GRZYBA ! xD Wiem, też Cię kocham xx



Blondynka uśmiechnęła się do linii drzew. Dzień nie był piękny. Niebo pokrywały gęste, szare chmury, a wiatr silnie poruszał gałęziami drzew, zrywając z nich kolorowe liście.
Dziewczyna usiadła na zimnej ziemi i patrzyła w pustą przestrzeń. Była gotowa zaatakować osobę, która tak zręcznie kryła się za drzewami. W jej czekoladowych oczach widoczne były iskry nienawiści. Wiedziała, kogo za chwilę dostrzeże.
Był to mężczyzna w średnim wieku z widoczną siwizną, szarymi oczami oraz masywną posturą. Wzrostem przypominał koszykarza, lecz nie miał nic wspólnego z tym sportem. Wąskie wargi ułożone były w prostą linię, a na krzywym nosie widać było bliznę po ostatnim złamaniu. Złamaniu, którego dokonała Angela.
Wstała i uważnie zmierzyła go wzrokiem. Już trzeci raz pojawiał się i zapewne znów zamierzał jej grozić. Niestety, dziewczyna nie była głupia. Dodatkowo nie brakowało jej determinacji ani odwagi.
-Witaj.- Odezwał się głosem, który przypominał taki, jaki mają czarne charaktery w horrorach. Angie prychnęła, a następnie kpiąco spojrzała mu w oczy.
-Czego chcesz?- Spytała głośno i zdecydowanie. Na twarzy mężczyzny pojawił się lekki uśmiech.
-Ostrzec.
-Przed?- Zmarszczyła brwi, po czym spojrzała na jego znoszone ubrania i podarte buty.
-Każdy, kto jest dla ciebie ważny, zginie.- Odwrócił się na pięcie i odszedł. Blondynka opadła na kolana. Była roztrzęsiona. Czy ten człowiek zamierzał zabić wszystkich, na których jej zależy? Pomyślała o Niallu, lecz szybko się uspokoiła. Był bezpieczny. Odszedł.

Budzę się i ze świstem nabieram powietrza, jednocześnie siadając. Rozglądam się po oświetlonym słońcem pokoju. Wtedy przypominam sobie, że jestem w domu Harry'ego i Lou. Zaczynam głęboko oddychać i staram się zapobiec dreszczom, szczelniej okrywając się kołdrą.
Schodzę do kuchni. W domu panuje grobowa cisza. Na blacie znajduję kartkę, a na niej koślawe pismo „Wrócimy wieczorem”. Gniotę kartkę i wyrzucam do śmieci. Wieczorem mnie tu nie będzie.
~*~
Cuda zdziałać może technika. Z tatą pojechaliśmy do głównej siedziby, a tam w kilka minut pozbyli się gipsu. I złamania.
Idę chodnikiem dość tanecznym krokiem. Deszcz leje strumieniami, a ja mam na sobie tylko cienki podkoszulek i jeansy. Jednak słuchawki w uszach dodają chwili magiczności. Zachowując się jak rozmarzona nastolatka na chwilę zapominam o wszystkich problemach, które mnie otaczają. Nie istnieję w przestrzeni i czasie.
Pomagam podnieść się dziewczynie, która potknęła się na chodniku. Robię sobie zdjęcia z fanami chłopaków, oraz rozmawiam z nimi. Wszyscy pytają, czy nie jest mi zimno. Wtedy ja tylko uśmiecham się i odchodzę, mówiąc, że nie.
W pewnym momencie wpadam na zakapturzoną postać, która mocno mnie przytrzymuje.
-Zmarzniesz. - Szepcze mi do ucha. Przez chwilę jestem zdziwiona, lecz szybko się ogarniam i z uśmiechem odpowiadam.
-Hej, Zayn.
-Chodź, przebierzesz się. - Mówi stanowczo, po czym chwyta mnie za rękę i prowadzi w nieznaną mi stronę.
-Gdzie? - Pytam z wzrokiem wbitym w kałużę. Po chwili skaczę w nią, ochlapując nogawki Malik'a, przez co muszę powstrzymywać śmiech.
-Do mnie.- Wzdycha, spoglądając na swoje spodnie. Odgarniam mokre włosy z twarzy i spoglądam w czekoladowe oczy chłopaka. Ten patrzy na mnie pytającym wzrokiem, więc tylko się odwracam.
Będąc w mieszkaniu brązowookiego dostaję suche ubrania jego dziewczyny oraz kubek z gorącą herbatą. Oglądam telewizję siedząc na kanapie z parującym napojem. Żadne z nas nie próbuje zaczynać rozmowy, co bardzo mi odpowiada. Nie mam szczególnej ochoty starać się być na siłę słodką i miłą dziewczynką. Siedzenie w ciszy to dobre wyjście.
-A tak z ciekawości... Dlaczego chodziłaś w takim stroju, gdy pada deszcz? - Pyta Zayn. Wzdycham, ponieważ chłopak sprawił, że muszę się odezwać.
-Miałam nadzwyczaj dobry humor. Chyba lepsze to, niż krzyk i tłuczenie wazonów?- Odpowiadam i krzywię się na to okropne wspomnienie. Malik uśmiecha się pod nosem, za co delikatnie uderzam go z pięści w ramię.
-Hej ! - Krzyczy na mnie, ale uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-No co? Nigdy nie dostałeś? - Przekomarzam się, za co dostaję poduchą. - Kobieta go bije !- Oddaję mu, przez co chłopak zaczyna mnie łaskotać. Między napadami śmiechu staram się go zepchnąć, lecz na marne. Ma on trochę siły.
I wtedy sobie przypominam. Potrzebuję się opanować i skupić, a na pewno mi się uda.
Takim sposobem 2 minuty później Zayn leży na podłodze, a ja patrzę na niego z góry.
-Trenowałaś zapasy? - Pyta, wstając i pocierając z tyłu głowę. Siadamy na kanapie, a ja ponownie wzdycham.
-Tylko boks i karate. - Kłamię, a chłopak marszczy brwi, przez co znowu wybucham śmiechem.
-Już wiem, co spodobało się w tobie Harry'emu. Twardy charakterek. -Puszcza mi oko, a ja wytykam mu język. Na chwilę zatracam się w sytuacji. Czasem chciałabym  mieć takiego przyjaciela. Móc wtulić się w niego, pogadać na błahe tematy i powygłupiać się. 
Ale najbardziej pragnę mieć zwyczajne, nudne życie. Marzenie głupiej nastolatki, prawda? 
  Słychać dźwięk otwieranych drzwi, a następnie głos.
-Już jestem ! Kupiłem...- Zza rogu wyłania się Niall. - Angie? - Na jego twarzy widać zmieszanie, ale i ulgę oraz radość. Wstaję i podchodzę do niego, by następnie wtulić się w jego tors. Wdycham słodki zapach jego bluzy i napawam się jego bliskością. Ten tylko mocniej przyciąga mnie do siebie i delikatnie głaszcze po włosach.
-Ja też tęskniłem.- Mówi, gdy odsuwamy się od siebie. Jego twarz przyozdabia szeroki uśmiech.
-Aww, jakie to słodkie...- Dodaje Zayn, a następnie udaje odruch wymiotny. Ja tylko uderzam go z pięści w ramię.
-Tak właściwie, co tu robisz, Angela? - Pyta mnie Horan. Odwracam się w jego stronę i lekko krzywię.
-Zayn zgarnął mnie z ulicy całą mokrą. - Krzywię się na wspomnienie tych wspomnień. Sama nie jestem do końca pewna, co mną wtedy kierowało. Chciałam po prostu być przez chwilę obojętna na wszystko i wszystkich. Być tą sobą, którą byłam kiedyś.
Niall dziwnie na mnie patrzy. Staram się uśmiechnąć, ale niezbyt mi to wychodzi, więc tylko podchodzę do niego, chwytam jego dłoń i razem siadamy.
Wiem, że ta sytuacja dziwnie wygląda, ponieważ rzekomo jestem dziewczyną Styles'a. Dlatego puszczam go i staram się zachowywać w miarę normalnie.
-Nie martw się. Już wszystko wiemy.- Patrzę na Malik'a, który delikatnie się uśmiecha. Jakby chciał dodać mi otuchy.
-Wiecie Co... ? - Pytam cicho, akcentując ostatnie słowo.
-Że Louis i Harry są razem.- Odpowiada Horan. Patrzę na szatyna wzrokiem mordercy.
-I ty wiedziałeś i śmiałeś tak do mnie gadać? - Krzyczę na niego i zaczynam okładać go poduszką.- Że niby się Harry'emu podobam ! - Leję go jeszcze mocniej, a chłopak stara się bronić, lecz tylko się śmieje.
W końcu się ogarniam i zbieram swoje blond włosy z twarzy.
-Wychodzę.- Oznajmiam. Opuszczam budynek mieszkalny. Na szczęście przestało już padać. 
Nie byłam zła. Raczej... Rozbawiona. 
Niall dogania mnie i pewnym ruchem przyciąga do siebie.
-Co robisz? - Pytam, nawet nie kryjąc uśmiechu.
-Nic szczególnego. Tylko cię kocham.

+ Ode mnie? Krótki, to prawda. Jest on tylko namiastką tego, do czego dążę. W  księdze "Cisza" zamierzam was zasłodzić.

czwartek, 28 lutego 2013

Nowy Czas - 3 (CAŁY)

-Może ci pomóc?- Spytał mały chłopczyk dziewczynki.
-Nie trzeba.- Odpowiedziała natychmiast i znów próbowała odepchnąć się od ziemi. Niestety, jej nóżki z huśtawki ledwo dosięgały trawnika. Nagle poczuła, jak ktoś pcha huśtawkę. Odwróciła głowę i słodko uśmiechnęła się do chłopca, który jej pomógł.
Po kilku minutach zeszła i stanęła naprzeciw blondynowi. Słońce przedzierało się przez zielone liście drzew i idealnie oświetlało jej twarz, a blond włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Nie jesteś taki, jak inni chłopcy.- Powiedziała słodkim głosem, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła, a przecież zazwyczaj trzymała dystans.
-Dziękuję.- Szepnęła. Później na zmianę huśtali się i bawili razem, spędzając jeden z najlepszych dni swojego dzieciństwa.

Siedzę na brudnej, betonowej podłodze i staram się nie myśleć o bólu. Moje myśli są rozbiegane w każdą stronę, byleby tylko zająć czymś umysł. Ile czasu tu spędzę? Ktoś przyjdzie?
Zaczynam rozglądać się po pomieszczeniu. Włączam telefon i używam go jako światła. Nie, zadzwonić nie mogę, ponieważ nie ma zasięgu. Świecę w każde możliwe miejsce, ale nie ma tu nic ciekawego. Żadnych skrytek, nic.
Znów wstaję przy pomocy metalowej półki. Jest dość wysoka. Inaczej – wystarczająco wysoka. Sprawdzam, czy da radę utrzymać mój ciężar. Na szczęście jest stabilna. Przesuwam ją pod dziurę w drewnianej podłodze, spowodowanej moim upadkiem. Wchodzę jedną nogą, jak na stopień, ale zapominam o jednym. Co ze złamaną nogą?
Podciągam się rękoma i staję zdrową. Powtarzam tak kilka razy, aż jestem na górze. Ramiona i głowa wystają ponad złamane deski, a ja uśmiecham się sama do siebie. Chwytam się desek i odpycham nogą, a półka upada. Całą siłą się wciągam. Będąc już na górze, kładę się na ziemi i głęboko oddycham.
-Halo?- Odbieram telefon, który właśnie zaczął wibrować w mojej kieszeni.
-Irlandia! -Słyszę krzyk wprost do mojego ucha. Zamykam oczy.
-Szybcy są.- Mówię bardziej do siebie, niż do niego.
-Po co tam pojechałaś? Harry chciał cię jutro na wywiadzie...- Zaczął gniewnie, ale skończył z lekkim rozczarowaniem.
-Złamałam nogę, nie będę mogła.- Odpowiadam i po chwili karcę samą siebie za to, co wyszło z moich ust.
-ŻE CO ZROBIŁAŚ?!- Znów krzyczy, a ja zdycham i pocieram czoło.
-No szłam... I podłoga się zarwała... Wpadłam do piwnicy i złamałam nogę.- Tłumaczę spokojnie. Z jednej strony mnie to irytuje, a z drugiej bawi. Tylko dlaczego?
-Jesteś w piwnicy ze złamaną nogą?! - Okej, już wiem, dlaczego to mnie śmieszy.
-Nie, już wyszłam. - Z trudem powstrzymuję śmiech,
-Kiedy wracasz?- Tym razem jest spokojny, ale wiem, że to tylko pozory.
-Jak wszystko sprawdzę. Czyli jutro pewnie wylecę z Irlandii, ale nie wrócę do Londynu tak szybko.
-No nie rób sobie jaj. Jesteś dziewczyną Harry'ego Styles'a! Musisz się z nim gdzieś pokazać.- W jego głosie słychać irytację.
-Oj przyznaj się. Już chcesz powtórzyć naszą zabawę... - Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. No cóż, lubię się z nim droczyć.- Jestem pewna, że właśnie wyglądasz, jak dorodny buraczek.
-Wcale nie !- I to wystarczy, żeby mieć pewność, że moja słowa są trafne.
-Dobra, kotek, muszę kończyć. Pa.- Nie czekając na reakcję rozłączam się. Z trudem wstaję i pokonuję wielką dziurę, a następnie wchodzę ostrożnie po schodach. Będąc już na górze dokładnie sprawdzam każdy kont w pokoju. Nie znajduję nic nadzwyczajnego, więc siadam na podłodze.

-Jestem zmęczona. Tak cholernie zmęczona życiem i cierpieniem. Nie potrafię tak dłużej. Nie umiem się cieszyć, podczas gdy ktoś na świecie umiera. Nie rozumiesz? Nie mogę ci pomóc. Sama uciekłam.

Patrzę głucho w przestrzeń i zastanawiam się, kto to powiedział ? Głos wydaje się znajomy, ale jest zniekształcony, cichy i dochodzi z oddala. Zaczynam nerwowo ciągnąć deski, aż jedna puszcza. Pod nią znajduje się mały, metalowy schowek, a w środku srebrny dyktafon. Biorę dość zniszczone urządzenie do rąk i odtwarzam, raz za razem. Nic więcej, oprócz tych kilku zdań, nie jest nagrane.
Wsłuchuję się dokładnie w każdą literę, rozpoznając głos matki. Jeszcze raz zaglądam do małego schowka i zauważam pożółkłą kartkę. Wyciągam i ostrożnie odwijam.
Lotnisko w NY. Skrytka 1769”
Litery, choć w słabym świetle, zdają się razić. W moich oczach zbierają się łzy. Cały ten czas... Rozwiązanie było tak blisko, a za razem tak daleko. Przecież to tylko wskazówka. Nadzieja, na skrawku papieru.
~*~
Będąc w Nowym Yorku, z nogą w gipsie czułam się dość niezręcznie. Kilka godzin szukałam skrytki, której nie było.
-Przepraszam, gdzie mniej więcej znajdę skrytkę numer 769? - Pytam jakiegoś ochroniarza. Ten patrzy na mnie, jak na psychiczną.
-Nie ma takiej skrytki.- Odpowiada i odchodzi. Stoję na środku korytarza, nie mogąc nawet mrugnąć. Chcę krzyknąć za mężczyzną. Dowiedzieć się. Zrozumieć.
Powoli ruszam i dokładnie przyglądam się każdej skrytce. Niestety, między 770 a 768 nie ma żadnej. Jakby w ogóle nigdy nie została zrobiona.
Siadam i zaczynam ciężko oddychać. Szansa. To była moja szansa, aby ją znaleźć. Moja szansa, by po latach odzyskać rzekomo martwą matkę. Jedyna okazja... A jeden moment zniszczył nadzieję, jak wiadro wody wylane na płomyk świeczki. Ledwo zdążyła się we mnie narodzić, a już kilka chwil później ją straciłam.
Czy kiedykolwiek odnajdę Isabel ? Czy sprawię, by wszyscy, których kocham byli bezpieczni ? Czy nie będę musiała ranić osób na których mi zależy tylko dlatego, by mogli żyć?
Nie być tym, kim jestem... Mieć przyjaciół, rodzinę, pracę. Kochać i być kochaną.
W pewnym momencie łzy same wylatują spod moich zmęczonych powiek. Podnoszę się i kupuję bilet na najbliższy lot do Londynu. Nic tutaj po mnie.
~*~
Delikatnie pukam w drzwi z ciemnego dębu. Delikatnie, lecz raz po raz.
-Jest 3 w nocy, kto do cholery...- Harry zacina się na moment i uważnie mi się przygląda.- Angie?
Widać, że jest bardzo zaskoczony zaistniałą sytuacją.
-Nie, mikołaj. - Mówię i przepycham się obok niego do przestronnego mieszkania.
-Pozwolisz, że usiądę. - Oznajmiam, a następnie opadam na szarą kanapę. Styles stoi opierając się o framugę i uważnie mi się przygląda.
-Dla mojej dziewczyny wszystko.- Prycha, zakładając ręce na piersi.
-Hmm... Angela Styles. Fajnie brzmi. - Mówię, udając zamyślenie. Zerkam ukradkiem na chłopaka i widzę zakłopotanie pomieszane z irytacją.
-Gdzie śpię? - Pytam, z lekkim trudem podnosząc się z kanapy. Jakby dopiero w tym momencie Curly zauważa gips i postanawia mi pomóc. Prowadzi mnie po schodach na górę a następnie do 2 drzwi z prawej strony.
-Rozgość się. - Oznajmia oschle, gdy otwieram drzwi sypialni. Odwracam głowę w jego stronę i słodko się uśmiecham.
-Dziękuję, Hazz.- Mówię uroczym głosikiem. Styles głośno wzdycha.
-Wredną mam dziewczynę.- Dodaje na odchodne, wchodząc do swojej sypialni. Zapalam światło w małym pokoju. Patrzę na idealnie zaścielone łóżko i na chwilę mam ochotę się na nim położyć... Niestety, nie przyszłam tu, by spać. Rozmowa z którymś z chłopaków też nie wchodzi w grę, ponieważ śpią.
Siadam na łóżku i liczę oddechy. Czego oczekiwałam przychodząc tu? Spokoju. Nikomu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę mrugnąć, gdy ktoś spyta o moją matkę. Znów wredna i zimna, nie wyrażająca żadnych emocji. Przychodząca tylko po swoje. Żadnego współczucia.
Kładę się i powoli zasypiam, nie mając już siły na walkę. Każdy czasem bywa zmęczony. Czy to bokser, biegacz, gimnastyk czy pies. Wszyscy potrzebują odpoczynku. Choćby chwili, która mogłaby ocalić nawet nasze życie. Jestem zmęczona. Isabel miała rację. Obie jesteśmy tym wszystkim zmęczone. Cierpieniem... Ja także muszę odpocząć. Tak, czy inaczej. Znaleźć spokój na chwilę ukojenia, która może być kluczowa w tym wszystkim.
Zasypiam, a przed moimi oczami przewijają się wszystkie najlepsze wspomnienia. Z rodziną, Niallem, a nawet wrogami, którzy niegdyś byli przyjaciółmi.
Ten świat pochłania mnie, jak morze. Zabiera, jak fala podczas sztormu, a ja nie mam sił, by starać się uratować. Zanikam, aż w końcu staję się tylko szarą częścią wszechświata, nic nie znaczącą dla żyjących. Jestem- lecz moja dusza jest wypalona.
Zostało tylko ciało i wieczny ból....

+Ode  mnie tylko tyle, że końcówka jest równoznaczna z moim nastrojem. Wyszedł beznadziejny.

czwartek, 24 stycznia 2013

Nowy Czas - 2


Szczerze powiedziawszy, miałam nadzieję, że po powrocie położę się do łóżka i prześpię cały tydzień. Nie miałam ani grama ochoty gdziekolwiek się ruszać. Nie chciało mi się jeść, cały czas spałam. Myślałam tylko o mamie. Jak zacząć jej szukać? Nie miałam bladego pojęcia, chociaż na początek. W mojej głowie panowała pustka, tym bardziej, że ojciec nie zamierzał mi pomóc. Dlaczego ? Stwierdził, że gdy będziemy wystarczająco bezpieczni sama wróci. Co chyba znaczy, że nie jesteśmy bezpieczni, prawda?
Pierwszą myślą, jaka wpadła mi do głowy był komputer taty. Tylko... Nie wiedziałam nawet, czy takowy teraz ma, a jeśli tak, to gdzie jest. Poza tym, pozostawała jeszcze kwestia tego, że oprócz obserwacji domu i komunikowania z jego oddziałem, nie potrafiłam nic. Było tam wiele różnorodnych programów, które (chociaż na moim laptopie też dużo miałam) były dla mnie zwyczajnie niezrozumiałe. Kiedyś spróbowałam któryś włączyć, ale pokazały mi się tylko niekończące ciągi cyfr, przez co zrezygnowałam z jakiejkolwiek próby zrozumienia. Z matmy to ja dobra nie byłam.
Zdawałam sobie sprawę, że mogą być to szyfry i kody, ale nijak nie potrafiłam ich rozszyfrować.
Siadam na łóżku, ponieważ pewien nieznośny dźwięk nie daje mi spokojnie leżeć. Czuję ogarniającą mnie złość. Czy zbyt wiele wymagam, chcąc ciszy wieczorem, w środku tygodnia? Wychodzę spod ciepłej kołdry i kieruję się w stronę drzwi. Dźwięk, który tak mi dokuczał, to swego rodzaju... Skrobanie ? Tak, to chyba odpowiednie słowo.
Otwieram drzwi, mocno przyciągając je do siebie, a do domu wpada Niall. Patrzę na niego zdziwiona i lekko zła.
-Co to robisz?- Pytam, zamykając za chłopakiem drzwi. Nie odpowiada mi, tylko od razu kieruje się do salonu. Siada na kanapie i podciąga kolana pod brodę. Widzę, że z trudem hamuje emocje.
-Hej, Niall, co się stało?- Pytam, siadając obok i delikatnie głaszcząc jego głowę. Chłopak mruczy coś niezrozumiałego, ale nie podnosi głowy. Chyba płacze, a ja nie mam bladego pojęcia, jak się zachować. Mam powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Skąd niby mam wiedzieć, że będzie. Jeszcze później się na mnie obrazi i... STOP Angie, opanuj myśli. Przecież go nie kocham. Bo nie kocham, prawda? Przytulam go, a on się nie opiera. Jego duszący zapach lekko drażni moje nozdrza, ale... Mimo tego cieszę się, że znów mam obok siebie innego człowieka.
-Na pewno nic takiego się nie stało...- Szepczę mu do ucha. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy.
-Stało się!- Krzyczy i wstaje. Niedługo nie wytrzymam i nie będę już taka miła. Tak źle i tak nie dobrze.
-A więc co się stało takiego, że płaczesz?- Pytam obojętnie. Patrzy na mnie ze złością, a na jego policzkach widać stróżki łez.
-Nie szukaj Isabel, wtedy się stanie.- Mówi i odwraca się. Chwytam go za nadgarstek i zdecydowanym ruchem odwracam, przyciągając ku sobie. Gdy nasze twarze dzielą tylko milimetry, a my patrzymy sobie w oczy, postanawiam się odezwać.
-Co się stanie i dlaczego mam nie szukać Isabel?- Szepczę. Blondyn nerwowo przełyka ślinę.
-Wpadłem dziś na mężczyznę. Powiedział, że masz jej nie szukać bo postara się, abyśmy oboje zniknęli. - Odpowiada, również szeptem. Opiera się czołem o moje czoło.
-Boisz się?
-Tak.- Spuszcza wzrok i odsuwa ode mnie. Patrzę na niego zmieszana.
-Spokojnie, nic się nie stanie. Tata powiedział, że już nic nam nie grozi.- Uśmiecham się delikatnie, chwytając jego dłoń. Chcę w pewien sposób dać mu do zrozumienia, że nic się nie stanie.
-Angie...- Z jego ust wyrywa się cichy jęk. Zastanawiam się... Jak na niego działam.
-Słucham?- Przygryzam dolną wargę i przysuwam się bliżej. Przecież nic złego nie robię, prawda?
-Nie rób tak.- Widzę, że jego policzki przybierają ciemniejszy kolor czerwieni. Uśmiecham się i stykam się ciałem z nim.
-Dlaczego? - Przejeżdżam kciukiem po jego rumianym policzku. Na chwilę zamyka oczy.
-Bo skoro ty możesz to, to ja mogę to.- Szepcze i mnie całuje. Mówiłam już, że zawsze wychodzi na moje?

  Odwzajemniam pocałunek, jeden za drugim.
-Czekaj.- Szepczę mu prosto w usta, a on unosi brwi.- Nie tu.
-Więc choć.- Chwyta moją dłoń i prowadzi ku wyjściu.
                                                                           ***

Siedzę ubrana na skraju łóżka. Dopiero teraz dociera do mnie, co takiego się stało. Wykorzystałam go, jak zwykłą zabawkę... Spoglądam na słodko śpiącego Niall'a. Na jego twarzy maluje się błogi uśmiech. Świetnie, teraz mam wyrzuty sumienia. Przykładam wargi do jego czoła i lekko je muskam. Wstaję, a następnie wychodzę, nawet się nie oglądając. Dobra, podobało mi się, przyznaję, ale... Nie powinnam.
Szybko dojechałam do domu. Biorę dużą torbę i pakuję do niej trochę ubrań, portfel, telefon... Najważniejsze rzeczy. Naciągam czarne rurki i tego samego koloru buty na  koturnach. Trzeba się jakoś prezentować, prawda? Zakładam luźny T-shirt i skórzaną kurtkę. Wchodzę do apartamentu taty, który ogląda telewizję.
-Gdzie byłaś?- Pyta i uśmiecha się. Wytykam mu język.
-Zbywałam Niall'a, a co?- Po części prawda, ale nie do końca.
-No więc... Widzę, że masz interes. O co chodzi?
-Muszę wyjechać i odpocząć. Gdyby Niall pytał, pojechałam szukać mamy.- Odpowiadam cicho.
-Myślisz, że uwierzy ? - Mój ojciec unosi brwi, a ja tylko się uśmiecham.
-Oczywiście, że tak.
-A gdzie się udasz?- Nie daje za wygraną.
-Gdzieś, gdzie odpocznę. Jeszcze nie wiem.- Mówię i nie czekając na reakcję wychodzę z apartamentu.
Taksówką dojeżdżam na lotnisko, a tam kupuję bilet do Irlandii. Cała droga mija mi bardzo szybko. Jadę do naszego rodzinnego miasteczka, a tam kwateruję się w hotelu.
Chodzę powoli po mieście i wspominam stare czasy. Kto wie, kogo tu spotkam? Wyciągam telefon z kieszeni i, nie patrząc na wyświetlacz, naciskam zieloną słuchawkę.
-Halo?- Mówię głośno.
-Angie? Gdzie jesteś?- Wzdycham.
-Niall, nie panikuj... To mało istotne, gdzie teraz jestem. Pewnie i tak dowiesz się z mediów, ale za kilka dni wylatuję, więc nie masz co tu lecieć. Poza tym, Harry mówił, że macie teraz wywiady i sesje, więc...- Tłumaczę spokojnie.
-Dlaczego wyjechałaś?- Pyta cicho. Przystaję i zamykam oczy.
-Szukać Isabel.
-Ale Angie... On mówił...- Jęczy do słuchawki, niestety ja mu przerywam.
-W dupie mam co mówił jakiś koleś napotkany na ulicy! Będę jej szukać i znajdę ją, za cenę życia i śmierci.- Nie czekając na reakcję rozłączam się i wyłączam telefon.
Będąc w kawiarni, powoli sączę pyszną Latte. Patrzę za okno i krzywię się, na deszczową pogodę. Zapada zmrok, a ja nie mam bladego pojęcia, co robić. Nie mam ochoty wracać do hotelu, a... Zaraz, zaraz. Wiem, gdzie pójdę.
Odwracam się, gdy zauważam, że jakiś paparazzi robi mi zdjęcie. I wtedy, jakby na zawołanie, do kawiarni wchodzi Josh. Pośpiesznie wychodzę z pomieszczenia i kieruję się do dzielnicy, w której kiedyś mieszkałam. Osmalony dom stoi tam, gdzie zawsze. Jest tylko jedna różnica. Dość duży, betonowy mur, a ja mam szpilki. Wzdycham i dokładnie okrążam całą budowlę. Nie ma żadnej luki...
-Myśl Angie, myśl...- Mówię na głos, nerwowo tupiąc o jezdnię. Mam mało czasu, a każdy mój ruch jest śledzony. Dlaczego nie zburzyli tego domu? Mama lub tata kazali go zostawić, to pewne. Więc skoro jest, to znaczy, że musi tam być wskazówka. Ale... Ten dom, w Londynie. Taki sam, z kartką... Nie potrafię tego zrozumieć. Szybko wracam do hotelu. Zakładam lekko zniszczone spodnie od dresu, luźną bluzę i sportowe buty. Biegnę do starego domu. Na szczęście miejsca te, nie znajdują się w dużej odległości. Wspinam się po murze, który jednak ma ponad 2,5m.
Trawa jest pożółkła, farba odchodzi od ścian, a błoto jest wszędzie. 2 okna są wybite...  Wchodzę dwoma schodkami i zdecydowanym ruchem pcham spróchniałe, drewniane drzwi. Ich kolor już nawet nie przypomina tej cudownej, odprężającej zieleni. Wchodzę do środka i uważnie przyglądam się sypiącej podłodze, osmolonym ścianom i popiele. Widać, że dawno tu nikt nie był. Idę powoli i staram się lekko stąpać. Rozglądam się po salonie i kuchni, ale kieruję się ku schodom.
Sama nie jestem pewna, czego tak dokładnie tu szukam. Wchodzę jedną stopą na pierwszy schodek, a następnie drugą. Niestety, nie jest na tyle wytrzymały, więc zarywa się, a ja z impetem lecę w tył.
Podłoga także nie wytrzymuje tak silnego uderzenia, więc zarywa się, a ja z głośnym krzykiem ląduję na betonowej podłodze w piwnicy. Chrupot kości jest prawie niesłyszalny, ze względu na mój pisk bólu.
-O nie. Nie, nie, nie, nie, nie! - Z moich oczu płyną stróżki łez. Nie mogę tego powstrzymać, ból rozdziera moją nogę od środka. Nie potrafię tego opisać. Wstaję, podtrzymując się starymi, metalowymi półkami. Ledwo dochodzę do drzwi i z całej siły je pcham, ale są zamknięte. Siadam na podłodze i zanoszę się szlochem.
Złamana noga i zamknięte drzwi? Świetnie. Po prostu cudowny dzień.

+ Przepraszam, ale nie potrafię pisać takich scen. Rozdział wyszedł krótki i beznadziejny... Nie proszę nawet o komentarze, ale jeśli takowe się pojawią... Przyjmę każdą krytykę, jak mężczyzna! Przepraszam. Ten brak weny mnie dobija... Pytania? - Zakładka pytania. Serdecznie zapraszam :) 

O M G

Czekajcie... Czy ja dobrze widzę, czy potrzebuję okularów? Mam właśnie nowego obserwatora ? :O WIELBIĘ CIĘ. JESTEM TWOJĄ FANKĄ xD Dziękuję xx

wtorek, 22 stycznia 2013

Obawy

UWAGA UWAGA!
NAJPRAWDOPODOBNIEJ ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK. TAK, NIE ZABRALI MI LAPTOPA. KTO CHCE PRZEDSMACZEK ? DODAM WAM DZIŚ KAWAŁEK ;D

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Chyba ważne

O matko matko matko ! Dziękuję za nowego obserwatora. DZIĘKUJĘ CI NOWY OBSERWATORZE ;D No więc. Wzięłam się za pisanie rozdziału i chyba będzie krótszy. Niestety, ale może chociaż będzie wcześniej :) No więc. Jak zauważyliście opowiadanie jest podzielone Na Części. Jestem pewna, że ostatnia część będzie nazywać się POGOŃ więc spodziewajcie się, że jeżeli takowe rozdział się pojawi znaczy, że kończymy. Szczerze to nie mam bladego pojęcia ile będzie miało Nowy Czas, ani czy będzie coś jeszcze. Wydaje mi się że Nowy Czas może mieć tyle co Ponad Życie i później Pogoń, a na koniec Epilog. Oprócz tego... Pogoń chyba będzie miało najwięcej rozdziałów. Dlaczego? Bo planuję porwanie. Spodziewajcie się, że mogę choć na chwilę zmieniać osobę, czyli... Zobaczycie coś z perspektywy Niall'a :)
Więc. Pytania do opowiadania w rubryce PYTANIA
Jeśli chcesz być informowany/a to rubryka INFORMOWANI
Chcecie polecić mi swoje blogi? Rubryka WASZE BLOGI. Będę wchodzić tylko w weekendy, ponieważ w tygodniu jest mało czasu. Dlatego rozdziały nie będą pojawiać się częściej, niż raz w tygodniu. Chyba, że w ferie. Może 2, albo nawet 3 ? :)

sobota, 19 stycznia 2013

Nowy Czas - 1

NUDNY. + ZACZYNAMI JAKBY NOWĄ KSIĘGĘ. xd

Od... Mojej... Śmierci? Tak, chyba można to tak nazwać, ponieważ przez pewien czas byłam martwa. No więc. Od mojej śmierci minął dokładnie tydzień i 3 dni. Obudziłam się po tygodniu wypoczęta. Nic nie bolało, nie było blizn. Mimo to, musiałam zostać na te cholerne 3 dni. Wrócił tata. Dużo z nim rozmawiałam. Głównie o tym, że już nic na mnie zagraża. JESTEŚMY BEZPIECZNI. Rozmawiałam też z nim o mamie. Sam nie wie, gdzie ona teraz jest. Stwierdzili, że... W ten sposób nikt nie będzie próbował ją zabić. Nie mogłam wiedzieć, moja reakcja musiała być w 100% prawdziwa.
Pakuję swoje rzeczy. Trochę przybita. Czuję, że coś w moim życiu się skończyło, ale coś nowego zaczyna. Muszę ją odnaleźć. Patrzę w lustro pierwszy raz od przebudzenia, i lekko się dziwię. Nie ma czarnych soczewek. Moje oczy znów mają kolor płynnej, mlecznej czekolady. Choć nie to najbardziej mnie szokuje. Moje włosy znów są blond, złote. Czeszę je. Pierwszy raz od dawna nie robię makijażu. Moja jasna cera jest zupełnie czysta i jakby... Mniej zmęczona. Ubieram na siebie jasne rurki, białe converse i szarą, luźną koszulkę, a na nią biało-niebieską bejsbolówkę. Siadam na pościelonym, białym łóżku i czekam. W torbie wszystko jest już naszykowane. W pomieszczeniu oprócz łóżka znajdują się 2 pary drzwi. Wszystko jest idealnie białe i oświetlone, co... Z lekka mnie przeraża. Słyszę, że drzwi się otwierają, więc odwracam się w ich stronę. Pierwszy raz od tego czasu widzę Niall'a. Uśmiecha się i wręcz rzuca na mnie, mocno mnie tuląc.
-Tak się o ciebie bałem... A oni nic nie chcieli mnie powiedzieć. - Szepcze mi do ucha. Odsuwam go na odległość wyciągniętej ręki i lekko się krzywię.
-Jak widzisz, jestem cała.- Odpowiadam, unikając jego spojrzenia. Już podjęłam decyzję i nie zamierzam jej zmieniać.
-Zmienili cię. Przywrócili moją starą Angie.- Śmieje się, na co ja się jeszcze bardziej krzywię. Nie chcę wracać do starych czasów. Moje życie chwilowo mnie przerasta... Najbardziej przytłacza mnie myśl, że Isabel żyje. Moja matka nie spłonęła.
-Niestety.- Mówię i cicho wzdycham. - Dziś wracasz do domu. - Silę się na uśmiech. Chłopak obraca moją twarz ku sobie tak, że muszę spojrzeć mu w oczy.
-Jesteśmy bezpieczni?- Pyta, nawet nie próbując ukryć radości.
-Tak. Ale będziesz jeszcze bezpieczniejszy.- Szepczę.
-Przy tobie, zawsze.- Chce mnie pocałować, ale odwracam głowę.
-Nie, Niall. Wracasz do przyjaciół. Koniec tej naszej „miłości”.- Akcentuję ostatnie słowo z obrzydzeniem. W jego oczach widzę łzy.
-Przecież... Mówiłaś, że mnie kochasz.- Szepcze i odsuwa się ode mnie. Wycofuje tyłem, aż trafia na ścianę.
-Kłamałam.- Odpowiadam obojętnie, patrząc wzrok. Dla niego będzie tak lepiej. Będzie bezpieczniejszy. Staram się przekonać samą siebie, ale słabo mi idzie. Horan płacze. Po jego policzkach płyną strumienie łez.
-Dlaczego?- Pyta cichym, drżącym głosem. Wzruszam ramionami.
-Taki impuls. Nie chciałam, żebyś umarł. Nie chciałam mieć cię na sumieniu.- Mówię spokojnie. W moim sercu coś pęka. Sama mam ochotę się rozpłakać. Oddycham głęboko i w końcu na niego patrzę. Stoi tam i lekko się trzęsie. Wyciera twarz, ale to nic nie daje. Nasze spojrzenia się krzyżują. W jego oczach widzę ból. Jest go tak dużo... Podchodzi do mnie i składa na moich ustach delikatny pocałunek. Stoję niewzruszona, gdy on wychodzi. Zatrzymuje się na chwilę w progu, odwraca i mówi :
-Wolałbym już śmierć od tego.- Znika za białymi drzwiami. Opadam na łóżko i chowam twarz w dłonie. Czuję się pusta. Już brakuje mi jego ciepła, dotyku, czułości i pocałunków. Dla niego będzie tak lepiej. Powtarzam sobie raz za razem.
-Gotowa?- Rozpoznaję głos ojca, więc podnoszę się i biorę rzeczy.
-Zawsze.- Odpowiadam i wychodzimy.

***

-Mamo? - Pyta blondynka w pustą przestrzeń. Z salonu słychać śmiechy. Rozbiera się i kieruję w stronę pomieszczenia. Przekracza próg i doznaje szoku.
-Twój chłopak jest naprawdę fajny.- Mówi matka. Nastolatka cała się czerwieni i patrzy na blondyna, który słodko się do niej uśmiecha, choć na jego twarzy widać też lekkie zakłopotanie.
-Mamo! Niall nie jest moim chłopakiem. To przyjaciel.- Mówi gniewnie.
-Dlaczego? Jest wspaniały! Powinniście być razem.- Dziewczyna zakrywa oczy a chłopak się śmieje. Ich relacje od dawna są bardziej skomplikowane.
-To... Może ja już pójdę.- Mówi błękitnooki. Wstaje i kieruje się do wyjścia, a blondynka go odprowadza.
-Pamiętaj, zawsze będę na ciebie czekał.- Szepcze jej do ucha, a następnie wychodzi. Dziewczyna stoi tak i myśli. A co by było, gdyby spróbowali?

-Super. Tato, gdzie jest reszta moich rzeczy! - Krzyczę na cały apartament choć wiem, że mój ojciec znajduje się w innym. Tupię nogą ze zirytowania. Nie dość, że musieliśmy wyprowadzić się z domu, to jeszcze prawie nic nie mam. Tata wchodzi do mojego mieszkania i podaje mi kartę kredytową.
-Jest twoja. Kasy jest wystarczająco dużo, jak na twoje potrzeby.- Zabieram rzecz i wytykam mu język, a następnie wychodzę. Kieruję się w stronę najbliższego centrum. Ludzie na ulicy dziwnie na mnie patrzą. Ciekawe czy rozpoznają byłą dziewczynę Harry'ego Styles'a? Choć... Świat w ogóle wie, że nie jesteśmy razem? Śmieję się pod nosem i wyciągam telefon.
-Hej.- Słyszę roześmiany głos loczka.
-Miałbyś lub mielibyście ochotę się spotkać? Choć chyba blondynek po ostatnim ma mnie dość.- Uśmiecham się sama do siebie, choć w środku strasznie mnie to boli.
-Mogę przyjść. Tylko ja na pewno z Lou, bo odkąd zerwał z El... Ale to ci opowiem, jak się spotkamy. No i weźmiemy Niall'a, bo chłopaki pojechali do dziewczyn, a głupio by go było zostawić samego.- Tłumaczy Hazza. Wzdycham lekko.
-Jasne, okej. Będę czekać w centrum. Jakoś się znajdziemy.- Nie czekając na reakcję od razu się rozłączam.
Będąc już w ogromnym budynku, wchodzę do kilku pierwszych sklepów. Kupuję parę bluzek i spodni. Już to widzę... Ja i zakupu? Przesrane. Zatrzymuję się przy jakimś barze z sokami. Kupuję i wypijam jeden.
-Hej, Angie!- Mówi uradowany Harry. Witam się z nim i z lekko przybitym Louis'em, ale kompletnie olewam blondyna, co nie uchodzi ich uwadze.
-Szczerze myślałem, że już się pogodziliście.- Szepcze mi do ucha Hazza. Ja tylko się śmieję.
-Nigdy nie odpuszczam tak łatwo. Poza tym... Chłopak zbyt wiele wymagał. - Tłumaczę z uśmiechem. Harry obejmuje mnie w pasie i odprowadza kawałek, zostawiając chłopców samych.
-Louis zerwał z Eleanor bo... Uh... Jesteś tolerancyjna? - Marszczę brwi.
-W jakim sensie?- Pytam równie cicho, jak mówi Harry.
-Lou i ja jesteśmy razem.- Odpowiada. Zamykam oczy. Nigdy się nad czymś takim nie zastanawiałam. Głównie dlatego, że nie wierzę w związki i miłość.
-Nie mam z tym żadnego problemu.- Odpowiadam.
-Bo widzisz... Ty nadal oficjalnie jesteś moją dziewczyną, ale...
-Spoko. Możemy Oficjalnie zerwać- Śmieję się, ale Hazz kręci przecząco głową.
-Nie chcemy, żeby wszyscy się o nas dowiedzieli... Wiem, głupio to brzmi... Udawałabyś moją dziewczynę?- Pyta i spuszcza wzrok. Zaczynam się śmiać.
-A Louis nie będzie zazdrosny?- Odpowiadam pytaniem, gdy udaje mi się opanować śmiech.
-Nie będziemy robić nic nieprzyzwoitego.- Mruczy mi do ucha i przejeżdża palcem po dolnej wardze.
-Spoko, nie ma sprawy. Znaczy że co jakiś czas muszę się z tobą spotkać i gdzieś wyjść?
-Trzymać za rękę, przytulać i czasem całować.- Wracamy do chłopaków i Harry od razu oznajmia Louis'owi, że się zgodziłam. Chłopak mnie przytula i się uśmiecha. A Niall? Jest trochę bardziej przybity niż na początku. Klepię go po ramieniu.
Później idziemy na zakupy. Jestem cała obładowana tak, że chłopaki muszą pomagać mi nieść. Ja idę do sklepu, a oni zostają przed. Musi to śmiesznie wyglądać. Proponują mi nocowanie u siebie, ale najpierw odwieźć rzeczy. Gdy oni zanoszą je do mojego apartamentu, ja idę do mieszkania taty.
-Mogę dziś spać u mojego udawanego chłopaka?- Pytam. Tata dziwnie na mnie patrzy.
-Jak chcesz. Tylko na bycie dziadkiem chcę jeszcze trochę poczekać, okej?- Rzucam w niego poduszką.
-Mówię przecież, że jest udawany! - Idę do siebie i biorę najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie schodzę do chłopaków. Jak się okazuje są wszyscy i żaden nie wie, że Lou i Harry są razem. Ciekawe dlaczego to urywają. Witam się ze wszystkimi. Później oglądamy jakiś film i gadamy. Ja oczywiście jestem cały czas obok Styles'a, co z lekka mnie irytuje. Nigdy nie udawałam, że z kimś jestem. Chyba, że... Zauważam, że Niall gdzieś się zmył. Wychodzę na taras i siadam na schodkach. Potrzebuję chwili odpoczynku. Zastanowić się nad swoim życiem. Ostatnio... Wszystko tak się zmieniło. Nie potrafię znów normalnie żyć. Nie mogę tak po porostu o tym zapomnieć. Chciałabym... Żeby to wszystko było tylko głupim snem. Patrzę w ciemną przestrzeń. Jesteś. Gdzieś tam, daleko, ale jesteś. Znajdę cię... Pocieram twarz dłońmi. Dopiero teraz zauważam, że z moich oczu popłynęły łzy. Idę trawnikiem. Po ciemku, coraz dalej. Otwieram małą furkę i wchodzę. Mniejsza część ogrodu, z małą altanką. Pali się na niej tylko jedno światełko, ale ono wystarcza, bym dostrzegła postać. Siadam obok niego na drewnianej podłodze. Nawet nie patrzę w jego stronę, żeby wiedzieć, że płakał.
-Ty też...- Szepcze, a ja lekko przytakuję. Niall obejmuje mnie ramieniem, a ja wtulam się w jego bok.
-Muszę ją znaleźć. - Mówię cicho. Horan ściska mnie jeszcze mocniej.
-Dlaczego osoby, które kochamy odchodzą ?- Pyta, jakby sam siebie. Wiem, o co mu chodzi. O Isabel i o mnie. Napawam się jego zapachem i ciepłem. Mimo krótkiego czasu, podczas którego się nie widzieliśmy, ja... Chyba tęskniłam, choć trudno mi to przyznać przed samą sobą. Nie mogę znów narażać go na takie niebezpieczeństwo. Żyć w ciągłej obawie, że coś mu się stanie. Ciągły pośpiech i strach... Nie chcę tego. Nie mogę narażać go na takie życie, bo... Jakie on miałby ze mną życie? Nie wiadomo, czy wytrzymalibyśmy gdzieś tydzień. A jeśli mielibyśmy dziecko? Znów musiałabym się bać o to, czy przeżyje. Może zostawiłabym je, jak Isabel mnie?
-O czym myślisz?- Pyta cicho. Zamykam oczy.
-O tym, że nie ma dla mnie przyszłości. Że będę żyć w ciągłym strachu, że stracę tych, których kocham... - Odpowiadam szeptem. Chcę odpocząć. Chcę, by było jak dawniej. Nie martwić się o to, czy przeżyję kolejną noc.
-Dlatego odpychasz mnie...- Mówi zdziwionym tonem.- Ale mnie kochasz.
-Nie, Niall. Kiedyś kochałam, ale teraz nie kocham.- To kłamstwo kosztuje mnie najwięcej. Ja nawet sama nie wiem, czy go kocham.
-Chociaż... Chociaż powiedz mi, czy mi wybaczyłaś...- Prosi cicho. Otwieram oczy i odsuwam się od niego. Tonę w jego błękitnych tęczówkach, które wydają się świecić w tej ciemności.
-Wybaczyłam, ale teraz to ty mnie znienawidzisz.- Mówię, wstając. Blondyn także wstaje i przyciąga mnie ku sobie tak, że nie dzieli nas nawet centymetr. Składa delikatny pocałunek na moich wargach.
-Nie potrafiłbym, nawet, gdybym pragnął tego całym sercem. A moje serce nie pragnie bardziej niczego, niż ciebie.
-Po prostu o mnie zapomnij.- Odwracam się na pięcie i chcę odejść, ale on mi nie pozwala.
-Zostaw mnie.- Warczę. - Nie rozumiesz, że cię nie kocham? Wolę cię nienawidzić.- Nie wytrzymuję i uderzam go w twarz. Chcę go zniechęcić. Łapie się za, zapewne, czerwony policzek.
-Nie rozumiem cię! - Krzyczy. Zaciskam oczy.
-Nie jestem w stanie ciągle cię bronić.- Odpowiadam cicho. Horan zaczyna mną trząść, ale ja nadal jestem niewzruszona.
-Pozwól nam chociaż spróbować.
-To tak, jakbyś mnie prosił, żebym pozwoliła ci umrzeć. Ty mi pozwoliłeś?- Chłopak spuszcza wzrok. Wiem, że tego nie zrobił. Gdyby tak było, już dawno bym nie żyła, a on... Byłby bezpieczny. Nic by mu nie zagrażało.
-Umieram każdego dnia, czekając na ciebie.- Odpowiada szeptem. Teraz mnie szokuje. Staję jak wryta, choć miałam odejść.
-Tak będzie lepiej.- Wracam do domu. Nie, nie do domu chłopaków. Do swojego mieszkania.


+ Przepraszam. Chodzi o to, że rozstanie miało być... Bardziej chamskie, ale... Ja tak uwielbiam Niallerka że nie mogę być dla niego aż tak zła :D Choć... Następnym razem postaram się bardziej. No więc. Następne rozdziały tak, jak ten, będą nudne. Ona będzie tam próbowała znaleźć mame i wgl... Czyli nudy na pudy. Nie zdziwię się, jak przestaniecie to czytać ._.  

piątek, 18 stycznia 2013

Jeśli czytasz, to skomentuj! Wiecie ile to znaczy dla piszącego? To motywacja ! To wywołuje uśmiech. Bez sensu że mam 950+ wejść a 70+ komentarzy. MORTAL DANGER ZOSTAJE ZAWIESZONE DO ODWOŁANIA !

czwartek, 17 stycznia 2013

Prośba. POMAGAJMY INNYM PISZĄCYM !


Mam do was prośbę. Chodzi o to, że dziewczyna pisze opowiadanie o Ziall'u i... Oprócz mojego komentarza nie ma żadnych. Nie bądźcie dupy, skomentujcie ! Pomóżcie jej ! Opowiadanie mi osobiście się podoba :) A jak mi się podoba to chyba wam też się spodoba, prawda? Zapraszam i proszę : KOMENTUJCIE. Ja wiem ile taki jeden komentarz z chociaż "fajne" znaczy. Dla piszącego to motywacja i... Nagroda :) http://ziall-foreverr.blogspot.com/ Ja i Ona was prosimy. To naprawdę wiele znaczy :)
Z góry dziękuję! KOCHAM WAS XX

środa, 16 stycznia 2013

Ponad Życie - 6 CAŁY

Siedziała na zielonej polance, w cieniu drzewa. Chwila ukojenia, podczas ciągłego upału. Spojrzała na cienki materiał swojej podkoszulki i westchnęła. Nawet taki strój tego dnia był za ciepły. Najlepiej byłoby pójść na basen lub jezioro, choć znacznie wolała to drugie. I wtedy go dostrzegła. Właśnie wyłonił się zza linii ciemnych drzew i wolnym krokiem ruszył ku niej. Widać było, że biegł. Na jego czole pojawiły się krople potu, a jasne włosy przykleiły się do niego. Nikt nie poradzi nic na upał. Miał zaróżowione policzki i lekko rozchylone usta. Wyglądał tak uroczo i naturalnie, że mimo jej złego humoru, mimowolnie się uśmiechnęła, za co po krótkiej chwili się skarciła. Musiała mu pokazać, że jest zła, tylko... Co na to poradzić, skoro tak na nią działał? Potrafił rozbawić ją w najmniej odpowiednim momencie. Zawsze poprawiał jej humor. Nikt nie działał na nią tak, jak on. Nie mogła wyobrazić sobie życia bez jego głosu, uśmiechu. Błękitnych tęczówek, malinowych warg, rumianych policzków. To wszystko w nim było dla niej idealne. Sprawiało, że z każdą chwilą kochała go bardziej. Już na sam jego widok chciała go przytulić, opuszkami dotknąć jego policzków, złączyć ich usta. No właśnie. Oboje tego pragnęli, tylko... Ona nie chciała niszczyć ich wspaniałej przyjaźni. On już dawno wyznał jej prawdę, a ona cały czas broniła się przed tym uczuciem. Kochała go ponad wszystko, ale nie chciała się do tego przyznać. Choć... Może po prostu nie potrafiła? Ludzie zbyt często wykorzystywali jej oddanie. Wstała i skrzyżowała ręce na piersi. Nie miała zamiaru się poddać.
-Hej.- Powiedział wesołym głosem, po czym uśmiechnął się do niej promiennie.
-Hej.- Odpowiedziała oschle. Błękitnooki zdał sobie sprawę, że nie pójdzie łatwo. Stali w milczeniu, patrząc sobie w oczy. Uśmiech zszedł z jego twarzy, przez co na jej pojawił się jego cień. Zauważył to, więc na chwilę przymknął powieki. Może to nie będzie tak trudne, jak na początku myślał?
-Obiecałeś mi wczoraj, że przyjdziesz. Czekałam. Długo. Zmarzłam, a ty nawet nie zadzwoniłeś.- Powiedziała z wyrzutem, patrząc w bok. Po prostu bała się spojrzeć mu w oczy. Nie chciała mu tak łatwo wybaczać. Wiatr rozwiał jej jasne włosy, przez co wyglądała bojowo. Gotowa do ataku.
-Ja wiem... I przepraszam, ale...- Spiorunowała go wzrokiem. Blondyn spuścił głowę. Spod jego powieki wypłynęła słona łza. Chwyciła go delikatnie za głowę i skierowała jego twarz ku swojej. Chłonęła każdy jej skrawek, by tylko zapamiętać ją na zawsze. Smuty, zły czy wesoły, i tak zawsze był piękny. Był jej.
-Mama źle się poczuła. Nie miałem czasu...- Wyszeptał. Jej serce skruszyło się. Uśmiechnęła się i mocno go przytuliła. Chciała, by poczuł się pewny. Chciała dodać mu otuchy. Rozkoszowała się jego zapachem i ciepłem. Uwielbiała go przytulać. Uwielbiała Go.
-Nie mam ci tego za złe. Przecież wiesz, że zawsze ci wybaczę.- Szepnęła. Chłopak odsunął się i spojrzał jej głęboko w oczy.
-Kocham cię.- Powiedział cicho. Ona tylko się uśmiechnęła, choć chciała mu odpowiedzieć tym samym.

Spoglądam nerwowo w prawą stronę. Laser właśnie się pojawił. W kratkę. Poszatkuje nas jak kebaba... Chwytam blondyna za obie dłonie i patrzę mu w oczy, szukając w jego błękitnych tęczówkach spokoju.
-Kocham cię.- Szepczę nerwowo. Boję się tego. Boję się, że będzie bolało. Niall uśmiecha się słodko.
-Już za chwilę zobaczysz Isabel.- Mówi. Łączę nasze usta. Zamykam oczy i czekam...
Jedyne, co słyszę to brzęk metalu. Dlaczego? Otwieram oczy. Lasera nie ma, a drzwi są otwarte. I teraz zaczynam rozumieć. Mój ojciec to tworzył. Jakie mogłoby być hasło, jeśli nie Isabel? Jeśli nie imię mojej matki? Mam ochotę skakać z radości. Choć... Karcę się za to w myślach, bo gdybyśmy umarli... Umarli byśmy oboje, a tak musimy walczyć. By żyć. Oboje. Chwytam rzeczy i ciągnę go za drzwi. Jest ciemno, a powietrze jest chłodne i suche. Wyciągam broń, ale nic nie widzę. Drzwi zamykają się za nami, a ja czuję wzrastający niepokój. Zakrywam blondyna swoim ciałem.
-Klaśnij.- Mówię bardzo cicho, ale mój szept i tak niesie się echem. Chłopak posłusznie wykonuje polecenie, a pomieszczenie rozświetla białe światło. Kierować się umysłem taty...
-Rzuć broń! - Widzę przed sobą mężczyznę w czarnym stroju bojowym. Celuję w głowę, bo zapewne ma kamizelkę. Mierzę go wzrokiem. Ma karabin, ale nie celuje we mnie, tylko... W Niall'a. Dlaczego? Przecież on nie ma broni.
-Chyba śnisz. To tak, jakbym w tym momencie sama się zastrzeliła.- Prycham i teatralnie przewracam oczami. Ten facet jest śmieszny! Gruby, brzydki, z kilkudniowym zarostem i nieźle capi. Czuć z daleka. Wzdycham, ale nie tracę czujności. On za to nie wykonuje żadnego ruchu.
-Tkniesz jego, a znajdę twoją rodzinę i każdego, powolutku wykończę.- Syczę słodko i się uśmiecham. Widzę, że to go rusza.
-Angela? Angela Watson, córka Morisa ? I Niall Horan ! - Otwiera szeroko oczy i mruga kilkukrotnie.
-Nie, Święty Mikołaj i renifer Rudolf.- Prycham. Mężczyzna odwraca się, ale ja nadal nie tracę czujności. Wpisuje jakiś kod, a następnie duże, białe drzwi otwierają się.
-Pójdę po współpracownicę twojego taty, może jej zaufasz. Znika za drzwiami, a my zostajemy sami. Celuję w pustą przestrzeń. Niall chce się przesunąć, ale mu na to nie pozwalam. Uważnie przyglądam się otwartym drzwiom.
-Bierz rzeczy i powoli za mną. CICHO.-Szepczę i ruszam wolnym krokiem. Idziemy w lewą stronę, kierunek przeciwny do tego, w który poszedł mężczyzna. Obracam się raz w tył, raz w przód. Korytarz jest dobrze oświetlony. Tak, jak od początku, ściany i podłoga są białe, a światła znajdują się w podłodze. Idziemy powoli i cicho, aż docieramy do drzwi. O dziwo z klamką. Naciskam ją, a one natychmiast ustępują. Zimne powietrze uderza mnie w twarz. Czuję wilgoć i zauważam, że jesteśmy w budynku. Szaro-zielone, brudne ściany i ciemne, drewniane schody prowadzące na górę. Niall dokładnie zamyka za sobą drzwi i w miarę cicho wchodzimy po schodach. Wyjmuję z torby karabin, choć jeszcze nigdy go nie używałam. Otwieram ciemne, drewniane drzwi. Przeżywam szok.

 Znajdujemy się na korytarzu, w moim starym domu, w Irlandii. Tylko jakim cudem? Choć może tylko wydaje mi się, że to mój dom. Idę powoli korytarzem. Ściany i podłoga są w strasznym stanie. Widać, że ktoś je podpalił. Patrzę na ramki, w których znajduje się popiół, zapewne ze zdjęć. Idę do salonu. Klękam na zwęglonej podłodze. Wszystko jest... Tak bolesne i prawdziwe, tylko.... To przecież niemożliwe! Chowam twarz w dłonie i zanoszę się głośnym szlochem. Jak? Dlaczego i po co? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Blondyna z nieodgadnionym wyrazem twarzy zeszła na dół. Nie miała siły udawać, że jest dobrze. Straciła osobę, którą kochała. Chłopaka, którego który znaczył wiele i... Dla którego oddałaby życie. Tylko jej matka wiedziała, jak bardzo cierpi, po jego odejściu. Nikt nie znał tak nastolatki, jak ona. Blondyna zjadła jabłko i wzięła wszystkie swoje rzeczy. Jej rodzicielka tego ranka także była inna. Bardziej przygnębiona, przejęta.
-Więc do zobaczenia po lekcjach.- Nastolatka uśmiechnęła się szczerze. Kochała swoją matkę, była ona dla niej oparciem.
-Pa. Kocham Cię, Angela. - Szepnęła jej do ucha, mocno ją tuląc. Blondynka uśmiechnęła się jeszcze raz i wyszła z domu.

A co, jeśli ona żyje? Nie widziałam jej ciała. Tata powiedział, że ciało zostało doszczętnie spalone. Nie ma dowodów, że umarła! Biegnę na górę, do sypialni rodziców, gdzie rzekomo zmarła. Tutaj także wszystko jest spalone, a z łóżka zostały tylko sprężyny. Żadnych śladów. Dotykam stalowej rurki, która jest pusta w środku. Dlaczego? Delikatnie odczepiam ją od reszty i potrząsam. Coś jest w środku. Podważam metalową pokrywkę i wywracam do góry nogami. Ze środka wylatuje zgięta kilka razy, biała kartka. Biorę ją do ręki i siadam na podłodze.

„Znalazłaś? Pewnie minęło wiele czasu. Pewnie jesteście w niebezpieczeństwie. Żyję, Angie. Jestem cały czas, tylko daleko. Musiałam. Musieliśmy. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Przepraszam. Kiedyś zrozumiesz, dlaczego tak się stało”

Patrzę tępo w białą kartkę. Kilka razy śledzę tekst. Cały ten czas żyłam w kłamstwie. Moja mama żyje... Myślałam, że spłonęła razem z domem, a tymczasem...
Do pokoju wchodzi Niall. Przytula mnie mocno i delikatnie się ze mną kołysze.
-To nie może być twój dom. To nie prawda... Oni cię wrabiają.- Szepcze mi do ucha.
-Ona żyje. Isabel żyje.- Wypowiadam w przerwie między kolejnymi wybuchami donośnego szlochu. Jest zdziwiony. Przytula mnie mocniej i całuje w czubek głowy.
-W takim razie ją znajdziemy.- Oznajmia i uśmiecha się triumfalnie. Ocieram łzy i przyglądam się jego ślicznej twarzy. Znów patrzę na nią tak, jak wcześniej. Jakby był mój.
-Pomożesz mi?- Pociągam nosem, a on zapewnia, że tak. Delikatnie całuję jego malinowe usta.
-Idziemy?- Pyta szeptem. Kiwam energicznie głową. Schodzimy na dół i wychodzimy z „domu”. Zauważam, że jesteśmy na opuszczonej ulicy. Wokół żadnych domów, latarni. Czegokolwiek. Idziemy powoli, Niall z przodu. Na chwilę odstawia torbę. Wyjmuje butelkę z wodą i upija łyk.
-Chcesz?- Pyta, machając naczyniem. Kręcę przecząco głową. Horan chowa butelkę. Chcę coś powiedzieć, ale słyszę znajomy świst powietrza, a w oddali huk. Jedyne, co udaje mi się zrobić, to krzyk :
-Padnij!- Blondyn jak na zawołanie opada na podłogę. Patrzę w przód. Strzelający musi być na dachu domu, więc za kilkaset metrów jego strzał nas nie dosięgnie. Bezpieczna strefa. Strefa 0.
-Biegnij.- Mówię, pomagając mu wstać. Wskazuję ręką bezpieczne miejsce. Chłopak posyła mi dziwne spojrzenie, a ja lekko się uśmiecham. Będę go bronić. Ponad życie.
Rusza pędem w wyznaczoną strefę 0, a ja odwracam się i strzelam w dach budynku. Wiem, że z tej odległości nie mam szans, aby trafić. Chcę tylko zyskać na czasie, by on bezpiecznie dotarł na miejsce. Marnuję na ślepo cały magazynek. Odwracam się i zauważam, że Niall już prawie jest u celu. Rzucam broń i biegnę, ile tylko mam sił. To zabawne. Pamiętam dzień, gdy śpieszyłam się, by się z nim pożegnać. Biegłam tak samo szybko.
Horan jest bezpieczny, więc „oddycham z ulgą”, choć tak właściwie, to dostałam już zadyszki. Krople potu pokryły moje czoło, a ciemne włosy przykleiły się do niego. Jestem już w połowie drogi. Mimowolnie się uśmiecham, gdyż nic się nie dzieje. Do czasu.
Czuję przeszywający ból w lewej nodze, na łydce. Szarpnięcie jest tak silne, że z impetem upadam na szary chodnik. Zaciskam zęby. Zauważam, że Niall patrzy się na mnie z przerażeniem. Rozważa to, czy wrócić po mnie. Posyłam mu tylko gniewne spojrzenie, które ma znaczyć, że nie powinien nawet próbować. Z trudem wstaję i próbuję biec, ale ból skutecznie mi to uniemożliwia. Ostatecznie kuśtykam na prawej nodze, lewą ociężale za sobą ciągnąc. Staram się przybrać jak najszybsze tempo. W powietrzu czuć zapach świeżej krwi, aż robi mi się niedobrze. Jestem już niedaleko. Odczuwam teraz trochę ulgi, ale przerażenie nadal mnie nie opuszcza. Moim zdaniem? Tym razem mi się nie uda. Obronię go, ale nie obronię siebie.
I znów ten sam, przeszywający ból. Tym razem większy, bardziej rozdzielający. Mimowolnie staję i chwytam się za brzuch. Z mojej buzi wylewa się strumień krwi. Tak, że aż się nią krztuszę. Sama nie wiem, jakim cudem jeszcze stoję. W moich uszach zaczyna szumieć, a obraz się rozmazuje. Wszystko się zlewa, tracę świadomość. Niall wybiega z bezpiecznej strefy. Bierze mnie na ręce i zanosi, za „granicę”. Kładzie delikatnie na ziemi i zaczyna uciskać ranę. Cicho jęczę, przez napływ bólu.
-Co mam robić? - Pyta spanikowany. Po jego policzkach płyną strumienie łez, kapiąc na moją brudną od krwi twarz. Znów wypluwam nową porcję rdzawego płynu. Wyjmuje małe urządzenie i kilka razy wciska sygnał alarmowy. Czy ktoś przyjdzie? Skoro musieliśmy uciekać... Szczerze w to wątpię. Jesteśmy zdani na siebie, a ja umieram przez własną głupotę. Choć, z drugiej strony, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby go chronić. Zrobiłam to najlepiej, jak potrafiłam. Zbieram wszystkie siły i staram się powiedzieć:
-Pozwolić mi odejść. - Nic już nie słyszę. Szum w mojej głowie wszystko zagłusza, ale chyba się udaje, bo wybucha spazmatycznym płaczem. Wydaje mi się, że krzyczy, ale niestety nie słyszę. Ból zaczyna odpływać, znikać. Nie mam bladego pojęcia, co zrobiłabym, gdybym była na jego miejscu. Nie potrafię się postawić w takiej sytuacji głównie dlatego, że jestem już zbyt senna. Chcę tylko chwilę odpocząć. To coś złego? Później znów będę go ratować... Trzęsie mną, ale ja nie mam siły nic zrobić. Nawet nie wiem, czy z moich ust dochodzą jakieś dźwięki. Zamykam ciężkie powieki.

-Nie przerywaj mi. Ja... Kocham Cię, Angie. Od dawna to w sobie duszę. Gdy Cię widzę... Nie potrafię tego opisać. Motylki w brzuchu? To chyba za mało. Jak mnie dotykasz, przechodzą mnie dreszcze. Nie potrafię nad sobą panować. Mój świat zaczyna się Tobą i na Tobie kończy. Jeśli umrzesz, ja też umrę. Obiecuję.


+
I Jest cały 6. Chyba jednak nie tak nudny, co? Początek... Tak, był nudny xd Nic się nie działo, ale tak miało być. Nie zauważyłyście, że lubię... Hmm... Zostawiać najlepsze na koniec? Bo jeśli masz tort, to chyba wisienka jest na koniec, prawda? :) Jestem z niego BARDZO ZADOWOLONA. Tzn. z końcówki. Gdzieś od... No chyba od wejścia do domu. Znów dzieje się... No dzieje się coś ciekawego xd Więc. BĘDZIE 7. Zdradzę wam tyle, że w 7 nastąpi ROZSTANIE. No i poczują się „bezpiecznie”, czyli : będzie całe 1D ! Jeeej. Kto się cieszy? Scena +18 nie jest w najbliższych planach. Przepraszam xd
CZYTASZ? KOMENTUJ ! DZIĘKUJĘ !



piątek, 11 stycznia 2013

Ponad życie - 5

Zakopuję się bardziej w ciepłej pościeli. Kiedyś czułam się tu bezpiecznie, ale ostatnie wydarzenia kategorycznie wszystko zmieniły. Moje życie... Jednego dnia obróciło się o 180 stopni przez kogoś, kto wcześniej był wszystkim. Ściskam z całej siły poduszki i staram się krzyczeć w materac, aby nie było słychać. Ten stan nie opuszcza mnie po wydarzeniach w sklepie. Nie potrafię nad tym zapanować. Dlaczego obrazy jego śmierci mnie prześladują i tak bolą? Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez jego uśmiechu. Nie rozumiem, ponieważ już raz mnie zostawił. Żyłam bez niego. Zastanawia mnie, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Wolałabym, by nic nie znaczył. Jest tylko problemem. Nie powinien pojawić się w moim życiu. Ani teraz, ani nigdy wcześniej. I w dodatku mówić, że mnie kocha. Nie wierzę w miłość. Nie po tym, co zrobił. To, co wtedy do niego czułam, dla mnie było miłością. A dla niego? Chyba tylko sposobem na zabicie nudy. Dlaczego mi to powiedział? Czego oczekiwał, że odpowiem mu tym samym? Nie, nie jestem taka. Zmieniłam się, a właściwie to on mnie zmienił. Nieświadomie, ale jednak to zrobił. Zranił mnie tak dosadnie, a śmierć matki jeszcze mnie dobiła. Zniszczyła, wypaliła. Patrzę w przestrzeń i nawet nie próbuję powstrzymać łez, które swobodnie spływają po moich policzkach. Przypominam sobie czasy dzieciństwa. Gdy byłam mała i nie potrafiłam się sama rozhuśtać. On mi pomógł. Sprawił, że na twarzy małej dziewczynki pojawił się uśmiech, zastępując grymas. Nie był wredny, nie rzucał we mnie piaskiem, nie zabierał zabawek. Pomagał mi, aż sama pozwoliłam mu się nimi bawić. To był dowód mojego zaufania. Pociągam nosem i staram się pozbyć tego obrazu z mojej głowy. Wycieram twarz dłońmi, przez co teraz cała jest mokra. Okrywam się cała kołdrą, jakby miała uchronić mnie przed niebezpieczeństwem. Nie potrafię trzeźwo myśleć. Nie potrafię uspokoić oddechu. Nie mogę wcisnąć w siebie jedzenia. Nie potrafię spojrzeć mu w oczy. Boję się, że znów zobaczę w nich ten sam ból. Alea powiedziała, że gdybym nie wyjęła kuli, nie zrobiła opaski uciskowej i opatrunku, wykrwawiłby się. Umarł. Pochwaliła mnie, że bez szkolenia tak świetnie się spisałam. W jej oczach widziałam coś jeszcze. Wiem, że gdybym popełniła błąd, także by umarł. Wiele ryzykowałam. Później zabrano nas do centrum. Niall nie ma nawet blizny. Wyjęto mi szkło z kilku miejsc. Nawet nie zauważyłam, że tak się pokaleczyłam. Nie było to zbyt poważne, ale jednak trochę tej krwi zeszło. Słyszę pukanie, ale nie reaguję. Nawet nie zerkam w stronę drzwi. Horan wchodzi, zapewne z jedzeniem. Zatrzymuje się.
-Płakałaś.- Szepcze. Nie zamierzam nic odpowiadać. Odkłada talerz na szafkę i siada koło mnie. Patrzę się beznamiętnie na ścianę. Delikatnie odwraca moją twarz ku swojej. W jego oczach widzę zmartwienie, ale nie ból. Ostrożnie przejeżdża kciukiem po moich policzkach. Uśmiecha się uroczo, jak mały chłopczyk. Wiem, co chce zrobić. Odtrącam jego dłoń i idę do łazienki. Zatrzaskuję drzwi, a następnie biorę prysznic. Gorący. Przymykam oczy i rozkoszuję się chwilą odprężenia. Wracam w ręczniku do pokoju. Niall leży na łóżku i patrzy w sufit. Wyjmuję z szafy za dużą, męską koszulkę, która sięga mi ud. Zakładam szybko. Bieliznę już wcześniej miałam na sobie.
-Czyja?- Pyta cicho.
-Josh'a- Odpowiadam odruchowo. Krzywię się, bo teraz dopiero zdaję sobie sprawę że nie chcę, aby o tym wiedział. Josh był moim chłopakiem. To był mój jedyny związek. Z nim pierwszy raz... No właśnie. Może to pominiemy?
-Tego... Chamskiego aroganta?- Pyta. W jego głosie czuję złość.
-Gdy wyjechałeś, zmienił się.- Mówię. Staram się zachować spokój, ale w środku już wybuchł pożar złości. To nie jego sprawa z kim się spotykałam, gdy on mnie olał. Trzeba było myśleć o tym wcześniej, a nie teraz nagle się budzić.
-Angie...- Znów zaczyna. Mam ochotę zakneblować mu buzię. Gdy ja najbardziej potrzebuję ciszy, on akurat musi mieć 1000 rzeczy do powiedzenia.
-Daj. Mi. Święty. Spokój. - Syczę przez zaciśnięte zęby. Czuję, jak jego ręce oplatają mnie w pasie a jego broda znajduje się na moim ramieniu. Wzdycham, przy okazji zaciągając się jego zapachem. Chciałabym jednak, by było jak dawniej. By był tym samym przyjacielem. Żeby nie było tego napięcia i strachu.
-Daj nam szansę.- Prosi cicho.
-Jakim nam? Nie ma nas.- Szepczę i wyplątuję się z jego objęć. Zostawiam go samego w pokoju. Dogania mnie na korytarzu i przyciska do ściany. Napiera całym swoim ciałem na moje i patrzy mi głęboko w oczy. Jego spojrzenie mnie przeszywa tak, że dostaję dreszczy. Tracę panowanie. Całuje mnie. Z każdą chwilą coraz zachłanniej i namiętniej... Jeszcze nigdy nie był tak zdecydowany i pewny. Sama siebie nie rozumiem, ale odwzajemniam to. Wplątuję rękę w jego włosy, a następnie obejmuję go nogami w biodrach. Daję się ponieść. Pierwszy raz nie walczę do końca, ustępuję. Czuję się... Jakbym w reszcie znalazła swoje miejsce w czasie i przestrzeni. Przez moment prawdziwie szczęśliwa. Wiem, że tego chcę. To pozwoli mi zapomnieć, ale...
-Kocham cię...- Szepcze, na chwilę odrywając się od moich ust. Nerwowo przełykam ślinę. Okłamię go, jeśli powiem, że ja też, ale także gdy powiem, że nie. Dziwne, prawda? Sama nie rozumiem swoich uczuć. Nie potrafię się określić.
-Ja ciebie też.- Odpowiadam najciszej, jak tylko potrafię. Znów mnie całuje. Nasze języki walczą ze sobą tak, jak ja walczę o to, by żył. Nie ustępują. Plecami odpycham się od ściany. Blondyn runie na podłogę, a ja na nim. Po domu roznosi się huk, jakby upadła szafa. Siedzę na nim i uśmiecham się zadziornie. Lubię, gdy ludzie nie wiedzą, co się zdarzy. Chichoczę i znów łączę nasze usta w pocałunku. Opieram się o podłogę rękoma. Podoba mi się to. To pożądanie, które między nami rosło za każdym razem, gdy się kłóciliśmy. Teraz wybuchamy. Oboje w swoich objęciach. Czuję wibrację w kieszeni i przerywam. Nerwowo wyjmuję małe urządzenie z kieszeni. Sygnał alarmowy.
-Niall! Znajdź plecak. Weź parę ciepłych ubrań i jedzenie. Później do piwnicy.- Mówię i podnoszę się. Wchodzę do gabinetu, gdzie włączony jest komputer. Naciskam odblaskowy klawisz, który odpowiada za usunięcie całej pamięci. Nie jesteśmy bezpieczni. Chowam komputer za półkami. Biegnę go pokoju, gdzie zakładam buty i kurtkę. Z szuflady wyciągam małe pudełeczko i wsadzam do wcześniej przygotowanej, dużej torby. Pakuję kilka swetrów i bluzek. Patrzę na zegarek. Mamy około 5 minut. Biorę telefon i drugą, większą torbę. Zbiegam na dół, czyli do piwnicy. Otwieram tajny schowek. Pakuję do torby 2 karabiny, 3 pistolety o różnych kalibrach, mnóstwo amunicji, kilka granatów i małych bomb oraz jakieś leki. Torba jest pełna, więc zamykam schowek blokadą. Patrzę na Niall'a, który wbija beznamiętne spojrzenie w stalowe drzwi. Nie jest taki głupi. Wpisuję kod, a one z brzękiem się otwierają. Wpycham go i siebie, a drzwi natychmiast się zatrzaskują.
-Ruchy!- Pcham go do przodu i wyciągam latarkę. Co jak co, ale w kanale to światła nie ma. Mokro, ciasno i … Smród. Nie ma co, erotyczne marzenie każdej pożądającej się pary. Idziemy szybkim krokiem przed siebie. Czas. Mamy go strasznie mało. Dlaczego im się udało? Co stało się z oddziałem taty? Te pytania nie dają mi spokoju. A mój tata? Od kilku dni nie miałam z nim żadnego kontaktu. Zupełnie nic.
-Dużo jedzenia?- Pytam cicho. Staram się zająć czymś swoje myśli, ale na próżno. Choć... Gdyby mój ojciec poległ, nie potrzebna byłabym im ja. Jestem pewna chociaż i tylko tego, że żyje.
-Prawie cała torba. Spakowałem tylko kilka rzeczy...- Odpowiada.
-Rozczarowany?- Śmieję się. Na jego twarzy widzę cień uśmiechu.
-No wiesz... Przeszkodzili, a tak mało brakowało do tego, o czym od dawna marzę. Plus, jesteśmy w śmierdzących ściekach, co nie jest cudownym krajobrazem.- Krzywi się, a ja zatykam usta dłonią, by się nie roześmiać. Stajemy, ponieważ przed nami jest ściana.
-Macaj.- Znów się śmieję, gdy zaczyna mnie dotykać. - Ścianę, baranie! Chcę stąd wyjść! - Teraz oboje chichoczemy, ale już po chwili szukam przycisku, który ma ukazać nam wyjście. Po chwili nie wytrzymuję i lekko kopię cegły.
-To bez sensu.- Marudzę.
-Wcale nie. Popatrz tylko.- Odsuwa się, a ja widzę mały panel. Wpisuję kod. 1,2,3. Za 7 razem się udaje i ściana osuwa się tak, że widzimy stalowe drzwi. Bez klamki, kodu. Czegokolwiek!
-Co teraz?- Pyta mnie cicho. Przyglądam się stalowej przeszkodzie. Podchodzę bliżej i jakiś zielony laser przejeżdża mi po oku. Nie wiem, co się stało, ale drzwi otwierają się, więc szybkim krokiem wchodzimy. Wszystko się zamyka. Przed nami jest teraz tylko biały korytarz ze światłami w podłodze. Dostałam instrukcje ucieczki, ale o tym nikt mi nie mówił. Widzimy laser. Tylko ten... Nie jest zielony, jest czerwony.
-Padnij!- Pcham nas oboje na podłogę w ostatniej chwili. Czuję smród spalonych włosów.
-No to jesteśmy w czarnej dupie.- Stwierdzam, gdy zauważam, że przed jak i za nami nie ma drzwi.

+No więc. Co mogę powiedzieć... Miał wyglądać zupełnie inaczej, ale... NAGŁY PRZYPŁYW WENY I WYSZŁO TO ;D Bardzo przepraszam, że długo nie dodawałam, ale... Treningi, turnieje, mecze i szkoła. Czasem mam dość... Brak czasu na odpoczynek, a piszę to w każdej wolnej chwili. Dziękuję! xx

czwartek, 10 stycznia 2013

Coś ode mnie, bo dawno nic nie było.


Potrzebuję dnia odpoczynku. Żeby nikt nie zakłócał mi spokoju. Usiąść, włączyć muzykę i wszystko przemyśleć, zrozumieć. Pić gorącą herbatę i cisnąć przekleństwa, gdy poparzę język. Zastanowić się nad życiem, ambicjami, talentami. Bo każdy ma talent, tylko czasem nie potrafi sam go odkryć. Potrzebuję odizolować się od świata, zapomnieć o wszystkim, co mnie otacza. Wymazać samą siebie. Pomyśleć o przyszłości. Kim chcę być? Skupić się nad tym, co kocham robić. Przez jeden dzień być tylko dla siebie, nie przejmując się niczym i nikim innym. Dzień bez ciągłego bólu, obrażania, upokorzeń i porażek. Zatrzymać się w czasie i zapomnieć. Tak po prostu, bez wszystkiego. Być dla siebie, nie dla ludzi. Bez ciągłego mówienia mi, co mam robić. Bez wytykania błędów, poprawiania zachowania, fałszywych oskarżeń. Jeden dzień żyć tak, jak marzę. Robić to, co kocham i w czym jestem dobra. Być sobą i zostać taką na zawsze. Dlaczego otoczenie tak na nas wpływa? Dlaczego zmienia nas, próbuje w pewien sposób ustawić? Jeden zraniony człowiek rani innego. Prosta reakcja łańcuchowa. Tylko kto ją zapoczątkował? Nie wierzę w Boga. Bo niby dlaczego mam wierzyć, skoro na świecie wszystko sprawia cierpienie? Gdyby istniał, nie pozwoliłby na to. Nie uśmiercał by małych dzieci przez choroby. Nie stworzyłby chorób! A miłość? Miłość jest najgorsza. Ten ból psychiczny miażdży każdy inny fizyczny. „Kocham”- dla mnie to jedno, puste słowo. Nie kocham nikogo. Nie wierzę w miłość. To wymyślony stan, sprawiający ból, jak wszystko inne. Może kiedyś kochałam i przez ten właśnie ból teraz twierdzę inaczej. Wszystko ma swój koniec i początek. Jeśli wierzyć w miłość... Zaryzykowalibyśmy dla kochanej osoby wszystko, nawet życie. Jeśli miłość istnieje, to tylko taka. Pełna oddania, pasji, namiętności i finezji. Prawdziwa, ponad wszystko. Tylko dlaczego taką widzimy tylko w bajkach lub filmach? Bo nie istnieje. Takiej miłości nie ma.

+Moje przemyślenia. Nie mam pomysłu na imagina, ani na rozdział. Początek jest, ale nie potrafię tego sensownie rozwinąć i skończyć. Niestety....

wtorek, 8 stycznia 2013

WAŻNE!

NIE MAM BLADEGO POJĘCIA, KIEDY POJAWI SIĘ NASTĘPNY ROZDZIAŁ. DLACZEGO? MAM W GŁOWIE PUSTKĘ. JESZCZE WCZORAJ MIAŁAM POMYSŁ, ALE NIE BYŁO CZASU, BY GO SPISAĆ .... A DZIŚ? Tragedia. Jeszcze miałam napisać Imagina i próbowałam w szkole, ale wyszło z tego coś, czym nawet tyłka nie warto podetrzeć. Przepraszam. Z resztą już przy 4 rozdziale miałam problemy. Ostatnio, gdy nie miałam weny, trwało to MIESIĄC. OBAWIAM SIĘ, ŻE BĘDĘ MUSIAŁA ZAWIESIĆ BLOGA....

HJUSTON! MAMY PROBLEM! ZAPOMNIAŁAM HASŁA DO LAPTOPA I CHUJ WSZYSTKO STRZELIŁ! TZN. PAMIĘTAM ALE PISZE MI ŻE ŹLE :O
#ONLYME...

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Prośba.

Chciałabym prosić o polubienie mojej nowej stronki Na Facebooku https://www.facebook.com/WymyslonySwiatOneDirection

No więc tak. Będę udostępniać tam MOIM ZDANIEM najciekawsze blogi. Swoje propozycje przesyłacie mi na E-mail : HoranIsMyDrugxx@gmail.com (TAK WIEM ZAWSZE HORAN) xD
Obiecuję że przeczytam wszystkie blogi + zostawię komentarz. To wszystko. Z góry dziekuję xx

Ponad Życie - 4 (AKCJA!)


Chyba rozdział na ciężkie nerwy.

Kolejne 2 dni mijają jak we śnie. W gabinecie taty znajdujemy ogromny komputer, pełen monitorów i programów. Włączam system zabezpieczeń, którymi są opancerzone, dźwiękoszczelne szyby i metalowe drzwi na kod. Dużo by opowiadać. W każdym razie, przyszedł Paul. Dałam Niall'owi jakieś leki, przez które dostał gorączki. Jego menadżera udało się przekonać, więc nigdzie nie musi chodzić, a ja nie muszę się martwić. Zrezygnowałam z pracy, choć jeszcze nawet nie zaczęłam. Śmieszne, co? Harry'emu powiedziałam, że to stało się za szybko. Chwilowo piszemy tylko SMS-y, w których pyta co u mnie i Niall'a. Blondyn pilnuje, żebym jadła. Właściwie na każdym kroku jest przy mnie. W razie co trzymamy się z dala od okien. Przez komputer taty rozmawiam z kobietą z jego oddziału, która odpowiada za naszą ochronę. Nigdy jej nie widziałam. Wiem jedynie, że ma na imię Alea. Choć przecież może to nie być jej prawdziwe imię. Siedzimy przed telewizorem z kubkiem gorącej herbaty. Przytulam się do Niall'a. Mimo całego systemu zabezpieczeń, boję się o niego. Boję się, że coś mu zrobią. Wzdycham i wiercę się niespokojnie, zwłaszcza, że oglądamy horror.
-Niall...- Szepczę, najciszej jak potrafię.
-Słucham?- Mówi dość głośno, nie odwracając na mnie wzroku. Delikatnie przyciska mnie do siebie ramieniem.
-Ciszej.- Proszę. Wiem, że nie mamy żadnego podsłuchu. Ekipa wszystko dokładnie sprawdziła każdy kont, gdy przyszli sprzątnąć ciało. Mimo to, nadal wolę być cicho. Lepiej dmuchać na zimne.
Słyszę, że w kuchni coś się tłucze. Podrywam się na równe nogi i pierwsze co robię, to wyciągnięcie broni, z którą nie rozstaję się nawet na minutę. Patrzę spanikowanym wzrokiem na blondyna. Wstaje i udaje się za mną do kuchni, gdzie na podłodze jest tylko kupka szkła z rozbitej szklanki. Uderzam chłopaka w ramię.
-Następnym razem patrz, jak odstawiasz naczynia.- Mówię groźnie. On dziś zmywał. Oboje się śmiejemy i wracamy na kanapę. Znów się w niego wtulam, napawając jego słodkim zapachem.  Nie dane jest mi posiedzieć nawet 10 minut, ponieważ słyszymy dzwonek do drzwi. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i Horan natychmiast wyłącza telewizor. Ja cicho idę do drzwi. Wyglądam przez wizjer i kogo widzę? Harry'ego. Wpisuję kod i zamek puszcza. Otwieram drzwi.
-Hej, Harry.- Witam się wesoło, co raczej nie jest do mnie podobne.
-Hej. Mogę?- Pyta.
-Jasne.- Otwieram szerzej drzwi i od razu po jego wejściu zamykam na klucz i kod. Witamy  się całusem w policzek i prowadzę chłopaka do salonu, gdzie siedzi sobie Niall. No cóż, gości się nie spodziewałam.
-Jak się czujesz?- Pyta Hazza przyjaciela.
-Odkąd pewna osoba chyba mi wybaczyła, dużo lepiej. Jeszcze tego nie powiedziała wprost.- Szczerzy się do mnie, a ja się krzywię.
-On pyta o twoja chorobę, lamo.- Mówię.
-A, to też dobrze. Mam świetną opiekę.- Znów to samo.
-Harry, zrobić ci coś do picia?- Pytam i kieruję się do kuchni. Chłopak niemal natychmiast jest przy mnie.
-Powiedz mi, tylko szczerze. Przez Niall'a nie chcesz ze mną być?- Pyta. Opieram się o blat i wzdycham.
-Nie. Chodzi o coś zupełnie innego, w co nie chcę cię plątać.- Odpowiadam spokojnie. Loczek lustruje mnie wzrokiem.
-Ale jego w to wplątałaś. Dlaczego?- Nie daje za wygraną.
-Sam się w to wplątał, na swoje nieszczęście. Gdyby tego nie zrobił już dawno wyjechalibyśmy z kraju. Nie możemy, ze względu na tą pierdołę.-Tłumaczę. Łapie mnie za dłonie i patrzy mi głęboko w oczy.
-Możesz mi powiedzieć.- Szepcze.
-Nie chcę sprowadzać na ciebie śmiertelnego niebezpieczeństwa, Harry. Nie utrudniaj mi tego. Wystarczy, że muszę bronić Niall'a. -Odszeptuje.
-Jak chcesz.- Hazza opuszcza mój dom, a ja obserwuję go przez kamerę. I wtedy dzieję się to, czego tak się bałam. Zostaje zastrzelony.
Budzę się i gwałtownie nabieram powietrza. Patrzę pusto w przestrzeń. Niall także się budzi. Patrzę na zegarek. 5:20. Wstaję i ciepło się ubieram. Blondyn przygląda mi się z zainteresowaniem.
-Idziemy gdzieś?- Pyta. Posyłam mu gniewne spojrzenie.
-Ja idę. Do Tesco.- Odpowiadam spokojnie.
-I zostawisz mnie samego? A jak coś mi się stanie?- Wybucham w środku. Ogień niepokoju paraliżuje całe moje ciało.
-Ubieraj się. Wolę, żeby nikt nas nie zauważył.- Mówię cicho. Chłopak posłusznie wykonuje polecenie. Już 20 minut później jesteśmy w markecie. Pustki. Chodzimy cicho, biorąc różne składniki. Tzn. ja tylko rozglądam się w każdą możliwą stronę, a on gada i pakuje, co tylko się da.
Chodzimy już chyba dobre 20 minut. Nudzi mi się, ale nie przestaję być czujna. Kosz już jest prawie pełny, a on cały czas wrzuca coś nowego.
-Może już starczy? Mam złe przeczucia, Niall.- Szepczę. Blondyn patrzy na mnie i się uśmiecha.
-Nic się nie stanie, nie bój się.- Zapewnia. Znów piorunuję go wzrokiem. I w tym momencie moje obawy się przypuszczają. Słyszymy strzał. Pcham Horan'a od wózka.
-Chowaj się. - Mówię mu na ucho. Idę do wyjścia. Jeśli jest więcej niż jeden, nie dam rady, ale przy drzwiach widzę tylko jednego, uzbrojonego mężczyznę. Biorę rozbieg i lecę na niego tak, że zbijamy szybę i wylatujemy na zewnątrz. Chyba stracił przytomność. Sprawdzam puls, który jest bardzo słaby. Nie muszę go zabijać, wykrwawi się. Zabieram mu karabin i cicho wracam do środka. Okej, tego jeszcze nie było. Jestem tak zdecydowana, nie mam momentu zawahania. Teraz muszę znaleźć Niall'a i go wyprowadzić. To dzieje się zbyt szybko. Idę cicho i zauważam kasjerkę w kałuży krwi. Za dużo, by miała szanse przeżyć. Chodzę ostrożnie i cicho, wymierzając bronią w każdą możliwą stronę. I widzę go. Kuca, a przerażenie maluje się na całej jego twarzy. Zauważa mnie, a ja przykładam palec do ust. Nerwowo zerka w moją prawą stronę. Pokazuję tam palcem, a on ledwo zauważalnie porusza głową. Biorę rozbieg i robię wślizg. Celuję bronią w wyznaczoną stronę i, gdy tylko wyłaniam się zza półek, strzelam na oślep. Huk roznosi się po całym budynku. Uderzam w półkę, która chwieje się i przewraca. Koniec, myślę, ale nie. Zatrzymuje się kawałek nade mną.
-Wyłaź, nie jestem zbyt silny.- Sapie Niall, więc ja szybko wychodzę, a on puszcza. Ciężar spada, cholernie hałasując. Pierwsze co robię, to dopadam do chłopaka i go całuję. Nie mogę się powstrzymać. A jeśliby go zauważyli? Albo, gorzej! Nie mogę o tym myśleć. Odrywam się od niego i patrzę głęboko w jego błękitne tęczówki.
-Kocham cię.- Szepcze Niall. W moim gardle rośnie ogromna gula. Nie mogę powiedzieć, że ja go też. Nie jestem na to gotowa. Więc jedyne co odpowiadam, to :
-Wiem.- Jedno, zasrane, beznadziejne „wiem”! Urodziłam się kretynką. Jestem tak zahipnotyzowana jego oczami, że nawet nie słyszę huku wystrzału. Dopiero ból, który widzę w jego oczach przywraca mnie do rzeczywistości. Wpycham go do następnego przedziału, a ja wchodzę do poprzedniego. Znów czas przyśpiesza, po chwili stania w miejscu. Co robię? Biorę rozpęd i wywracam półkę. Moment zaskoczenia. Wylatuję jak torpeda i przewracam napastnika na podłogę. Przykładam mu lufę broni do czoła, siadając na nim okrakiem.
-Dlaczego?- Mój głos jest pełen rozpaczy. Zranili jego, ale to mi zadali największy ból.
-Mając jego, mamy ciebie. Mając ciebie, twojego tatę. I tak to idzie. Chyba proste, prawda?- Śmieje mi się w twarz. I teraz zaczynam rozumieć. Mnie dorwać byłoby ciężko, ale Niall'a nie. On jest najsłabszym ogniwem. On jest tym lontem, który doprowadzi do wybuchu. Uruchamia reakcję łańcuchową, która dla „tych złych” jest ważna. Widać mój ojciec jest w tym wszystkim kluczowy.
-Szczerze? I tak nie rozumiem, dlaczego my.- Mówię cicho, dokładnie przyglądając się podstarzałej twarzy mężczyzny.
-Twój tatuś jest bardzo blisko góry, która chce nas zlikwidować. Właściwie to on prowadzi tą akcje.
Tłumaczy znudzony. Irytuje mnie, a to nie jest dobre dla nikogo, zwłaszcza na przegranej pozycji.
-Ostatnie słowo?- Pytam, znudzona.
-Do zobaczenia w piekle, Aniołku.-Śmieje się. Nie wytrzymuję i strzelam. Krew pryska z rany, a po chwili tworzy sporą kałużę wokół jego głowy. Staram się uspokoić oddech. Przez chwilę patrzę w puste oczy mężczyzny. Powoli się podnoszę. Jak to jest, że bez zawahania zabijam człowieka? Bo zrobię wszystko, by bronić tych, których kocham. Idę w miejsce, z którego dochodzą jęki. Niall jest blady, jak kreda, a z rany na łydce sączy się krew. Jasne rurki są nią przesiąknięte. Podłoga jest nieźle brudna. Biegnę do działu higienicznego, po drodze wysyłając sygnał alarmowy. Wracam i rozcinam Horan'owi spodnie. Jak już to zrobię, ściągam pasek mi mocno zaciskam nad raną. Syczy z bólu. Rana nie jest wylotowa, co znaczy, że kula jest w środku. Popełniam błąd, ponieważ spoglądam mu w oczy. Na moment, ale to wystarczy,  żeby się zawahać. Mimo to działam dalej.
-Teraz uważnie słuchaj.- Nakazuję, drąc swoją bluzkę. Zwijam materiał i podaję blondynowi. Jest cały spocony. - Wsadź to do ust.- Zamieram na chwilę. Rozglądam się i podaję mu opakowanie z keczupem.
-Na 3 z całej siły gryź i ściskaj.- Sama nie jestem pewna, co robię. Kieruje mną jakiś dziwny impuls. Delikatnie całuje jego usta i kciukiem ocieram łzy. Boi się, ale ja chyba boję się bardziej. Jeden błąd i... Mimo wszystko, nie daję tego po sobie poznać. Biorę szczypce do ręki.
-Raz...- Zaczyna nerwowo oddychać.- Dwa...- Oboje napinamy mięśnie.- Trzy!- On krzyczy i ściska,a ja jednym zwinnym ruchem wyciągam kulę. Wszystko cichnie. Niall musiał stracić przytomność... Wyjmuję mu szmatkę z ust, żeby w razie co się nie udusił. Zdejmuję i drę bluzkę, żeby zrobić w miarę dobry opatrunek. Kończę i wsłuchuję się w jego ciężki oddech. Jestem cała we łzach i krwi. Wszędzie krew... Tylko to zajmuje moje myśli. Pocieram twarz brudnymi dłońmi, zapewne rozmazując rdzawy płyn. Płaczę z nadmiaru tego wszystkiego. I wtedy wkracza ekipa. Poruszają się szybko, wszystko czyszcząc. Zabierają mnie i Niall'a, ale... Czuję się, jakby ktoś zwolnił tempo. Z szaleńczej jazdy, nagle naciskamy ostry hamulec.

+ No wiec. Co do rozdziału : To wymyśliłam przed snem i od tego wzięło się całe opowiadanie. Nie wyszło, zdaję sobie sprawę. W 5 rozdziale nie będzie AKCJI. 5 będzie taki... Na wyjaśnienia, wspomnienia itp. Co znaczy, że nie będzie działo się nic szczególne ciekawego (dla osób które lubią akcję).
UWAGA. TWORZĘ ZAKŁADKĘ "PYTANIA" I JAK SAMA NAZWA WSKAZUJE, TAM BĘDZIECIE MOGLI ZADAWAĆ MI PYTANIA DOTYCZĄCE ROZDZIAŁÓW. Z chęcią też zdradzam niektóre szczegóły, żeby narobić wam smaczku :DD ZAPISUJCIE SIĘ TEŻ W ROZDZIALE INFORMOWANI TO BĘDĘ WAS INFORMOWAĆ NA BIEŻĄCO O WSZYSTKIM.
POJAWIŁA SIĘ BARDZO WAŻNA ANKIETA DOTYCZĄCA GŁÓWNEJ BOHATERKI.
To chyba na tyle. Dziękuję ! xx KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA.

niedziela, 6 stycznia 2013

Powtórka

Jeśli dacie radę z 20 komentarzami skończę rozdział szybciej i dodam wcześniej. Może nawet w pn ? :) To tylko 20 komentarzy, a 5 już jest. Jedna sprawa. Jeśli ANONIMOWE to muszą się podpisywać np. nazwą z Tt. + liczą się tylko komentarze od różnych osób. Oczywiście, jedna może mi ich napisać nawet 100, ale ja zaliczę tylko 1. Dziękuję za uwagę xx

Ponad Życie - 3 (Akcja!)


Budzę się i najpierw wyplątuję z silnych objęć blondyna, a następnie sprawdzam godzinę. Jest wpół do 10. Idę do łazienki i biorę szybki prysznic. Schodzę na dół i robię naleśniki. Gdy chyba już usmażę tonę, przyozdabiam owocami i bitą śmietaną. Największa porcja jest dla Niall'a i dokładnie na niej piszę : Nie myśl, że Ci wybaczyłam. Uśmiecham się do siebie i naciskam guzik przy kuchence. Włącza on nieznośny dźwięk w każdym pokoju, przez co wszyscy się obudzą. Już chwilę później widzę ich niezadowolone miny w kuchni, ale po zobaczeniu śniadania się uśmiechają. Stawiam przed Horan'em jego porcję. Trochę się dziwi, ale bierze do jedzenia niemal natychmiast. Harry za to nie rusza nic ze swojego talerza i uważnie na mnie patrzy.
-A ty nie jesz?- Pyta, unosząc brwi.
-Już jadłam.- To kłamstwo akurat przychodzi mi najłatwiej.
-Kłamiesz.- Mówi Niall. Wszyscy na niego patrzą. Znów złe posunięcie, blondasku.
-Niby dlaczego tak uważasz?- Prycham.
-Bo miałaś anoreksję i nie lubiłaś jeść. To się raczej nie zmieniło. Teraz twojego taty nie będzie tydzień, więc może zjesz jedną małą kanapkę, jeśli dobrze pójdzie.- Odpowiada spokojnie. Za daleko się zapuszcza... To nie jego sprawa.
-Angie... Zjedz coś...- Prosi Liam. Zabijam Horan'a wzrokiem.
-Właśnie. Wczoraj też nic nie jadłaś.- Przyznaje Louis. Ale oni są kuźwa spostrzegawczy...
-No i co, w związku z tym? Nie jestem głodna.- Zaciskam dłonie w pięści. Jeszcze chwila, a wybuchnę. Wychodzę z kuchni i schodami schodzę do piwnicy. Zapalam światło i zaczynam bić worek treningowy. Tata kupił mi go, żebym wyładowywała złość w inny sposób, niż niszczenie sprzętu domowego. Uderzam pięściami z całej siły, aż kostki robią się czerwone. Po około 10 minutach się uspokajam i zauważam, że Niall przyglądał się całej sytuacji.
-Gdzie jest stara Angela? Pogodna dziewczyna, która nie musi wyładowywać złości na worku bokserskim?- Pyta cicho i podchodzi do mnie.
-Odeszła, razem z mamą.- Odpowiadam spokojnie. Chwilowo mnie nie irytuje. Podchodzi do mnie i mnie przytula. Tak naturalnie, jak robił to zawsze. Tak, jak mój przyjaciel, który dawno odszedł.
-Próbowałem cię znaleźć, ale nie dałem rady.- Szepcze mi do ucha. Ściskam go tak mocno, że brakuje mu powietrza. Puszczam go i idę na górę.
-To za ile ta próba?- Pytam Hazzy. On spanikowany na mnie patrzy.
-Pół godziny, a nie mamy transportu! - Krzyczy.
-Uspokój się, mam Jeepa...- Wzdycham i kręcę głową. Rzucam mu kluczyki, a on z wdzięcznością się uśmiecha.- 5 minut.- Mówię i biegnę na górę. Zakładam rurki w czarno-czerwoną kratę, czarne converse i czerwoną bokserkę. Na to czarną, skórzaną kurtkę z ćwiekami. Maluję rzęsy i zbiegam na dół, gdzie wszyscy na mnie czekają. Zayn na mój widok gwiżdże, więc Harry szybko do mnie dochodzi i przeciągle całuje.
-Nie chcę przeszkadzać, ale... Próbę mamy ! - Krzyczy wściekle Louis, na co ja się śmieję. Wsiadamy do samochodu. Styles prowadzi, a ja siedzę obok z przodu. Reszta zajmuje miejsce z tyłu i jedziemy. Kilka minut później jesteśmy na miejscu. Widzę tłum wrzeszczących fanek i mam ochotę wrócić do domu. Harry otwiera mi drzwi a następnie splata swoje palce z moimi. Nie ma to jak publiczne pokazywanie się z gwiazdą. Następnym razem założę szpilki. Cały zespół uśmiecha się i wdzięcznie macha do dziewczyn, więc ja też staram się uśmiechać. Ciekawe, co sobie teraz o mnie myśli Maggie? Choć chyba naprawdę mnie to nie obchodzi. Cmokam bruneta w policzek, żeby zaznaczyć, że teraz jest mój. Wchodzimy do budynku. Zajmuję miejsce w pierwszym rzędzie obok jakiejś brunetki, a chłopcy idą się szykować. Próba otwarta, jak się dowiedziałam.
-Fanka?- Pyta dziewczyna.
-Nie, osoba towarzysząca Harry'emu, jeśli można to tak nazwać, a ty?- Mówię od niechcenia. Brunetka się uśmiecha.
-Jestem Eleanor, dziewczyn Louis'a, a za chwilę przyjdą Danielle, czyli dziewczyna Liam'a i Perrie, czyli dziewczyna Zayn'a.- Odpowiada. Sympatyczna. Nie lubię takich.
-Angela, Angie. Jak kto woli.- Przytulam ją delikatnie. Po chwili dochodzą do nas dwie dziewczyny, z którymi także się witam. Następnie ochroniarz wpuszcza fanki i każe im zająć miejsca od 3 rzędu. Jestem VIP-em normalnie. Chłopcy wyszli na scenę. Najpierw jeden utwór i 2 pytania. Następny i znowu dwa pytania. Jakoś nie słucham, tylko... Trochę przysypiam.
-Czy szatynka jest twoją dziewczyną, Harry?- Pyta jakaś dziewczyna. Odwracam się w stronę tej około 14 letniej, małej, upierdliwej, brzydkiej mendy i piorunuję ją wzrokiem.
-Właściwie, to... Nie spytałem jej o to.- Odpowiada niepewnie.- Więc. Angie, będziesz ze mną chodzić? - Harry wbija we mnie swoje zielone tęczówki.
-A gdzie? Do sklepu po bułki?- Wszyscy się śmieją, a Hazza robi zakłopotaną minę. Idę do niego i wchodzę na scenę. Łączę nasze usta w długim i namiętnym pocałunki. Słyszę brawa, ale też jęki niezadowolenia.
-Nie za szybko?- Pytam go na ucho. On kręci przecząco głową, więc tylko się uśmiecham i wracam na miejsce. Rozsiadam się wygodnie na fotelu. Każda z dziewczyn mi gratuluje i życzy szczęścia, oraz wytrwałości. Mówią, jakie to hejty potrafią być niemiłe i upierdliwe. Dziękuję im i każdą przytulam. Skoro jestem dziewczyną Hazzy, to znaczy, że pewnie z nimi też często będę spędzać czas. Wszystkie są miłe i serdeczne. Trudno mi będzie się z nimi dogadać, ale co poradzić? Reszta próby przebiega bez zbędnych niespodzianek. Żegnam się z chłopakami i idę do samochodu, przy którym dopada mnie Niall.
-Mogę zamieszkać u ciebie?- Robię krzywą minę i patrzę na niego, jak na kosmitę.
-Dlaczego?- Pytam.
-Bo mam remont w domu i pomyślałem... No i też chciałem... No bo...- Wzdycham i wsiadam do samochodu.
-Wsiadaj kretynie.- Mówię przez otwarte okno.- Najpierw do ciebie po ciuchy? - Pytam, a on kiwa głową. Jadę pod wyznaczony adres. Czekam około 15 minut, aż w końcu wraca z wielką walizką. Jakby miał u mnie mieszkać miesiąc. Pakuje walizkę i siebie do samochodu. Całą drogę jedziemy w ciszy. Gdy jesteśmy w domu, każę zająć mu którąś sypialnię. Po kilku minutach siedzi na krześle obok mnie w kuchni.
-Wiem, że nie masz remontu. Wiem, że chcesz mnie pilnować, żebym jadła, bo nie ma taty. Nie jestem aż tak głupia.- Mówię cicho, nawet na niego nie patrząc.
-Więc na kolację Spaghetti ! - Wydziera się. Biega po kuchni i wybiera składniki.
-Wino też?- Pytam.- A i zrób więcej, Harry przychodzi.- Mówię.
-Wiem. Wino też. I przychodzi Zayn z Pezz. -Dodaje. Patrzę na niego, jak na chorego psychicznie.
-Wydawało mi się, że to mój dom.- Mówię sama do siebie i kręcę głową. Moja nienawiść jakby... Wyparowała. Może to dzięki Harry'emu? Albo dzięki temu, co Niall wczoraj powiedział. Choć może nigdy naprawdę go nie nienawidziłam? Nakrywam do stołu. Kieliszki, talerze, sztućce. Wino wsadzam do specjalnego wiaderka z lodem. Idę na górę. Zakładam czarne szpilki z ćwiekami oraz krótką, błyszczącą, czarną sukienkę. Sięga do połowy ud. Jest wiązana na szyi. Schodzę na dół, gdzie Niall pichci w najlepsze.
-Zawiążesz mi?- Pytam.
-Jasne.- Przerywa i dochodzi do mnie. Jego delikatne dłonie muskają skórę na karku, przez co przechodzi mnie dreszcz.
-Nadal to masz.- Zdumiewa się. Odwraca ku sobie naszyjnik z napisem „friends 4ever”. Lekko się rumienię. Tak, nadal mam to, co dał mi, gdy mieliśmy po 12 lat. Wyjmuje coś z kieszeni i pokazuje mi drugą połowę serca z takim samym napisem. W tym momencie mam ochotę się rozkleić. Rzucić mu w ramiona i wypłakać. Powiedzieć, jak bardzo mi go brakowało. Ale nie mogę, nie jestem taka.
-Ty też.- Uśmiecham się. Dokładnie mi się przygląda.
-Mimo to nadal mi nie wybaczyłaś, prawda?- Pyta cicho.
-Nie, Niall. To byłoby zbyt proste.- Odpowiadam. Kończy wiązać kokardkę i wraca do gotowania. Ja idę otworzyć drzwi, bo właśnie zadzwonił dzwonek. Witam się z Zayn'em i Perrie, a na końcu z Harry'm. Długo i namiętnie, choć... Nie mam na to ochoty. Wręcza mi bukiet czerwonych róż, a ja wstawiam je do wazonu. Prowadzę wszystkich do kuchni, gdzie porcje czekają już na talerzach. Niall wita się z przyjaciółmi i siadamy do stołu. Panuje miła atmosfera i nawet ja nie mam ochoty na kąśliwe uwagi. Jest zabawnie i sympatycznie. Jemy i pijemy wino.
-Jeśli chcecie, możecie tu nocować.- Mówię do gości. Chwilę ich namawiam, sama dziwiąc się swoją gościnnością. Ostatecznie się zgadzają. Idziemy do salonu, gdzie oglądamy komedię romantyczną. Ja i Pezz bawimy się w najlepsze, prawie każdego bohatera obgadując. Myliłam się, może jednak ich polubię? Wrócił Niall i wraca stara Angie... To mnie przerasta. Pijemy Whisky i piwo, a później gramy w butelkę. Tylko na pytania. W końcu zakręcił Harry (nieźle wstawiony, oczywiście) i wypadło na mnie. Wzdycham i czekam, aż zada pytanie. Zastanawia się.
-Pocałuj mnie.- Mówi w końcu.
-Harry... NA PYTANIA GRAMY.- Przypominam.
-Ah, no tak! - Puka się w czoło.- Całowałaś się kiedyś z Niall'em?- Oboje z blondynem wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia.
-Kiedyś... Jak się żegnaliśmy w Irlandii.- Nie mówię całej prawdy, ale taż nie kłamię. Po tym pytaniu kończymy zabawę i idziemy do sypialni. Harry wchodzi do mojej.
-Mogę spać z tobą, prawda?- Pyta i delikatnie mnie całuje. Kiwam głową. Chcę iść do łazienki, ale mnie zatrzymuje. Jednym zwinnym ruchem ściąga mi sukienkę i cicho gwiżdże, na widok mojej koronkowej bielizny. Wzdycham i podnoszę sukienkę z podłogi. Składam ją i kładę na krześle.
-Nie wstydzisz się? - Pyta Hazza, gdy się prostuję. No właśnie, przed chwilą byłam wypięta w jego stronę.
-Czego? W końcu jesteś moim chłopakiem. Pobędziemy razem dłużej to pewnie zobaczysz mnie bez bielizny.- Mówię z rezygnacją. Biorę piżamę i idę do łazienki. Szybki, letni prysznic. Wracam przebrana do pokoju. Styles jest tylko w bokserkach i siedzi na łóżku.
-Mogę spać nago?- Pyta. Marszczę brwi.
-Jeśli musisz... Ale najpierw się umyj. - Klaszczę, więc światło gaśnie. Po kilku minutach wraca loczek. Kładzie się koło mnie i... Boże, on naprawdę jest nagi! Czuję to, czego raczej czuć nie powinnam. Chce mi się śmiać z samej siebie. Nigdy nie byłam w związku. Zawsze wykorzystywałam chłopaka tak, że najpierw pocałunek, a później on się rozbiera i... Ja się zmywam. Wredna Angie, wiem. Nagle sobie przypominam, że nie zamknęłam drzwi. Harry już smacznie śpi, więc wyplątuję się z jego objęć. Na dole słyszę dźwięk. Pamiętam, co mówił tata. Szuflada. Ostrożnie ją otwieram i wyciągam tzw. „tajną zawartość'', jaką jest czarny, ciężki pistolet o kalibrze 40. Ma pełen magazynek. Staram się cicho odbezpieczyć broń i nawet mi się udaje. Skradam się na dół i dokładnie sprawdzam każde pomieszczenie. Wiem, że muszę być ostrożna. Wchodzę do salonu i widzę postać przy oknie. Nie daj się zaskoczyć. Przesuwam się tak, żeby nie dopadł mnie nikt od tyłu.
-Ręce do góry i w moją stronę.- Warczę. Postać obraca się, ale jest zbyt ciemno, bym widziała twarz.- Klaśnij.- Nakazuję, ale nic się nie dzieje.- Klaśnij, kurwa mać!- Krzyczę, a osoba klaszcze. Facet ma przy pasie broń i 2 granaty.
-Dziewczynka z pistoletem na kulki? Śmieszne.- Mówi grubym, zachrypniętym głosem mężczyzna. Przesuwa rękę, a ja strzelam idealnie obok jego głowy tak, by poczuł powiew naboju. Nie ma to jak tłumik.
-Jeszcze jeden ruch, a nie strzelę obok. - Mówię groźnie. W jego oczach widzę rozbawienie.
-Angela Watson. Łatwo było znaleźć córkę sławnego agenta, Morisa Watson'a.- Śmieje się. Adrenalina jest na takim poziomie, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Może śnię?
-Nazwisko.- Mówię spokojnie, celując bronią dokładnie w środek jego czoła.
-Nawet jeśli mnie zabijesz, przyjdą inni. Prędzej czy później będzie po tobie.- Mówi jadowicie.
-Nazwisko do cholery! - Krzyczę. Wiem, że zaraz kogoś obudzę. Mam około minuty.
-Nie zdradzę ci tego sekretu, Angie. Może zrobią to inni, gdy przyjdą mnie pomścić.- Śmieje się. Bluźnię na całe gardło i strzelam. Bezwładne ciało natychmiast opada na podłogę, na której po chwili jest kałuża krwi. Podchodzę i zabieram zabezpieczone granaty, oraz broń. Zrobiłam to. Zabiłam człowieka.
-Angie... - Słyszę zaspany głos Niall'a.-Boże...- Patrzę na niego. Zatyka usta dłonią. Delikatnie odkładam broń obok martwego mężczyzny i biegnę zamknąć drzwi. Nikt więcej nie przyszedł, więc muszą spać.
-Niall. To nie jest... Jest. Zabiłam go, tak, ale on...- Właściwie nie wiem, czy chciał zabić nas. Choć chciał zabić mnie.
-Przyszedł po mnie... Oni wiedzą... - Mówię sama do siebie. Patrzę na spanikowanego blondyna.
-Niall! Cholera... Musisz... Musimy się pokłócić. Musisz o mnie zapomnieć. Ty, Harry, wszyscy. Muszę powiedzieć tacie... Musimy uciekać...- Znów gadam do siebie. Biegnę na górę i biorę małe urządzenie. Tata mówił, że na nagłe przypadki, gdy go nie będzie. Zbiegam na dół, gdzie Niall wpatruje się w ciało mężczyzny, siedząc na kanapie. Siadam obok niego i wciskam zieloną słuchawkę.
-Angie? Jesteś cała?- Pyta tata. Słyszę, że jest zdenerwowany. Panikuje, a to zdarza się rzadko.
-Tato... Tu przyszedł facet z bronią i... Ja go zastrzeliłam. On powiedział, że przyjdą inni. Niall koło mnie siedzi...- Wyrzucam to z siebie z prędkością światła. Cholernie się boję. Nie o siebie, ale o to, że zrobią coś Horan'owi. Nie potrzebnie przyszedł... Nie potrzebnie... Boże, nie wybaczę sobie, jeśli coś mu zrobią.
-Angie, nie panikuj. Nie dzwoń na policję. Przyjedzie oddział. Gdy pokażą szarą plakietkę ze zdjęciem mamy, wpuść ich. Posprzątają. Trzymaj się, niedługo wrócę. Pilnuj blondyna. Jeśli go widzieli, jest źle.- Mówi i rozłącza się. Patrzę w niebieskie tęczówki Niall'a. W tym momencie mam ochotę powiedzieć mu, że go kocham, że mi go brakowało. Mam ochotę się pożegnać, choć to nie koniec. Klaszczę i światło gaśnie. Zasłaniam dokładnie wszystkie rolety i uruchamiam alarm. Wracam do chłopaka i rzucam się mu w objęcia.
-Jeśli coś ci zrobią, nie wybaczę sobie.- Szlocham. Chłopak całuje mnie delikatnie w usta, choć nie powinien tego robić, ze względu na przyjaciela.
-Nic mi się nie stanie. - Zapewnia, ale ja wiem, że tego nie może mi obiecać. Muszę go chronić, za cenę własnego życia.

+W końcu nawiązuję do opisu bloga! UFF. Miało się dziać później, ale... Miałam wenę na to. Mam nadzieję, że wam spodoba się tak, jak mi. CHŁOPAKU KTÓRY TO CZYTASZ! Podaj mi swojego Twittera bądź gadu gadu, bym mogła Cię informować, jeśli chcesz. Mój Twitter : @HoranIsMyDrugxx
Wracając do rozdziału. Boże, jaram się *.* Moim zdaniem? Wyszedł zajebiście ! Następny najbliżej w przyszły piątek. Wraca tydzień, co oznacza treningi i szkołę. Dziękuję, za tyle wejść i komentarzy! Kocham was! xx