poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ponad Życie - 4 (AKCJA!)


Chyba rozdział na ciężkie nerwy.

Kolejne 2 dni mijają jak we śnie. W gabinecie taty znajdujemy ogromny komputer, pełen monitorów i programów. Włączam system zabezpieczeń, którymi są opancerzone, dźwiękoszczelne szyby i metalowe drzwi na kod. Dużo by opowiadać. W każdym razie, przyszedł Paul. Dałam Niall'owi jakieś leki, przez które dostał gorączki. Jego menadżera udało się przekonać, więc nigdzie nie musi chodzić, a ja nie muszę się martwić. Zrezygnowałam z pracy, choć jeszcze nawet nie zaczęłam. Śmieszne, co? Harry'emu powiedziałam, że to stało się za szybko. Chwilowo piszemy tylko SMS-y, w których pyta co u mnie i Niall'a. Blondyn pilnuje, żebym jadła. Właściwie na każdym kroku jest przy mnie. W razie co trzymamy się z dala od okien. Przez komputer taty rozmawiam z kobietą z jego oddziału, która odpowiada za naszą ochronę. Nigdy jej nie widziałam. Wiem jedynie, że ma na imię Alea. Choć przecież może to nie być jej prawdziwe imię. Siedzimy przed telewizorem z kubkiem gorącej herbaty. Przytulam się do Niall'a. Mimo całego systemu zabezpieczeń, boję się o niego. Boję się, że coś mu zrobią. Wzdycham i wiercę się niespokojnie, zwłaszcza, że oglądamy horror.
-Niall...- Szepczę, najciszej jak potrafię.
-Słucham?- Mówi dość głośno, nie odwracając na mnie wzroku. Delikatnie przyciska mnie do siebie ramieniem.
-Ciszej.- Proszę. Wiem, że nie mamy żadnego podsłuchu. Ekipa wszystko dokładnie sprawdziła każdy kont, gdy przyszli sprzątnąć ciało. Mimo to, nadal wolę być cicho. Lepiej dmuchać na zimne.
Słyszę, że w kuchni coś się tłucze. Podrywam się na równe nogi i pierwsze co robię, to wyciągnięcie broni, z którą nie rozstaję się nawet na minutę. Patrzę spanikowanym wzrokiem na blondyna. Wstaje i udaje się za mną do kuchni, gdzie na podłodze jest tylko kupka szkła z rozbitej szklanki. Uderzam chłopaka w ramię.
-Następnym razem patrz, jak odstawiasz naczynia.- Mówię groźnie. On dziś zmywał. Oboje się śmiejemy i wracamy na kanapę. Znów się w niego wtulam, napawając jego słodkim zapachem.  Nie dane jest mi posiedzieć nawet 10 minut, ponieważ słyszymy dzwonek do drzwi. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i Horan natychmiast wyłącza telewizor. Ja cicho idę do drzwi. Wyglądam przez wizjer i kogo widzę? Harry'ego. Wpisuję kod i zamek puszcza. Otwieram drzwi.
-Hej, Harry.- Witam się wesoło, co raczej nie jest do mnie podobne.
-Hej. Mogę?- Pyta.
-Jasne.- Otwieram szerzej drzwi i od razu po jego wejściu zamykam na klucz i kod. Witamy  się całusem w policzek i prowadzę chłopaka do salonu, gdzie siedzi sobie Niall. No cóż, gości się nie spodziewałam.
-Jak się czujesz?- Pyta Hazza przyjaciela.
-Odkąd pewna osoba chyba mi wybaczyła, dużo lepiej. Jeszcze tego nie powiedziała wprost.- Szczerzy się do mnie, a ja się krzywię.
-On pyta o twoja chorobę, lamo.- Mówię.
-A, to też dobrze. Mam świetną opiekę.- Znów to samo.
-Harry, zrobić ci coś do picia?- Pytam i kieruję się do kuchni. Chłopak niemal natychmiast jest przy mnie.
-Powiedz mi, tylko szczerze. Przez Niall'a nie chcesz ze mną być?- Pyta. Opieram się o blat i wzdycham.
-Nie. Chodzi o coś zupełnie innego, w co nie chcę cię plątać.- Odpowiadam spokojnie. Loczek lustruje mnie wzrokiem.
-Ale jego w to wplątałaś. Dlaczego?- Nie daje za wygraną.
-Sam się w to wplątał, na swoje nieszczęście. Gdyby tego nie zrobił już dawno wyjechalibyśmy z kraju. Nie możemy, ze względu na tą pierdołę.-Tłumaczę. Łapie mnie za dłonie i patrzy mi głęboko w oczy.
-Możesz mi powiedzieć.- Szepcze.
-Nie chcę sprowadzać na ciebie śmiertelnego niebezpieczeństwa, Harry. Nie utrudniaj mi tego. Wystarczy, że muszę bronić Niall'a. -Odszeptuje.
-Jak chcesz.- Hazza opuszcza mój dom, a ja obserwuję go przez kamerę. I wtedy dzieję się to, czego tak się bałam. Zostaje zastrzelony.
Budzę się i gwałtownie nabieram powietrza. Patrzę pusto w przestrzeń. Niall także się budzi. Patrzę na zegarek. 5:20. Wstaję i ciepło się ubieram. Blondyn przygląda mi się z zainteresowaniem.
-Idziemy gdzieś?- Pyta. Posyłam mu gniewne spojrzenie.
-Ja idę. Do Tesco.- Odpowiadam spokojnie.
-I zostawisz mnie samego? A jak coś mi się stanie?- Wybucham w środku. Ogień niepokoju paraliżuje całe moje ciało.
-Ubieraj się. Wolę, żeby nikt nas nie zauważył.- Mówię cicho. Chłopak posłusznie wykonuje polecenie. Już 20 minut później jesteśmy w markecie. Pustki. Chodzimy cicho, biorąc różne składniki. Tzn. ja tylko rozglądam się w każdą możliwą stronę, a on gada i pakuje, co tylko się da.
Chodzimy już chyba dobre 20 minut. Nudzi mi się, ale nie przestaję być czujna. Kosz już jest prawie pełny, a on cały czas wrzuca coś nowego.
-Może już starczy? Mam złe przeczucia, Niall.- Szepczę. Blondyn patrzy na mnie i się uśmiecha.
-Nic się nie stanie, nie bój się.- Zapewnia. Znów piorunuję go wzrokiem. I w tym momencie moje obawy się przypuszczają. Słyszymy strzał. Pcham Horan'a od wózka.
-Chowaj się. - Mówię mu na ucho. Idę do wyjścia. Jeśli jest więcej niż jeden, nie dam rady, ale przy drzwiach widzę tylko jednego, uzbrojonego mężczyznę. Biorę rozbieg i lecę na niego tak, że zbijamy szybę i wylatujemy na zewnątrz. Chyba stracił przytomność. Sprawdzam puls, który jest bardzo słaby. Nie muszę go zabijać, wykrwawi się. Zabieram mu karabin i cicho wracam do środka. Okej, tego jeszcze nie było. Jestem tak zdecydowana, nie mam momentu zawahania. Teraz muszę znaleźć Niall'a i go wyprowadzić. To dzieje się zbyt szybko. Idę cicho i zauważam kasjerkę w kałuży krwi. Za dużo, by miała szanse przeżyć. Chodzę ostrożnie i cicho, wymierzając bronią w każdą możliwą stronę. I widzę go. Kuca, a przerażenie maluje się na całej jego twarzy. Zauważa mnie, a ja przykładam palec do ust. Nerwowo zerka w moją prawą stronę. Pokazuję tam palcem, a on ledwo zauważalnie porusza głową. Biorę rozbieg i robię wślizg. Celuję bronią w wyznaczoną stronę i, gdy tylko wyłaniam się zza półek, strzelam na oślep. Huk roznosi się po całym budynku. Uderzam w półkę, która chwieje się i przewraca. Koniec, myślę, ale nie. Zatrzymuje się kawałek nade mną.
-Wyłaź, nie jestem zbyt silny.- Sapie Niall, więc ja szybko wychodzę, a on puszcza. Ciężar spada, cholernie hałasując. Pierwsze co robię, to dopadam do chłopaka i go całuję. Nie mogę się powstrzymać. A jeśliby go zauważyli? Albo, gorzej! Nie mogę o tym myśleć. Odrywam się od niego i patrzę głęboko w jego błękitne tęczówki.
-Kocham cię.- Szepcze Niall. W moim gardle rośnie ogromna gula. Nie mogę powiedzieć, że ja go też. Nie jestem na to gotowa. Więc jedyne co odpowiadam, to :
-Wiem.- Jedno, zasrane, beznadziejne „wiem”! Urodziłam się kretynką. Jestem tak zahipnotyzowana jego oczami, że nawet nie słyszę huku wystrzału. Dopiero ból, który widzę w jego oczach przywraca mnie do rzeczywistości. Wpycham go do następnego przedziału, a ja wchodzę do poprzedniego. Znów czas przyśpiesza, po chwili stania w miejscu. Co robię? Biorę rozpęd i wywracam półkę. Moment zaskoczenia. Wylatuję jak torpeda i przewracam napastnika na podłogę. Przykładam mu lufę broni do czoła, siadając na nim okrakiem.
-Dlaczego?- Mój głos jest pełen rozpaczy. Zranili jego, ale to mi zadali największy ból.
-Mając jego, mamy ciebie. Mając ciebie, twojego tatę. I tak to idzie. Chyba proste, prawda?- Śmieje mi się w twarz. I teraz zaczynam rozumieć. Mnie dorwać byłoby ciężko, ale Niall'a nie. On jest najsłabszym ogniwem. On jest tym lontem, który doprowadzi do wybuchu. Uruchamia reakcję łańcuchową, która dla „tych złych” jest ważna. Widać mój ojciec jest w tym wszystkim kluczowy.
-Szczerze? I tak nie rozumiem, dlaczego my.- Mówię cicho, dokładnie przyglądając się podstarzałej twarzy mężczyzny.
-Twój tatuś jest bardzo blisko góry, która chce nas zlikwidować. Właściwie to on prowadzi tą akcje.
Tłumaczy znudzony. Irytuje mnie, a to nie jest dobre dla nikogo, zwłaszcza na przegranej pozycji.
-Ostatnie słowo?- Pytam, znudzona.
-Do zobaczenia w piekle, Aniołku.-Śmieje się. Nie wytrzymuję i strzelam. Krew pryska z rany, a po chwili tworzy sporą kałużę wokół jego głowy. Staram się uspokoić oddech. Przez chwilę patrzę w puste oczy mężczyzny. Powoli się podnoszę. Jak to jest, że bez zawahania zabijam człowieka? Bo zrobię wszystko, by bronić tych, których kocham. Idę w miejsce, z którego dochodzą jęki. Niall jest blady, jak kreda, a z rany na łydce sączy się krew. Jasne rurki są nią przesiąknięte. Podłoga jest nieźle brudna. Biegnę do działu higienicznego, po drodze wysyłając sygnał alarmowy. Wracam i rozcinam Horan'owi spodnie. Jak już to zrobię, ściągam pasek mi mocno zaciskam nad raną. Syczy z bólu. Rana nie jest wylotowa, co znaczy, że kula jest w środku. Popełniam błąd, ponieważ spoglądam mu w oczy. Na moment, ale to wystarczy,  żeby się zawahać. Mimo to działam dalej.
-Teraz uważnie słuchaj.- Nakazuję, drąc swoją bluzkę. Zwijam materiał i podaję blondynowi. Jest cały spocony. - Wsadź to do ust.- Zamieram na chwilę. Rozglądam się i podaję mu opakowanie z keczupem.
-Na 3 z całej siły gryź i ściskaj.- Sama nie jestem pewna, co robię. Kieruje mną jakiś dziwny impuls. Delikatnie całuje jego usta i kciukiem ocieram łzy. Boi się, ale ja chyba boję się bardziej. Jeden błąd i... Mimo wszystko, nie daję tego po sobie poznać. Biorę szczypce do ręki.
-Raz...- Zaczyna nerwowo oddychać.- Dwa...- Oboje napinamy mięśnie.- Trzy!- On krzyczy i ściska,a ja jednym zwinnym ruchem wyciągam kulę. Wszystko cichnie. Niall musiał stracić przytomność... Wyjmuję mu szmatkę z ust, żeby w razie co się nie udusił. Zdejmuję i drę bluzkę, żeby zrobić w miarę dobry opatrunek. Kończę i wsłuchuję się w jego ciężki oddech. Jestem cała we łzach i krwi. Wszędzie krew... Tylko to zajmuje moje myśli. Pocieram twarz brudnymi dłońmi, zapewne rozmazując rdzawy płyn. Płaczę z nadmiaru tego wszystkiego. I wtedy wkracza ekipa. Poruszają się szybko, wszystko czyszcząc. Zabierają mnie i Niall'a, ale... Czuję się, jakby ktoś zwolnił tempo. Z szaleńczej jazdy, nagle naciskamy ostry hamulec.

+ No wiec. Co do rozdziału : To wymyśliłam przed snem i od tego wzięło się całe opowiadanie. Nie wyszło, zdaję sobie sprawę. W 5 rozdziale nie będzie AKCJI. 5 będzie taki... Na wyjaśnienia, wspomnienia itp. Co znaczy, że nie będzie działo się nic szczególne ciekawego (dla osób które lubią akcję).
UWAGA. TWORZĘ ZAKŁADKĘ "PYTANIA" I JAK SAMA NAZWA WSKAZUJE, TAM BĘDZIECIE MOGLI ZADAWAĆ MI PYTANIA DOTYCZĄCE ROZDZIAŁÓW. Z chęcią też zdradzam niektóre szczegóły, żeby narobić wam smaczku :DD ZAPISUJCIE SIĘ TEŻ W ROZDZIALE INFORMOWANI TO BĘDĘ WAS INFORMOWAĆ NA BIEŻĄCO O WSZYSTKIM.
POJAWIŁA SIĘ BARDZO WAŻNA ANKIETA DOTYCZĄCA GŁÓWNEJ BOHATERKI.
To chyba na tyle. Dziękuję ! xx KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA.

8 komentarzy:

  1. *_* omniomniom! Czuję się jak bym ogladała jakiś film akcji xD gartukuję ^^ Życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski rozdział fantastyczny i że nikt się nie zorientował, że w Tesco taka zadyma ;D Czekam na kolejny www.diall-love-4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie drastyczne :3 Czekam na więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  4. uf goraca akcja ;D no no niezle ,oczywiscie swietny .! ^^ KatyK_LouT

    OdpowiedzUsuń
  5. hej przepraszam cię,że dopiero dzisiaj ale nie byłam na kompie długo ;p rozdział jak zwykle zajebisty :* ale biedny nialler ;( on na pewno cierpi xD xx Agatha

    OdpowiedzUsuń