czwartek, 28 lutego 2013

Nowy Czas - 3 (CAŁY)

-Może ci pomóc?- Spytał mały chłopczyk dziewczynki.
-Nie trzeba.- Odpowiedziała natychmiast i znów próbowała odepchnąć się od ziemi. Niestety, jej nóżki z huśtawki ledwo dosięgały trawnika. Nagle poczuła, jak ktoś pcha huśtawkę. Odwróciła głowę i słodko uśmiechnęła się do chłopca, który jej pomógł.
Po kilku minutach zeszła i stanęła naprzeciw blondynowi. Słońce przedzierało się przez zielone liście drzew i idealnie oświetlało jej twarz, a blond włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Nie jesteś taki, jak inni chłopcy.- Powiedziała słodkim głosem, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła, a przecież zazwyczaj trzymała dystans.
-Dziękuję.- Szepnęła. Później na zmianę huśtali się i bawili razem, spędzając jeden z najlepszych dni swojego dzieciństwa.

Siedzę na brudnej, betonowej podłodze i staram się nie myśleć o bólu. Moje myśli są rozbiegane w każdą stronę, byleby tylko zająć czymś umysł. Ile czasu tu spędzę? Ktoś przyjdzie?
Zaczynam rozglądać się po pomieszczeniu. Włączam telefon i używam go jako światła. Nie, zadzwonić nie mogę, ponieważ nie ma zasięgu. Świecę w każde możliwe miejsce, ale nie ma tu nic ciekawego. Żadnych skrytek, nic.
Znów wstaję przy pomocy metalowej półki. Jest dość wysoka. Inaczej – wystarczająco wysoka. Sprawdzam, czy da radę utrzymać mój ciężar. Na szczęście jest stabilna. Przesuwam ją pod dziurę w drewnianej podłodze, spowodowanej moim upadkiem. Wchodzę jedną nogą, jak na stopień, ale zapominam o jednym. Co ze złamaną nogą?
Podciągam się rękoma i staję zdrową. Powtarzam tak kilka razy, aż jestem na górze. Ramiona i głowa wystają ponad złamane deski, a ja uśmiecham się sama do siebie. Chwytam się desek i odpycham nogą, a półka upada. Całą siłą się wciągam. Będąc już na górze, kładę się na ziemi i głęboko oddycham.
-Halo?- Odbieram telefon, który właśnie zaczął wibrować w mojej kieszeni.
-Irlandia! -Słyszę krzyk wprost do mojego ucha. Zamykam oczy.
-Szybcy są.- Mówię bardziej do siebie, niż do niego.
-Po co tam pojechałaś? Harry chciał cię jutro na wywiadzie...- Zaczął gniewnie, ale skończył z lekkim rozczarowaniem.
-Złamałam nogę, nie będę mogła.- Odpowiadam i po chwili karcę samą siebie za to, co wyszło z moich ust.
-ŻE CO ZROBIŁAŚ?!- Znów krzyczy, a ja zdycham i pocieram czoło.
-No szłam... I podłoga się zarwała... Wpadłam do piwnicy i złamałam nogę.- Tłumaczę spokojnie. Z jednej strony mnie to irytuje, a z drugiej bawi. Tylko dlaczego?
-Jesteś w piwnicy ze złamaną nogą?! - Okej, już wiem, dlaczego to mnie śmieszy.
-Nie, już wyszłam. - Z trudem powstrzymuję śmiech,
-Kiedy wracasz?- Tym razem jest spokojny, ale wiem, że to tylko pozory.
-Jak wszystko sprawdzę. Czyli jutro pewnie wylecę z Irlandii, ale nie wrócę do Londynu tak szybko.
-No nie rób sobie jaj. Jesteś dziewczyną Harry'ego Styles'a! Musisz się z nim gdzieś pokazać.- W jego głosie słychać irytację.
-Oj przyznaj się. Już chcesz powtórzyć naszą zabawę... - Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. No cóż, lubię się z nim droczyć.- Jestem pewna, że właśnie wyglądasz, jak dorodny buraczek.
-Wcale nie !- I to wystarczy, żeby mieć pewność, że moja słowa są trafne.
-Dobra, kotek, muszę kończyć. Pa.- Nie czekając na reakcję rozłączam się. Z trudem wstaję i pokonuję wielką dziurę, a następnie wchodzę ostrożnie po schodach. Będąc już na górze dokładnie sprawdzam każdy kont w pokoju. Nie znajduję nic nadzwyczajnego, więc siadam na podłodze.

-Jestem zmęczona. Tak cholernie zmęczona życiem i cierpieniem. Nie potrafię tak dłużej. Nie umiem się cieszyć, podczas gdy ktoś na świecie umiera. Nie rozumiesz? Nie mogę ci pomóc. Sama uciekłam.

Patrzę głucho w przestrzeń i zastanawiam się, kto to powiedział ? Głos wydaje się znajomy, ale jest zniekształcony, cichy i dochodzi z oddala. Zaczynam nerwowo ciągnąć deski, aż jedna puszcza. Pod nią znajduje się mały, metalowy schowek, a w środku srebrny dyktafon. Biorę dość zniszczone urządzenie do rąk i odtwarzam, raz za razem. Nic więcej, oprócz tych kilku zdań, nie jest nagrane.
Wsłuchuję się dokładnie w każdą literę, rozpoznając głos matki. Jeszcze raz zaglądam do małego schowka i zauważam pożółkłą kartkę. Wyciągam i ostrożnie odwijam.
Lotnisko w NY. Skrytka 1769”
Litery, choć w słabym świetle, zdają się razić. W moich oczach zbierają się łzy. Cały ten czas... Rozwiązanie było tak blisko, a za razem tak daleko. Przecież to tylko wskazówka. Nadzieja, na skrawku papieru.
~*~
Będąc w Nowym Yorku, z nogą w gipsie czułam się dość niezręcznie. Kilka godzin szukałam skrytki, której nie było.
-Przepraszam, gdzie mniej więcej znajdę skrytkę numer 769? - Pytam jakiegoś ochroniarza. Ten patrzy na mnie, jak na psychiczną.
-Nie ma takiej skrytki.- Odpowiada i odchodzi. Stoję na środku korytarza, nie mogąc nawet mrugnąć. Chcę krzyknąć za mężczyzną. Dowiedzieć się. Zrozumieć.
Powoli ruszam i dokładnie przyglądam się każdej skrytce. Niestety, między 770 a 768 nie ma żadnej. Jakby w ogóle nigdy nie została zrobiona.
Siadam i zaczynam ciężko oddychać. Szansa. To była moja szansa, aby ją znaleźć. Moja szansa, by po latach odzyskać rzekomo martwą matkę. Jedyna okazja... A jeden moment zniszczył nadzieję, jak wiadro wody wylane na płomyk świeczki. Ledwo zdążyła się we mnie narodzić, a już kilka chwil później ją straciłam.
Czy kiedykolwiek odnajdę Isabel ? Czy sprawię, by wszyscy, których kocham byli bezpieczni ? Czy nie będę musiała ranić osób na których mi zależy tylko dlatego, by mogli żyć?
Nie być tym, kim jestem... Mieć przyjaciół, rodzinę, pracę. Kochać i być kochaną.
W pewnym momencie łzy same wylatują spod moich zmęczonych powiek. Podnoszę się i kupuję bilet na najbliższy lot do Londynu. Nic tutaj po mnie.
~*~
Delikatnie pukam w drzwi z ciemnego dębu. Delikatnie, lecz raz po raz.
-Jest 3 w nocy, kto do cholery...- Harry zacina się na moment i uważnie mi się przygląda.- Angie?
Widać, że jest bardzo zaskoczony zaistniałą sytuacją.
-Nie, mikołaj. - Mówię i przepycham się obok niego do przestronnego mieszkania.
-Pozwolisz, że usiądę. - Oznajmiam, a następnie opadam na szarą kanapę. Styles stoi opierając się o framugę i uważnie mi się przygląda.
-Dla mojej dziewczyny wszystko.- Prycha, zakładając ręce na piersi.
-Hmm... Angela Styles. Fajnie brzmi. - Mówię, udając zamyślenie. Zerkam ukradkiem na chłopaka i widzę zakłopotanie pomieszane z irytacją.
-Gdzie śpię? - Pytam, z lekkim trudem podnosząc się z kanapy. Jakby dopiero w tym momencie Curly zauważa gips i postanawia mi pomóc. Prowadzi mnie po schodach na górę a następnie do 2 drzwi z prawej strony.
-Rozgość się. - Oznajmia oschle, gdy otwieram drzwi sypialni. Odwracam głowę w jego stronę i słodko się uśmiecham.
-Dziękuję, Hazz.- Mówię uroczym głosikiem. Styles głośno wzdycha.
-Wredną mam dziewczynę.- Dodaje na odchodne, wchodząc do swojej sypialni. Zapalam światło w małym pokoju. Patrzę na idealnie zaścielone łóżko i na chwilę mam ochotę się na nim położyć... Niestety, nie przyszłam tu, by spać. Rozmowa z którymś z chłopaków też nie wchodzi w grę, ponieważ śpią.
Siadam na łóżku i liczę oddechy. Czego oczekiwałam przychodząc tu? Spokoju. Nikomu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę mrugnąć, gdy ktoś spyta o moją matkę. Znów wredna i zimna, nie wyrażająca żadnych emocji. Przychodząca tylko po swoje. Żadnego współczucia.
Kładę się i powoli zasypiam, nie mając już siły na walkę. Każdy czasem bywa zmęczony. Czy to bokser, biegacz, gimnastyk czy pies. Wszyscy potrzebują odpoczynku. Choćby chwili, która mogłaby ocalić nawet nasze życie. Jestem zmęczona. Isabel miała rację. Obie jesteśmy tym wszystkim zmęczone. Cierpieniem... Ja także muszę odpocząć. Tak, czy inaczej. Znaleźć spokój na chwilę ukojenia, która może być kluczowa w tym wszystkim.
Zasypiam, a przed moimi oczami przewijają się wszystkie najlepsze wspomnienia. Z rodziną, Niallem, a nawet wrogami, którzy niegdyś byli przyjaciółmi.
Ten świat pochłania mnie, jak morze. Zabiera, jak fala podczas sztormu, a ja nie mam sił, by starać się uratować. Zanikam, aż w końcu staję się tylko szarą częścią wszechświata, nic nie znaczącą dla żyjących. Jestem- lecz moja dusza jest wypalona.
Zostało tylko ciało i wieczny ból....

+Ode  mnie tylko tyle, że końcówka jest równoznaczna z moim nastrojem. Wyszedł beznadziejny.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam to opowiadanie! <3 mam nadzieje ze nie skonczylas pisac? Bedzie dalej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się cieszę,że jednak dodałaś coś nowego *.* widac moja "przemowa" nie poszła na marne xDD a rozdział wcale nie jest beznadziejny jest ciekawy ;pp pisz dalej! xx Agatha

    OdpowiedzUsuń
  3. Ouuu coś nowego :D Jak zwykle swietne :3 Mam nadzieję, że niedługo pojawi się następny. Życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. HUAHUAHAUHAUA JA ZŁA XD Zostałaś nominowana przeze mnie do Libster Award. Więcej informacji tu: http://every-time-i-close-my-eyes-paradise.blogspot.com/p/liebster-award.html
    (Jeżeli nie bierzesz w tym udziału, przepraszam za spam)

    OdpowiedzUsuń