-Hej.- Powiedział wesołym głosem,
po czym uśmiechnął się do niej promiennie.
-Hej.- Odpowiedziała oschle.
Błękitnooki zdał sobie sprawę, że nie pójdzie łatwo. Stali w
milczeniu, patrząc sobie w oczy. Uśmiech zszedł z jego twarzy,
przez co na jej pojawił się jego cień. Zauważył to, więc na
chwilę przymknął powieki. Może to nie będzie tak trudne, jak na
początku myślał?
-Obiecałeś mi wczoraj, że
przyjdziesz. Czekałam. Długo. Zmarzłam, a ty nawet nie
zadzwoniłeś.- Powiedziała z wyrzutem, patrząc w bok. Po prostu
bała się spojrzeć mu w oczy. Nie chciała mu tak łatwo wybaczać.
Wiatr rozwiał jej jasne włosy, przez co wyglądała bojowo. Gotowa
do ataku.
-Ja wiem... I przepraszam, ale...-
Spiorunowała go wzrokiem. Blondyn spuścił głowę. Spod jego
powieki wypłynęła słona łza. Chwyciła go delikatnie za głowę
i skierowała jego twarz ku swojej. Chłonęła każdy jej skrawek,
by tylko zapamiętać ją na zawsze. Smuty, zły czy wesoły, i tak
zawsze był piękny. Był jej.
-Mama źle się poczuła. Nie miałem
czasu...- Wyszeptał. Jej serce skruszyło się. Uśmiechnęła się
i mocno go przytuliła. Chciała, by poczuł się pewny. Chciała
dodać mu otuchy. Rozkoszowała się jego zapachem i ciepłem.
Uwielbiała go przytulać. Uwielbiała Go.
-Nie mam ci tego za złe. Przecież
wiesz, że zawsze ci wybaczę.- Szepnęła. Chłopak odsunął się i
spojrzał jej głęboko w oczy.
-Kocham cię.- Powiedział cicho.
Ona tylko się uśmiechnęła, choć chciała mu odpowiedzieć tym
samym.
Spoglądam nerwowo w prawą stronę. Laser właśnie się pojawił. W
kratkę. Poszatkuje nas jak kebaba... Chwytam blondyna za obie dłonie
i patrzę mu w oczy, szukając w jego błękitnych tęczówkach
spokoju.
-Kocham
cię.- Szepczę nerwowo. Boję się tego. Boję się, że będzie
bolało. Niall uśmiecha się słodko.
-Już za chwilę
zobaczysz Isabel.- Mówi. Łączę nasze usta. Zamykam oczy i
czekam...
Jedyne, co słyszę
to brzęk metalu. Dlaczego? Otwieram oczy. Lasera nie ma, a drzwi są
otwarte. I teraz zaczynam rozumieć. Mój ojciec to tworzył. Jakie
mogłoby być hasło, jeśli nie Isabel? Jeśli nie imię mojej
matki? Mam ochotę skakać z radości. Choć... Karcę się za to w
myślach, bo gdybyśmy umarli... Umarli byśmy oboje, a tak musimy
walczyć. By żyć. Oboje. Chwytam rzeczy i ciągnę go za drzwi.
Jest ciemno, a powietrze jest chłodne i suche. Wyciągam broń, ale
nic nie widzę. Drzwi zamykają się za nami, a ja czuję wzrastający
niepokój. Zakrywam blondyna swoim ciałem.
-Klaśnij.- Mówię
bardzo cicho, ale mój szept i tak niesie się echem. Chłopak
posłusznie wykonuje polecenie, a pomieszczenie rozświetla białe
światło. Kierować się umysłem taty...
-Rzuć
broń! - Widzę przed sobą mężczyznę w czarnym stroju bojowym.
Celuję w głowę, bo zapewne ma kamizelkę. Mierzę go wzrokiem. Ma
karabin, ale nie celuje we mnie, tylko... W Niall'a. Dlaczego?
Przecież on nie ma broni.
-Chyba śnisz. To
tak, jakbym w tym momencie sama się zastrzeliła.- Prycham i
teatralnie przewracam oczami. Ten facet jest śmieszny! Gruby,
brzydki, z kilkudniowym zarostem i nieźle capi. Czuć z daleka.
Wzdycham, ale nie tracę czujności. On za to nie wykonuje żadnego
ruchu.
-Tkniesz jego, a
znajdę twoją rodzinę i każdego, powolutku wykończę.- Syczę
słodko i się uśmiecham. Widzę, że to go rusza.
-Angela? Angela
Watson, córka Morisa ? I Niall Horan ! - Otwiera szeroko oczy i
mruga kilkukrotnie.
-Nie, Święty
Mikołaj i renifer Rudolf.- Prycham. Mężczyzna odwraca się, ale ja
nadal nie tracę czujności. Wpisuje jakiś kod, a następnie duże,
białe drzwi otwierają się.
-Pójdę po
współpracownicę twojego taty, może jej zaufasz. Znika za
drzwiami, a my zostajemy sami. Celuję w pustą przestrzeń. Niall
chce się przesunąć, ale mu na to nie pozwalam. Uważnie przyglądam
się otwartym drzwiom.
-Bierz rzeczy i
powoli za mną. CICHO.-Szepczę i ruszam wolnym krokiem. Idziemy w
lewą stronę, kierunek przeciwny do tego, w który poszedł
mężczyzna. Obracam się raz w tył, raz w przód. Korytarz jest
dobrze oświetlony. Tak, jak od początku, ściany i podłoga są
białe, a światła znajdują się w podłodze. Idziemy powoli i
cicho, aż docieramy do drzwi. O dziwo z klamką. Naciskam ją, a one
natychmiast ustępują. Zimne powietrze uderza mnie w twarz. Czuję
wilgoć i zauważam, że jesteśmy w budynku. Szaro-zielone, brudne
ściany i ciemne, drewniane schody prowadzące na górę. Niall
dokładnie zamyka za sobą drzwi i w miarę cicho wchodzimy po
schodach. Wyjmuję z torby karabin, choć jeszcze nigdy go nie
używałam. Otwieram ciemne, drewniane drzwi. Przeżywam szok.
Znajdujemy się na
korytarzu, w moim starym domu, w Irlandii. Tylko jakim cudem? Choć
może tylko wydaje mi się, że to mój dom. Idę powoli korytarzem.
Ściany i podłoga są w strasznym stanie. Widać, że ktoś je
podpalił. Patrzę na ramki, w których znajduje się popiół,
zapewne ze zdjęć. Idę do salonu. Klękam na zwęglonej podłodze.
Wszystko jest... Tak bolesne i prawdziwe, tylko.... To przecież
niemożliwe! Chowam twarz w dłonie i zanoszę się głośnym
szlochem. Jak? Dlaczego i po co? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi.
Blondyna z nieodgadnionym wyrazem
twarzy zeszła na dół. Nie miała siły udawać, że jest dobrze.
Straciła osobę, którą kochała. Chłopaka, którego który
znaczył wiele i... Dla którego oddałaby życie. Tylko jej matka
wiedziała, jak bardzo cierpi, po jego odejściu. Nikt nie znał tak
nastolatki, jak ona. Blondyna zjadła jabłko i wzięła wszystkie
swoje rzeczy. Jej rodzicielka tego ranka także była inna. Bardziej
przygnębiona, przejęta.
-Więc do zobaczenia po lekcjach.-
Nastolatka uśmiechnęła się szczerze. Kochała swoją matkę, była
ona dla niej oparciem.
-Pa. Kocham Cię, Angela. - Szepnęła
jej do ucha, mocno ją tuląc. Blondynka uśmiechnęła się jeszcze
raz i wyszła z domu.
A co, jeśli ona
żyje? Nie widziałam jej ciała. Tata powiedział, że ciało
zostało doszczętnie spalone. Nie ma dowodów, że umarła! Biegnę
na górę, do sypialni rodziców, gdzie rzekomo zmarła. Tutaj także
wszystko jest spalone, a z łóżka zostały tylko sprężyny.
Żadnych śladów. Dotykam stalowej rurki, która jest pusta w
środku. Dlaczego? Delikatnie odczepiam ją od reszty i potrząsam.
Coś jest w środku. Podważam metalową pokrywkę i wywracam do góry
nogami. Ze środka wylatuje zgięta kilka razy, biała kartka. Biorę
ją do ręki i siadam na podłodze.
„Znalazłaś?
Pewnie minęło wiele czasu. Pewnie jesteście w niebezpieczeństwie.
Żyję, Angie. Jestem cały czas, tylko daleko. Musiałam.
Musieliśmy. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Przepraszam. Kiedyś
zrozumiesz, dlaczego tak się stało”
Patrzę tępo w białą kartkę. Kilka razy śledzę tekst. Cały ten czas żyłam w kłamstwie. Moja mama żyje... Myślałam, że spłonęła razem z domem, a tymczasem...
Patrzę tępo w białą kartkę. Kilka razy śledzę tekst. Cały ten czas żyłam w kłamstwie. Moja mama żyje... Myślałam, że spłonęła razem z domem, a tymczasem...
Do pokoju wchodzi
Niall. Przytula mnie mocno i delikatnie się ze mną kołysze.
-To nie może być
twój dom. To nie prawda... Oni cię wrabiają.- Szepcze mi do ucha.
-Ona żyje. Isabel
żyje.- Wypowiadam w przerwie między kolejnymi wybuchami donośnego
szlochu. Jest zdziwiony. Przytula mnie mocniej i całuje w czubek
głowy.
-W takim razie ją
znajdziemy.- Oznajmia i uśmiecha się triumfalnie. Ocieram łzy i
przyglądam się jego ślicznej twarzy. Znów patrzę na nią tak,
jak wcześniej. Jakby był mój.
-Pomożesz mi?-
Pociągam nosem, a on zapewnia, że tak. Delikatnie całuję jego
malinowe usta.
-Idziemy?- Pyta
szeptem. Kiwam energicznie głową. Schodzimy na dół i wychodzimy z
„domu”. Zauważam, że jesteśmy na opuszczonej ulicy. Wokół
żadnych domów, latarni. Czegokolwiek. Idziemy powoli, Niall z
przodu. Na chwilę odstawia torbę. Wyjmuje butelkę z wodą i upija
łyk.
-Chcesz?- Pyta,
machając naczyniem. Kręcę przecząco głową. Horan chowa butelkę.
Chcę coś powiedzieć, ale słyszę znajomy świst powietrza, a w
oddali huk. Jedyne, co udaje mi się zrobić, to krzyk :
-Padnij!- Blondyn
jak na zawołanie opada na podłogę. Patrzę w przód. Strzelający
musi być na dachu domu, więc za kilkaset metrów jego strzał nas
nie dosięgnie. Bezpieczna strefa. Strefa 0.
-Biegnij.- Mówię,
pomagając mu wstać. Wskazuję ręką bezpieczne miejsce. Chłopak
posyła mi dziwne spojrzenie, a ja lekko się uśmiecham. Będę go
bronić. Ponad życie.
Rusza pędem w
wyznaczoną strefę 0, a ja odwracam się i strzelam w dach budynku.
Wiem, że z tej odległości nie mam szans, aby trafić. Chcę tylko
zyskać na czasie, by on bezpiecznie dotarł na miejsce. Marnuję na
ślepo cały magazynek. Odwracam się i zauważam, że Niall już
prawie jest u celu. Rzucam broń i biegnę, ile tylko mam sił. To
zabawne. Pamiętam dzień, gdy śpieszyłam się, by się z nim
pożegnać. Biegłam tak samo szybko.
Horan jest
bezpieczny, więc „oddycham z ulgą”, choć tak właściwie, to
dostałam już zadyszki. Krople potu pokryły moje czoło, a ciemne
włosy przykleiły się do niego. Jestem już w połowie drogi.
Mimowolnie się uśmiecham, gdyż nic się nie dzieje. Do czasu.
Czuję
przeszywający ból w lewej nodze, na łydce. Szarpnięcie jest tak
silne, że z impetem upadam na szary chodnik. Zaciskam zęby.
Zauważam, że Niall patrzy się na mnie z przerażeniem. Rozważa
to, czy wrócić po mnie. Posyłam mu tylko gniewne spojrzenie, które
ma znaczyć, że nie powinien nawet próbować. Z trudem wstaję i
próbuję biec, ale ból skutecznie mi to uniemożliwia. Ostatecznie
kuśtykam na prawej nodze, lewą ociężale za sobą ciągnąc.
Staram się przybrać jak najszybsze tempo. W powietrzu czuć zapach
świeżej krwi, aż robi mi się niedobrze. Jestem już niedaleko.
Odczuwam teraz trochę ulgi, ale przerażenie nadal mnie nie
opuszcza. Moim zdaniem? Tym razem mi się nie uda. Obronię go, ale
nie obronię siebie.
I znów ten sam,
przeszywający ból. Tym razem większy, bardziej rozdzielający.
Mimowolnie staję i chwytam się za brzuch. Z mojej buzi wylewa się
strumień krwi. Tak, że aż się nią krztuszę. Sama nie wiem,
jakim cudem jeszcze stoję. W moich uszach zaczyna szumieć, a obraz
się rozmazuje. Wszystko się zlewa, tracę świadomość. Niall
wybiega z bezpiecznej strefy. Bierze mnie na ręce i zanosi, za
„granicę”. Kładzie delikatnie na ziemi i zaczyna uciskać ranę.
Cicho jęczę, przez napływ bólu.
-Co mam robić? -
Pyta spanikowany. Po jego policzkach płyną strumienie łez, kapiąc
na moją brudną od krwi twarz. Znów wypluwam nową porcję rdzawego
płynu. Wyjmuje małe urządzenie i kilka razy wciska sygnał
alarmowy. Czy ktoś przyjdzie? Skoro musieliśmy uciekać... Szczerze
w to wątpię. Jesteśmy zdani na siebie, a ja umieram przez własną
głupotę. Choć, z drugiej strony, zrobiłam wszystko, co w mojej
mocy, aby go chronić. Zrobiłam to najlepiej, jak potrafiłam.
Zbieram wszystkie siły i staram się powiedzieć:
-Pozwolić mi
odejść. - Nic już nie słyszę. Szum w mojej głowie wszystko
zagłusza, ale chyba się udaje, bo wybucha spazmatycznym płaczem.
Wydaje mi się, że krzyczy, ale niestety nie słyszę. Ból zaczyna
odpływać, znikać. Nie mam bladego pojęcia, co zrobiłabym, gdybym
była na jego miejscu. Nie potrafię się postawić w takiej sytuacji
głównie dlatego, że jestem już zbyt senna. Chcę tylko chwilę
odpocząć. To coś złego? Później znów będę go ratować...
Trzęsie mną, ale ja nie mam siły nic zrobić. Nawet nie wiem, czy
z moich ust dochodzą jakieś dźwięki. Zamykam ciężkie powieki.
-Nie przerywaj mi. Ja... Kocham Cię,
Angie. Od dawna to w sobie duszę. Gdy Cię widzę... Nie potrafię
tego opisać. Motylki w brzuchu? To chyba za mało. Jak mnie
dotykasz, przechodzą mnie dreszcze. Nie potrafię nad sobą panować.
Mój świat zaczyna się Tobą i na Tobie kończy. Jeśli umrzesz, ja
też umrę. Obiecuję.
+I Jest cały 6. Chyba jednak nie tak nudny, co? Początek... Tak, był nudny xd Nic się nie działo, ale tak miało być. Nie zauważyłyście, że lubię... Hmm... Zostawiać najlepsze na koniec? Bo jeśli masz tort, to chyba wisienka jest na koniec, prawda? :) Jestem z niego BARDZO ZADOWOLONA. Tzn. z końcówki. Gdzieś od... No chyba od wejścia do domu. Znów dzieje się... No dzieje się coś ciekawego xd Więc. BĘDZIE 7. Zdradzę wam tyle, że w 7 nastąpi ROZSTANIE. No i poczują się „bezpiecznie”, czyli : będzie całe 1D ! Jeeej. Kto się cieszy? Scena +18 nie jest w najbliższych planach. Przepraszam xd
CZYTASZ? KOMENTUJ ! DZIĘKUJĘ !
+I Jest cały 6. Chyba jednak nie tak nudny, co? Początek... Tak, był nudny xd Nic się nie działo, ale tak miało być. Nie zauważyłyście, że lubię... Hmm... Zostawiać najlepsze na koniec? Bo jeśli masz tort, to chyba wisienka jest na koniec, prawda? :) Jestem z niego BARDZO ZADOWOLONA. Tzn. z końcówki. Gdzieś od... No chyba od wejścia do domu. Znów dzieje się... No dzieje się coś ciekawego xd Więc. BĘDZIE 7. Zdradzę wam tyle, że w 7 nastąpi ROZSTANIE. No i poczują się „bezpiecznie”, czyli : będzie całe 1D ! Jeeej. Kto się cieszy? Scena +18 nie jest w najbliższych planach. Przepraszam xd
CZYTASZ? KOMENTUJ ! DZIĘKUJĘ !
tyy robisz mi to specjalnie!! ja się nakręcam a tu kurcze w połowie koniec no nie mogę a POŁOWA tego rozdziału jest świetna ;pp xx Agatha
OdpowiedzUsuńOMNIOMNIOMMMMMMMMMMMMMMMMMM *__* dlaczego ty nam to robisz ?! :( Ja chcę dalej ! :) życze weny xx
OdpowiedzUsuńNIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO ŻE TAK URWAŁAŚ XD ALE ROZDZIAŁ ŚWIETNY xx
OdpowiedzUsuńgenialny rozdział ;) czekam na nn xoxo
OdpowiedzUsuńStrasznie nakręca mnie tak szybki przebieg akcji, to że wszystko dzieje się niesamowicie szybko i trzyma w napięciu. Nie mam pojęcia, co będzie się działo w najbliższych rozdziałach, jak wyglądać będzie ta historia. Jesteś nie do przewidzenia, koleżanko! A im bardziej tajemniczo, tym lepiej, tak uważam.
OdpowiedzUsuńJedyne, co razi mnie i utrudnia mi nieco czytanie, to nieużywanie w niektórych momentach spacji, przez co tekst mi się zlewa i nie mogę się skupić. Ale przynajmniej mam powody, żeby przeczytać to samo dwa czy trzy razy ;)
I nie narzekaj, tylko bierz się za to, w czym jesteś dobra. Czyli w pisaniu!
xx
@oliwiapyrc
pisz dalej!!! twoje opowiadania są super!!!
OdpowiedzUsuńZawsze jestem szczera ,więc tak początek trochę za nudny ale wciągający bo podchodzi pod klimat romantyczny ;) No a kolejna część bd zajebista napewno i nie mogę się doczekać ; D KatyK_LouT
OdpowiedzUsuńPisz dalej!!! Genialnie,genialnie,genialnie ;) Czekam na ciąg dalszy ;]
OdpowiedzUsuńAMAZING!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 @irish_shamrockx
OdpowiedzUsuńSzybciutko prosze kolejny rozdział raz raz bo nie wytrzymam z tego napięcia www.diall-love-4ever.blogspot.com
OdpowiedzUsuńKurde jeszcze w radiu leciała taka piosenka, która idealnie się zgrała z ta ostatnią sceną boski www.diall-love-4ever.blogspot.com
OdpowiedzUsuńJak najbardziej podoba mi się taki obrót akcji. Co prawda od początku opowiadanie nie jest typowym love storym, tylko kryminalną zagadką, ale kiedy przeczytałam, że nastąpi rozstanie, to aż się uśmiechnęłam. Lubię, gdy wprowadzasz do historii chaos, nieporządek, komplikujesz bohaterom życie i utrudniasz im bycie razem. Bardzo dobrze. Dzięki temu chce się więcej, nie można się doczekać wyjaśnienia, pozostają jedynie niepotwierdzone domysły. Dlatego proszę Cię, nie wątp więcej w siebie i pisz, pisz jak najwięcej, bo są tutaj ludzie, którzy naprawdę chcą to czytać.
OdpowiedzUsuńxx
@oliwiapyrc
Awww.. Uwielbiam to XD
OdpowiedzUsuńuff uwielbiam jak piszesz te opow. i moge je czytac ;
OdpowiedzUsuńDD wiec nie zawieszaj plisssssss <33333 nie rob nam tego xD KatyK_LouT
omg;pp ale emocje jużmyślałam,że ona na serio umrze ;p rozdział zajefajny pisz dalej ;** XX Agatha
OdpowiedzUsuń