-Może ci pomóc?-
Spytał mały chłopczyk dziewczynki.
-Nie trzeba.-
Odpowiedziała natychmiast i znów próbowała odepchnąć się od
ziemi. Niestety, jej nóżki z huśtawki ledwo dosięgały trawnika.
Nagle poczuła, jak ktoś pcha huśtawkę. Odwróciła głowę i
słodko uśmiechnęła się do chłopca, który jej pomógł.
Po kilku minutach
zeszła i stanęła naprzeciw blondynowi. Słońce przedzierało się
przez zielone liście drzew i idealnie oświetlało jej twarz, a
blond włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Nie jesteś taki, jak
inni chłopcy.- Powiedziała słodkim głosem, a uśmiech nie
schodził jej z twarzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła, a
przecież zazwyczaj trzymała dystans.
-Dziękuję.- Szepnęła.
Później na zmianę huśtali się i bawili razem, spędzając jeden
z najlepszych dni swojego dzieciństwa.
Siedzę
na brudnej, betonowej podłodze i staram się nie myśleć o bólu.
Moje myśli są rozbiegane w każdą stronę, byleby tylko zająć
czymś umysł. Ile czasu tu spędzę? Ktoś przyjdzie?
Zaczynam
rozglądać się po pomieszczeniu. Włączam telefon i używam go
jako światła. Nie, zadzwonić nie mogę, ponieważ nie ma zasięgu.
Świecę w każde możliwe miejsce, ale nie ma tu nic ciekawego.
Żadnych skrytek, nic.
Znów
wstaję przy pomocy metalowej półki. Jest dość wysoka. Inaczej –
wystarczająco wysoka.
Sprawdzam, czy da radę utrzymać mój ciężar. Na szczęście jest
stabilna. Przesuwam ją pod dziurę w drewnianej podłodze,
spowodowanej moim upadkiem. Wchodzę jedną nogą, jak na stopień,
ale zapominam o jednym. Co ze złamaną nogą?
Podciągam się rękoma i staję zdrową. Powtarzam tak
kilka razy, aż jestem na górze. Ramiona i głowa wystają ponad
złamane deski, a ja uśmiecham się sama do siebie. Chwytam się
desek i odpycham nogą, a półka upada. Całą siłą się wciągam.
Będąc już na górze, kładę się na ziemi i głęboko oddycham.
-Halo?- Odbieram telefon, który właśnie zaczął
wibrować w mojej kieszeni.
-Irlandia! -Słyszę krzyk wprost do mojego ucha.
Zamykam oczy.
-Szybcy są.- Mówię bardziej do siebie, niż do niego.
-Po co tam pojechałaś? Harry chciał cię jutro na
wywiadzie...- Zaczął gniewnie, ale skończył z lekkim
rozczarowaniem.
-Złamałam nogę, nie będę mogła.- Odpowiadam i po
chwili karcę samą siebie za to, co wyszło z moich ust.
-ŻE CO ZROBIŁAŚ?!- Znów krzyczy, a ja zdycham i
pocieram czoło.
-No szłam... I podłoga się zarwała... Wpadłam do
piwnicy i złamałam nogę.- Tłumaczę spokojnie. Z jednej strony
mnie to irytuje, a z drugiej bawi. Tylko dlaczego?
-Jesteś w piwnicy ze złamaną nogą?! - Okej, już
wiem, dlaczego to mnie śmieszy.
-Nie, już wyszłam. - Z trudem powstrzymuję śmiech,
-Kiedy wracasz?- Tym razem jest spokojny, ale wiem, że
to tylko pozory.
-Jak wszystko sprawdzę. Czyli jutro pewnie wylecę z
Irlandii, ale nie wrócę do Londynu tak szybko.
-No nie rób sobie jaj. Jesteś dziewczyną Harry'ego
Styles'a! Musisz się z nim gdzieś pokazać.- W jego głosie słychać
irytację.
-Oj przyznaj się. Już chcesz powtórzyć naszą
zabawę... - Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. No cóż, lubię
się z nim droczyć.- Jestem pewna, że właśnie wyglądasz, jak
dorodny buraczek.
-Wcale nie !- I to wystarczy, żeby mieć pewność, że
moja słowa są trafne.
-Dobra, kotek, muszę kończyć. Pa.- Nie czekając na
reakcję rozłączam się. Z trudem wstaję i pokonuję wielką
dziurę, a następnie wchodzę ostrożnie po schodach. Będąc już
na górze dokładnie sprawdzam każdy kont w pokoju. Nie znajduję
nic nadzwyczajnego, więc siadam na podłodze.
-Jestem
zmęczona. Tak cholernie zmęczona życiem i cierpieniem. Nie
potrafię tak dłużej. Nie umiem się cieszyć, podczas gdy ktoś
na świecie umiera. Nie rozumiesz? Nie mogę ci pomóc. Sama
uciekłam.
Patrzę głucho w przestrzeń i zastanawiam się, kto to
powiedział ? Głos wydaje się znajomy, ale jest zniekształcony,
cichy i dochodzi z oddala. Zaczynam nerwowo ciągnąć deski, aż
jedna puszcza. Pod nią znajduje się mały, metalowy schowek, a w
środku srebrny dyktafon. Biorę dość zniszczone urządzenie do rąk
i odtwarzam, raz za razem. Nic więcej, oprócz tych kilku zdań, nie
jest nagrane.
Wsłuchuję się dokładnie w każdą literę,
rozpoznając głos matki. Jeszcze raz zaglądam do małego schowka i
zauważam pożółkłą kartkę. Wyciągam i ostrożnie odwijam.
„Lotnisko w NY. Skrytka 1769”
Litery, choć w słabym świetle, zdają się razić. W
moich oczach zbierają się łzy. Cały ten czas... Rozwiązanie było
tak blisko, a za razem tak daleko. Przecież to tylko wskazówka.
Nadzieja, na skrawku papieru.
~*~
Będąc w Nowym Yorku, z nogą w gipsie czułam się
dość niezręcznie. Kilka godzin szukałam skrytki, której nie
było.
-Przepraszam, gdzie mniej więcej znajdę skrytkę numer
769? - Pytam jakiegoś ochroniarza. Ten patrzy na mnie, jak na
psychiczną.
-Nie ma takiej skrytki.- Odpowiada i odchodzi. Stoję na
środku korytarza, nie mogąc nawet mrugnąć. Chcę krzyknąć za
mężczyzną. Dowiedzieć się. Zrozumieć.
Powoli ruszam i dokładnie przyglądam się każdej
skrytce. Niestety, między 770 a 768 nie ma żadnej. Jakby w ogóle
nigdy nie została zrobiona.
Siadam i zaczynam ciężko oddychać. Szansa. To była
moja szansa, aby ją znaleźć. Moja szansa, by po latach odzyskać
rzekomo martwą matkę. Jedyna okazja... A jeden moment zniszczył
nadzieję, jak wiadro wody wylane na płomyk świeczki. Ledwo zdążyła
się we mnie narodzić, a już kilka chwil później ją straciłam.
Czy kiedykolwiek odnajdę Isabel ? Czy sprawię, by
wszyscy, których kocham byli bezpieczni ? Czy nie będę musiała
ranić osób na których mi zależy tylko dlatego, by mogli żyć?
Nie być tym, kim jestem... Mieć przyjaciół, rodzinę,
pracę. Kochać i być kochaną.
W pewnym momencie łzy same wylatują spod moich
zmęczonych powiek. Podnoszę się i kupuję bilet na najbliższy lot
do Londynu. Nic tutaj po mnie.
~*~
Delikatnie pukam w drzwi z ciemnego dębu. Delikatnie,
lecz raz po raz.
-Jest 3 w nocy, kto do cholery...- Harry zacina się na
moment i uważnie mi się przygląda.- Angie?
Widać, że jest bardzo zaskoczony zaistniałą
sytuacją.
-Nie, mikołaj. - Mówię i przepycham się obok niego
do przestronnego mieszkania.
-Pozwolisz, że usiądę. - Oznajmiam, a następnie
opadam na szarą kanapę. Styles stoi opierając się o framugę i
uważnie mi się przygląda.
-Dla mojej dziewczyny wszystko.- Prycha, zakładając
ręce na piersi.
-Hmm... Angela Styles. Fajnie brzmi. - Mówię, udając
zamyślenie. Zerkam ukradkiem na chłopaka i widzę zakłopotanie
pomieszane z irytacją.
-Gdzie śpię? - Pytam, z lekkim trudem podnosząc się
z kanapy. Jakby dopiero w tym momencie Curly zauważa gips i
postanawia mi pomóc. Prowadzi mnie po schodach na górę a następnie
do 2 drzwi z prawej strony.
-Rozgość się. - Oznajmia oschle, gdy otwieram drzwi
sypialni. Odwracam głowę w jego stronę i słodko się uśmiecham.
-Dziękuję, Hazz.- Mówię uroczym głosikiem. Styles
głośno wzdycha.
-Wredną mam dziewczynę.- Dodaje na odchodne, wchodząc
do swojej sypialni. Zapalam światło w małym pokoju. Patrzę na
idealnie zaścielone łóżko i na chwilę mam ochotę się na nim
położyć... Niestety, nie przyszłam tu, by spać. Rozmowa z
którymś z chłopaków też nie wchodzi w grę, ponieważ śpią.
Siadam na łóżku i liczę oddechy. Czego oczekiwałam
przychodząc tu? Spokoju. Nikomu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę
mrugnąć, gdy ktoś spyta o moją matkę. Znów wredna i zimna, nie
wyrażająca żadnych emocji. Przychodząca tylko po swoje. Żadnego
współczucia.
Kładę się i powoli zasypiam, nie mając już siły na
walkę. Każdy czasem bywa zmęczony. Czy to bokser, biegacz,
gimnastyk czy pies. Wszyscy potrzebują odpoczynku. Choćby chwili,
która mogłaby ocalić nawet nasze życie. Jestem zmęczona. Isabel
miała rację. Obie jesteśmy tym wszystkim zmęczone. Cierpieniem...
Ja także muszę odpocząć. Tak, czy inaczej. Znaleźć spokój na
chwilę ukojenia, która może być kluczowa w tym wszystkim.
Zasypiam, a przed moimi oczami przewijają się
wszystkie najlepsze wspomnienia. Z rodziną, Niallem, a nawet
wrogami, którzy niegdyś byli przyjaciółmi.
Ten świat pochłania mnie, jak morze. Zabiera, jak fala
podczas sztormu, a ja nie mam sił, by starać się uratować.
Zanikam, aż w końcu staję się tylko szarą częścią
wszechświata, nic nie znaczącą dla żyjących. Jestem- lecz moja
dusza jest wypalona.
Zostało tylko ciało i wieczny ból....
+Ode mnie tylko tyle, że końcówka jest równoznaczna z moim nastrojem. Wyszedł beznadziejny.
Uwielbiam to opowiadanie! <3 mam nadzieje ze nie skonczylas pisac? Bedzie dalej?
OdpowiedzUsuńTak się cieszę,że jednak dodałaś coś nowego *.* widac moja "przemowa" nie poszła na marne xDD a rozdział wcale nie jest beznadziejny jest ciekawy ;pp pisz dalej! xx Agatha
OdpowiedzUsuńOuuu coś nowego :D Jak zwykle swietne :3 Mam nadzieję, że niedługo pojawi się następny. Życzę weny xx
OdpowiedzUsuńHUAHUAHAUHAUA JA ZŁA XD Zostałaś nominowana przeze mnie do Libster Award. Więcej informacji tu: http://every-time-i-close-my-eyes-paradise.blogspot.com/p/liebster-award.html
OdpowiedzUsuń(Jeżeli nie bierzesz w tym udziału, przepraszam za spam)