Budzę się i najpierw wyplątuję z
silnych objęć blondyna, a następnie sprawdzam godzinę. Jest wpół
do 10. Idę do łazienki i biorę szybki prysznic. Schodzę na dół
i robię naleśniki. Gdy chyba już usmażę tonę, przyozdabiam
owocami i bitą śmietaną. Największa porcja jest dla Niall'a i
dokładnie na niej piszę : Nie myśl, że Ci wybaczyłam. Uśmiecham
się do siebie i naciskam guzik przy kuchence. Włącza on nieznośny
dźwięk w każdym pokoju, przez co wszyscy się obudzą. Już chwilę
później widzę ich niezadowolone miny w kuchni, ale po zobaczeniu
śniadania się uśmiechają. Stawiam przed Horan'em jego porcję.
Trochę się dziwi, ale bierze do jedzenia niemal natychmiast. Harry
za to nie rusza nic ze swojego talerza i uważnie na mnie patrzy.
-A ty nie jesz?- Pyta, unosząc brwi.
-Już jadłam.- To kłamstwo akurat
przychodzi mi najłatwiej.
-Kłamiesz.- Mówi Niall. Wszyscy na
niego patrzą. Znów złe posunięcie, blondasku.
-Niby dlaczego tak uważasz?- Prycham.
-Bo miałaś anoreksję i nie lubiłaś
jeść. To się raczej nie zmieniło. Teraz twojego taty nie będzie
tydzień, więc może zjesz jedną małą kanapkę, jeśli dobrze
pójdzie.- Odpowiada spokojnie. Za daleko się zapuszcza... To nie
jego sprawa.
-Angie... Zjedz coś...- Prosi Liam.
Zabijam Horan'a wzrokiem.
-Właśnie. Wczoraj też nic nie
jadłaś.- Przyznaje Louis. Ale oni są kuźwa spostrzegawczy...
-No i co, w związku z tym? Nie jestem
głodna.- Zaciskam dłonie w pięści. Jeszcze chwila, a wybuchnę.
Wychodzę z kuchni i schodami schodzę do piwnicy. Zapalam światło
i zaczynam bić worek treningowy. Tata kupił mi go, żebym
wyładowywała złość w inny sposób, niż niszczenie sprzętu
domowego. Uderzam pięściami z całej siły, aż kostki robią się
czerwone. Po około 10 minutach się uspokajam i zauważam, że Niall
przyglądał się całej sytuacji.
-Gdzie jest stara Angela? Pogodna
dziewczyna, która nie musi wyładowywać złości na worku
bokserskim?- Pyta cicho i podchodzi do mnie.
-Odeszła, razem z mamą.- Odpowiadam
spokojnie. Chwilowo mnie nie irytuje. Podchodzi do mnie i mnie
przytula. Tak naturalnie, jak robił to zawsze. Tak, jak mój
przyjaciel, który dawno odszedł.
-Próbowałem cię znaleźć, ale nie
dałem rady.- Szepcze mi do ucha. Ściskam go tak mocno, że brakuje
mu powietrza. Puszczam go i idę na górę.
-To za ile ta próba?- Pytam Hazzy. On
spanikowany na mnie patrzy.
-Pół godziny, a nie mamy transportu!
- Krzyczy.
-Uspokój się, mam Jeepa...- Wzdycham
i kręcę głową. Rzucam mu kluczyki, a on z wdzięcznością się
uśmiecha.- 5 minut.- Mówię i biegnę na górę. Zakładam rurki w
czarno-czerwoną kratę, czarne converse i czerwoną bokserkę. Na to
czarną, skórzaną kurtkę z ćwiekami. Maluję rzęsy i zbiegam na
dół, gdzie wszyscy na mnie czekają. Zayn na mój widok gwiżdże,
więc Harry szybko do mnie dochodzi i przeciągle całuje.
-Nie chcę przeszkadzać, ale... Próbę
mamy ! - Krzyczy wściekle Louis, na co ja się śmieję. Wsiadamy do
samochodu. Styles prowadzi, a ja siedzę obok z przodu. Reszta
zajmuje miejsce z tyłu i jedziemy. Kilka minut później jesteśmy
na miejscu. Widzę tłum wrzeszczących fanek i mam ochotę wrócić
do domu. Harry otwiera mi drzwi a następnie splata swoje palce z
moimi. Nie ma to jak publiczne pokazywanie się z gwiazdą. Następnym
razem założę szpilki. Cały zespół uśmiecha się i wdzięcznie
macha do dziewczyn, więc ja też staram się uśmiechać. Ciekawe,
co sobie teraz o mnie myśli Maggie? Choć chyba naprawdę mnie to
nie obchodzi. Cmokam bruneta w policzek, żeby zaznaczyć, że teraz
jest mój. Wchodzimy do budynku. Zajmuję miejsce w pierwszym
rzędzie obok jakiejś brunetki, a chłopcy idą się szykować.
Próba otwarta, jak się dowiedziałam.
-Fanka?- Pyta dziewczyna.
-Nie, osoba towarzysząca Harry'emu,
jeśli można to tak nazwać, a ty?- Mówię od niechcenia. Brunetka
się uśmiecha.
-Jestem Eleanor, dziewczyn Louis'a, a
za chwilę przyjdą Danielle, czyli dziewczyna Liam'a i Perrie, czyli
dziewczyna Zayn'a.- Odpowiada. Sympatyczna. Nie lubię takich.
-Angela, Angie. Jak kto woli.-
Przytulam ją delikatnie. Po chwili dochodzą do nas dwie dziewczyny,
z którymi także się witam. Następnie ochroniarz wpuszcza fanki i
każe im zająć miejsca od 3 rzędu. Jestem VIP-em normalnie.
Chłopcy wyszli na scenę. Najpierw jeden utwór i 2 pytania.
Następny i znowu dwa pytania. Jakoś nie słucham, tylko... Trochę
przysypiam.
-Czy szatynka jest twoją dziewczyną,
Harry?- Pyta jakaś dziewczyna. Odwracam się w stronę tej około 14
letniej, małej, upierdliwej, brzydkiej mendy i piorunuję ją
wzrokiem.
-Właściwie, to... Nie spytałem jej o
to.- Odpowiada niepewnie.- Więc. Angie, będziesz ze mną chodzić?
- Harry wbija we mnie swoje zielone tęczówki.
-A gdzie? Do sklepu po bułki?- Wszyscy
się śmieją, a Hazza robi zakłopotaną minę. Idę do niego i
wchodzę na scenę. Łączę nasze usta w długim i namiętnym
pocałunki. Słyszę brawa, ale też jęki niezadowolenia.
-Nie za szybko?- Pytam go na ucho. On
kręci przecząco głową, więc tylko się uśmiecham i wracam na
miejsce. Rozsiadam się wygodnie na fotelu. Każda z dziewczyn mi
gratuluje i życzy szczęścia, oraz wytrwałości. Mówią, jakie to
hejty potrafią być niemiłe i upierdliwe. Dziękuję im i każdą
przytulam. Skoro jestem dziewczyną Hazzy, to znaczy, że pewnie z
nimi też często będę spędzać czas. Wszystkie są miłe i
serdeczne. Trudno mi będzie się z nimi dogadać, ale co poradzić?
Reszta próby przebiega bez zbędnych niespodzianek. Żegnam się z
chłopakami i idę do samochodu, przy którym dopada mnie Niall.
-Mogę zamieszkać u ciebie?- Robię
krzywą minę i patrzę na niego, jak na kosmitę.
-Dlaczego?- Pytam.
-Bo mam remont w domu i pomyślałem...
No i też chciałem... No bo...- Wzdycham i wsiadam do samochodu.
-Wsiadaj kretynie.- Mówię przez
otwarte okno.- Najpierw do ciebie po ciuchy? - Pytam, a on kiwa
głową. Jadę pod wyznaczony adres. Czekam około 15 minut, aż w
końcu wraca z wielką walizką. Jakby miał u mnie mieszkać
miesiąc. Pakuje walizkę i siebie do samochodu. Całą drogę
jedziemy w ciszy. Gdy jesteśmy w domu, każę zająć mu którąś
sypialnię. Po kilku minutach siedzi na krześle obok mnie w kuchni.
-Wiem, że nie masz remontu. Wiem, że
chcesz mnie pilnować, żebym jadła, bo nie ma taty. Nie jestem aż
tak głupia.- Mówię cicho, nawet na niego nie patrząc.
-Więc na kolację Spaghetti ! -
Wydziera się. Biega po kuchni i wybiera składniki.
-Wino też?- Pytam.- A i zrób więcej,
Harry przychodzi.- Mówię.
-Wiem. Wino też. I przychodzi Zayn z
Pezz. -Dodaje. Patrzę na niego, jak na chorego psychicznie.
-Wydawało mi się, że to mój dom.-
Mówię sama do siebie i kręcę głową. Moja nienawiść jakby...
Wyparowała. Może to dzięki Harry'emu? Albo dzięki temu, co Niall
wczoraj powiedział. Choć może nigdy naprawdę go nie
nienawidziłam? Nakrywam do stołu. Kieliszki, talerze, sztućce.
Wino wsadzam do specjalnego wiaderka z lodem. Idę na górę.
Zakładam czarne szpilki z ćwiekami oraz krótką, błyszczącą,
czarną sukienkę. Sięga do połowy ud. Jest wiązana na szyi.
Schodzę na dół, gdzie Niall pichci w najlepsze.
-Zawiążesz mi?- Pytam.
-Jasne.- Przerywa i dochodzi do mnie.
Jego delikatne dłonie muskają skórę na karku, przez co przechodzi
mnie dreszcz.
-Nadal to masz.- Zdumiewa się. Odwraca
ku sobie naszyjnik z napisem „friends 4ever”. Lekko się
rumienię. Tak, nadal mam to, co dał mi, gdy mieliśmy po 12 lat.
Wyjmuje coś z kieszeni i pokazuje mi drugą połowę serca z takim
samym napisem. W tym momencie mam ochotę się rozkleić. Rzucić mu
w ramiona i wypłakać. Powiedzieć, jak bardzo mi go brakowało. Ale
nie mogę, nie jestem taka.
-Ty też.- Uśmiecham się. Dokładnie
mi się przygląda.
-Mimo to nadal mi nie wybaczyłaś,
prawda?- Pyta cicho.
-Nie, Niall. To byłoby zbyt proste.-
Odpowiadam. Kończy wiązać kokardkę i wraca do gotowania. Ja idę
otworzyć drzwi, bo właśnie zadzwonił dzwonek. Witam się z
Zayn'em i Perrie, a na końcu z Harry'm. Długo i namiętnie, choć...
Nie mam na to ochoty. Wręcza mi bukiet czerwonych róż, a ja
wstawiam je do wazonu. Prowadzę wszystkich do kuchni, gdzie porcje
czekają już na talerzach. Niall wita się z przyjaciółmi i
siadamy do stołu. Panuje miła atmosfera i nawet ja nie mam ochoty
na kąśliwe uwagi. Jest zabawnie i sympatycznie. Jemy i pijemy wino.
-Jeśli chcecie, możecie tu nocować.-
Mówię do gości. Chwilę ich namawiam, sama dziwiąc się swoją
gościnnością. Ostatecznie się zgadzają. Idziemy do salonu, gdzie
oglądamy komedię romantyczną. Ja i Pezz bawimy się w najlepsze,
prawie każdego bohatera obgadując. Myliłam się, może jednak ich
polubię? Wrócił Niall i wraca stara Angie... To mnie przerasta.
Pijemy Whisky i piwo, a później gramy w butelkę. Tylko na pytania.
W końcu zakręcił Harry (nieźle wstawiony, oczywiście) i wypadło
na mnie. Wzdycham i czekam, aż zada pytanie. Zastanawia się.
-Pocałuj mnie.- Mówi w końcu.
-Harry... NA PYTANIA GRAMY.-
Przypominam.
-Ah, no tak! - Puka się w czoło.-
Całowałaś się kiedyś z Niall'em?- Oboje z blondynem wymieniamy
porozumiewawcze spojrzenia.
-Kiedyś... Jak się żegnaliśmy w
Irlandii.- Nie mówię całej prawdy, ale taż nie kłamię. Po tym
pytaniu kończymy zabawę i idziemy do sypialni. Harry wchodzi do
mojej.
-Mogę spać z tobą, prawda?- Pyta i
delikatnie mnie całuje. Kiwam głową. Chcę iść do łazienki, ale
mnie zatrzymuje. Jednym zwinnym ruchem ściąga mi sukienkę i cicho
gwiżdże, na widok mojej koronkowej bielizny. Wzdycham i podnoszę
sukienkę z podłogi. Składam ją i kładę na krześle.
-Nie wstydzisz się? - Pyta Hazza, gdy
się prostuję. No właśnie, przed chwilą byłam wypięta w jego
stronę.
-Czego? W końcu jesteś moim
chłopakiem. Pobędziemy razem dłużej to pewnie zobaczysz mnie bez
bielizny.- Mówię z rezygnacją. Biorę piżamę i idę do łazienki.
Szybki, letni prysznic. Wracam przebrana do pokoju. Styles jest tylko
w bokserkach i siedzi na łóżku.
-Mogę spać nago?- Pyta. Marszczę
brwi.
-Jeśli musisz... Ale najpierw się
umyj. - Klaszczę, więc światło gaśnie. Po kilku minutach wraca
loczek. Kładzie się koło mnie i... Boże, on naprawdę jest nagi!
Czuję to, czego raczej czuć nie powinnam. Chce mi się śmiać z
samej siebie. Nigdy nie byłam w związku. Zawsze wykorzystywałam
chłopaka tak, że najpierw pocałunek, a później on się rozbiera
i... Ja się zmywam. Wredna Angie, wiem. Nagle sobie przypominam, że
nie zamknęłam drzwi. Harry już smacznie śpi, więc wyplątuję
się z jego objęć. Na dole słyszę dźwięk. Pamiętam, co mówił
tata. Szuflada. Ostrożnie ją otwieram i wyciągam tzw. „tajną
zawartość'', jaką jest czarny, ciężki pistolet o kalibrze 40. Ma
pełen magazynek. Staram się cicho odbezpieczyć broń i nawet mi
się udaje. Skradam się na dół i dokładnie sprawdzam każde
pomieszczenie. Wiem, że muszę być ostrożna. Wchodzę do salonu i
widzę postać przy oknie. Nie daj się zaskoczyć. Przesuwam się
tak, żeby nie dopadł mnie nikt od tyłu.
-Ręce do góry i w moją stronę.-
Warczę. Postać obraca się, ale jest zbyt ciemno, bym widziała
twarz.- Klaśnij.- Nakazuję, ale nic się nie dzieje.- Klaśnij,
kurwa mać!- Krzyczę, a osoba klaszcze. Facet ma przy pasie broń i
2 granaty.
-Dziewczynka z pistoletem na kulki?
Śmieszne.- Mówi grubym, zachrypniętym głosem mężczyzna.
Przesuwa rękę, a ja strzelam idealnie obok jego głowy tak, by
poczuł powiew naboju. Nie ma to jak tłumik.
-Jeszcze jeden ruch, a nie strzelę
obok. - Mówię groźnie. W jego oczach widzę rozbawienie.
-Angela Watson. Łatwo było znaleźć
córkę sławnego agenta, Morisa Watson'a.- Śmieje się. Adrenalina
jest na takim poziomie, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Może
śnię?
-Nazwisko.- Mówię spokojnie, celując
bronią dokładnie w środek jego czoła.
-Nawet jeśli mnie zabijesz, przyjdą
inni. Prędzej czy później będzie po tobie.- Mówi jadowicie.
-Nazwisko do cholery! - Krzyczę. Wiem,
że zaraz kogoś obudzę. Mam około minuty.
-Nie zdradzę ci tego sekretu, Angie.
Może zrobią to inni, gdy przyjdą mnie pomścić.- Śmieje się.
Bluźnię na całe gardło i strzelam. Bezwładne ciało natychmiast
opada na podłogę, na której po chwili jest kałuża krwi.
Podchodzę i zabieram zabezpieczone granaty, oraz broń. Zrobiłam
to. Zabiłam człowieka.
-Angie... - Słyszę zaspany głos
Niall'a.-Boże...- Patrzę na niego. Zatyka usta dłonią. Delikatnie
odkładam broń obok martwego mężczyzny i biegnę zamknąć drzwi.
Nikt więcej nie przyszedł, więc muszą spać.
-Niall. To nie jest... Jest. Zabiłam
go, tak, ale on...- Właściwie nie wiem, czy chciał zabić nas.
Choć chciał zabić mnie.
-Przyszedł po mnie... Oni wiedzą... -
Mówię sama do siebie. Patrzę na spanikowanego blondyna.
-Niall! Cholera... Musisz... Musimy się
pokłócić. Musisz o mnie zapomnieć. Ty, Harry, wszyscy. Muszę
powiedzieć tacie... Musimy uciekać...- Znów gadam do siebie.
Biegnę na górę i biorę małe urządzenie. Tata mówił, że na
nagłe przypadki, gdy go nie będzie. Zbiegam na dół, gdzie Niall
wpatruje się w ciało mężczyzny, siedząc na kanapie. Siadam obok
niego i wciskam zieloną słuchawkę.
-Angie? Jesteś cała?- Pyta tata.
Słyszę, że jest zdenerwowany. Panikuje, a to zdarza się rzadko.
-Tato... Tu przyszedł facet z bronią
i... Ja go zastrzeliłam. On powiedział, że przyjdą inni. Niall
koło mnie siedzi...- Wyrzucam to z siebie z prędkością światła.
Cholernie się boję. Nie o siebie, ale o to, że zrobią coś
Horan'owi. Nie potrzebnie przyszedł... Nie potrzebnie... Boże, nie
wybaczę sobie, jeśli coś mu zrobią.
-Angie, nie panikuj. Nie dzwoń na
policję. Przyjedzie oddział. Gdy pokażą szarą plakietkę ze
zdjęciem mamy, wpuść ich. Posprzątają. Trzymaj się, niedługo
wrócę. Pilnuj blondyna. Jeśli go widzieli, jest źle.- Mówi i
rozłącza się. Patrzę w niebieskie tęczówki Niall'a. W tym
momencie mam ochotę powiedzieć mu, że go kocham, że mi go
brakowało. Mam ochotę się pożegnać, choć to nie koniec.
Klaszczę i światło gaśnie. Zasłaniam dokładnie wszystkie rolety
i uruchamiam alarm. Wracam do chłopaka i rzucam się mu w objęcia.
-Jeśli coś ci zrobią, nie wybaczę
sobie.- Szlocham. Chłopak całuje mnie delikatnie w usta, choć nie
powinien tego robić, ze względu na przyjaciela.
-Nic mi się nie stanie. - Zapewnia,
ale ja wiem, że tego nie może mi obiecać. Muszę go chronić, za
cenę własnego życia.
+W końcu nawiązuję do opisu bloga! UFF. Miało się dziać później, ale... Miałam wenę na to. Mam nadzieję, że wam spodoba się tak, jak mi. CHŁOPAKU KTÓRY TO CZYTASZ! Podaj mi swojego Twittera bądź gadu gadu, bym mogła Cię informować, jeśli chcesz. Mój Twitter : @HoranIsMyDrugxx
Wracając do rozdziału. Boże, jaram się *.* Moim zdaniem? Wyszedł zajebiście ! Następny najbliżej w przyszły piątek. Wraca tydzień, co oznacza treningi i szkołę. Dziękuję, za tyle wejść i komentarzy! Kocham was! xx
+W końcu nawiązuję do opisu bloga! UFF. Miało się dziać później, ale... Miałam wenę na to. Mam nadzieję, że wam spodoba się tak, jak mi. CHŁOPAKU KTÓRY TO CZYTASZ! Podaj mi swojego Twittera bądź gadu gadu, bym mogła Cię informować, jeśli chcesz. Mój Twitter : @HoranIsMyDrugxx
Wracając do rozdziału. Boże, jaram się *.* Moim zdaniem? Wyszedł zajebiście ! Następny najbliżej w przyszły piątek. Wraca tydzień, co oznacza treningi i szkołę. Dziękuję, za tyle wejść i komentarzy! Kocham was! xx
ja normalnie też cię kocham tyle emocji w jednym rozdziale jak zwykle super wyszło^^ cóż będe musiała poczekać do piątku,ale wytrzymam ;pp xx Agatha
OdpowiedzUsuńUlalalala świetny rozdział niech ona rzuca Hazze i do Niallera i to migiem ;D Teraz niech razem wyjadą będą się ukrywać zrobią sobie dziecko i będzie git hahahaha ;D Ale tak na serio rozdział fantastyczny bardzo mi się podoba i czekam na kolejny www.diall-love-4ever.blogspot.com
OdpowiedzUsuńFaaaaaaaaaaaaaaaaaaajne *_* Tylko trochę się pogubiłam...ale i tak świiiiiietne ^^ Czekam na następny :) Życzę weny xx
OdpowiedzUsuńgenialny rozdział :3 czekam xoxo
OdpowiedzUsuńsuuper czekam nn x
OdpowiedzUsuńale zajefajny blog na pewno będe czytać!! kiedy następny?? ;p Sue
OdpowiedzUsuńnie no ale przeżycia super akcja jestem ciekawa co będzie dalej :D Wandzia
OdpowiedzUsuńO kurcze!! nie spodziewałam się tego! ale namieszałaś ^^ czekam na kolejny XO Sylvia
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział, czekam na następny xoxo.
OdpowiedzUsuńomomom ale zarąbisty blog pisz dalej!! ;p xd klaudia
OdpowiedzUsuń