środa, 16 stycznia 2013

Ponad Życie - 6 CAŁY

Siedziała na zielonej polance, w cieniu drzewa. Chwila ukojenia, podczas ciągłego upału. Spojrzała na cienki materiał swojej podkoszulki i westchnęła. Nawet taki strój tego dnia był za ciepły. Najlepiej byłoby pójść na basen lub jezioro, choć znacznie wolała to drugie. I wtedy go dostrzegła. Właśnie wyłonił się zza linii ciemnych drzew i wolnym krokiem ruszył ku niej. Widać było, że biegł. Na jego czole pojawiły się krople potu, a jasne włosy przykleiły się do niego. Nikt nie poradzi nic na upał. Miał zaróżowione policzki i lekko rozchylone usta. Wyglądał tak uroczo i naturalnie, że mimo jej złego humoru, mimowolnie się uśmiechnęła, za co po krótkiej chwili się skarciła. Musiała mu pokazać, że jest zła, tylko... Co na to poradzić, skoro tak na nią działał? Potrafił rozbawić ją w najmniej odpowiednim momencie. Zawsze poprawiał jej humor. Nikt nie działał na nią tak, jak on. Nie mogła wyobrazić sobie życia bez jego głosu, uśmiechu. Błękitnych tęczówek, malinowych warg, rumianych policzków. To wszystko w nim było dla niej idealne. Sprawiało, że z każdą chwilą kochała go bardziej. Już na sam jego widok chciała go przytulić, opuszkami dotknąć jego policzków, złączyć ich usta. No właśnie. Oboje tego pragnęli, tylko... Ona nie chciała niszczyć ich wspaniałej przyjaźni. On już dawno wyznał jej prawdę, a ona cały czas broniła się przed tym uczuciem. Kochała go ponad wszystko, ale nie chciała się do tego przyznać. Choć... Może po prostu nie potrafiła? Ludzie zbyt często wykorzystywali jej oddanie. Wstała i skrzyżowała ręce na piersi. Nie miała zamiaru się poddać.
-Hej.- Powiedział wesołym głosem, po czym uśmiechnął się do niej promiennie.
-Hej.- Odpowiedziała oschle. Błękitnooki zdał sobie sprawę, że nie pójdzie łatwo. Stali w milczeniu, patrząc sobie w oczy. Uśmiech zszedł z jego twarzy, przez co na jej pojawił się jego cień. Zauważył to, więc na chwilę przymknął powieki. Może to nie będzie tak trudne, jak na początku myślał?
-Obiecałeś mi wczoraj, że przyjdziesz. Czekałam. Długo. Zmarzłam, a ty nawet nie zadzwoniłeś.- Powiedziała z wyrzutem, patrząc w bok. Po prostu bała się spojrzeć mu w oczy. Nie chciała mu tak łatwo wybaczać. Wiatr rozwiał jej jasne włosy, przez co wyglądała bojowo. Gotowa do ataku.
-Ja wiem... I przepraszam, ale...- Spiorunowała go wzrokiem. Blondyn spuścił głowę. Spod jego powieki wypłynęła słona łza. Chwyciła go delikatnie za głowę i skierowała jego twarz ku swojej. Chłonęła każdy jej skrawek, by tylko zapamiętać ją na zawsze. Smuty, zły czy wesoły, i tak zawsze był piękny. Był jej.
-Mama źle się poczuła. Nie miałem czasu...- Wyszeptał. Jej serce skruszyło się. Uśmiechnęła się i mocno go przytuliła. Chciała, by poczuł się pewny. Chciała dodać mu otuchy. Rozkoszowała się jego zapachem i ciepłem. Uwielbiała go przytulać. Uwielbiała Go.
-Nie mam ci tego za złe. Przecież wiesz, że zawsze ci wybaczę.- Szepnęła. Chłopak odsunął się i spojrzał jej głęboko w oczy.
-Kocham cię.- Powiedział cicho. Ona tylko się uśmiechnęła, choć chciała mu odpowiedzieć tym samym.

Spoglądam nerwowo w prawą stronę. Laser właśnie się pojawił. W kratkę. Poszatkuje nas jak kebaba... Chwytam blondyna za obie dłonie i patrzę mu w oczy, szukając w jego błękitnych tęczówkach spokoju.
-Kocham cię.- Szepczę nerwowo. Boję się tego. Boję się, że będzie bolało. Niall uśmiecha się słodko.
-Już za chwilę zobaczysz Isabel.- Mówi. Łączę nasze usta. Zamykam oczy i czekam...
Jedyne, co słyszę to brzęk metalu. Dlaczego? Otwieram oczy. Lasera nie ma, a drzwi są otwarte. I teraz zaczynam rozumieć. Mój ojciec to tworzył. Jakie mogłoby być hasło, jeśli nie Isabel? Jeśli nie imię mojej matki? Mam ochotę skakać z radości. Choć... Karcę się za to w myślach, bo gdybyśmy umarli... Umarli byśmy oboje, a tak musimy walczyć. By żyć. Oboje. Chwytam rzeczy i ciągnę go za drzwi. Jest ciemno, a powietrze jest chłodne i suche. Wyciągam broń, ale nic nie widzę. Drzwi zamykają się za nami, a ja czuję wzrastający niepokój. Zakrywam blondyna swoim ciałem.
-Klaśnij.- Mówię bardzo cicho, ale mój szept i tak niesie się echem. Chłopak posłusznie wykonuje polecenie, a pomieszczenie rozświetla białe światło. Kierować się umysłem taty...
-Rzuć broń! - Widzę przed sobą mężczyznę w czarnym stroju bojowym. Celuję w głowę, bo zapewne ma kamizelkę. Mierzę go wzrokiem. Ma karabin, ale nie celuje we mnie, tylko... W Niall'a. Dlaczego? Przecież on nie ma broni.
-Chyba śnisz. To tak, jakbym w tym momencie sama się zastrzeliła.- Prycham i teatralnie przewracam oczami. Ten facet jest śmieszny! Gruby, brzydki, z kilkudniowym zarostem i nieźle capi. Czuć z daleka. Wzdycham, ale nie tracę czujności. On za to nie wykonuje żadnego ruchu.
-Tkniesz jego, a znajdę twoją rodzinę i każdego, powolutku wykończę.- Syczę słodko i się uśmiecham. Widzę, że to go rusza.
-Angela? Angela Watson, córka Morisa ? I Niall Horan ! - Otwiera szeroko oczy i mruga kilkukrotnie.
-Nie, Święty Mikołaj i renifer Rudolf.- Prycham. Mężczyzna odwraca się, ale ja nadal nie tracę czujności. Wpisuje jakiś kod, a następnie duże, białe drzwi otwierają się.
-Pójdę po współpracownicę twojego taty, może jej zaufasz. Znika za drzwiami, a my zostajemy sami. Celuję w pustą przestrzeń. Niall chce się przesunąć, ale mu na to nie pozwalam. Uważnie przyglądam się otwartym drzwiom.
-Bierz rzeczy i powoli za mną. CICHO.-Szepczę i ruszam wolnym krokiem. Idziemy w lewą stronę, kierunek przeciwny do tego, w który poszedł mężczyzna. Obracam się raz w tył, raz w przód. Korytarz jest dobrze oświetlony. Tak, jak od początku, ściany i podłoga są białe, a światła znajdują się w podłodze. Idziemy powoli i cicho, aż docieramy do drzwi. O dziwo z klamką. Naciskam ją, a one natychmiast ustępują. Zimne powietrze uderza mnie w twarz. Czuję wilgoć i zauważam, że jesteśmy w budynku. Szaro-zielone, brudne ściany i ciemne, drewniane schody prowadzące na górę. Niall dokładnie zamyka za sobą drzwi i w miarę cicho wchodzimy po schodach. Wyjmuję z torby karabin, choć jeszcze nigdy go nie używałam. Otwieram ciemne, drewniane drzwi. Przeżywam szok.

 Znajdujemy się na korytarzu, w moim starym domu, w Irlandii. Tylko jakim cudem? Choć może tylko wydaje mi się, że to mój dom. Idę powoli korytarzem. Ściany i podłoga są w strasznym stanie. Widać, że ktoś je podpalił. Patrzę na ramki, w których znajduje się popiół, zapewne ze zdjęć. Idę do salonu. Klękam na zwęglonej podłodze. Wszystko jest... Tak bolesne i prawdziwe, tylko.... To przecież niemożliwe! Chowam twarz w dłonie i zanoszę się głośnym szlochem. Jak? Dlaczego i po co? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Blondyna z nieodgadnionym wyrazem twarzy zeszła na dół. Nie miała siły udawać, że jest dobrze. Straciła osobę, którą kochała. Chłopaka, którego który znaczył wiele i... Dla którego oddałaby życie. Tylko jej matka wiedziała, jak bardzo cierpi, po jego odejściu. Nikt nie znał tak nastolatki, jak ona. Blondyna zjadła jabłko i wzięła wszystkie swoje rzeczy. Jej rodzicielka tego ranka także była inna. Bardziej przygnębiona, przejęta.
-Więc do zobaczenia po lekcjach.- Nastolatka uśmiechnęła się szczerze. Kochała swoją matkę, była ona dla niej oparciem.
-Pa. Kocham Cię, Angela. - Szepnęła jej do ucha, mocno ją tuląc. Blondynka uśmiechnęła się jeszcze raz i wyszła z domu.

A co, jeśli ona żyje? Nie widziałam jej ciała. Tata powiedział, że ciało zostało doszczętnie spalone. Nie ma dowodów, że umarła! Biegnę na górę, do sypialni rodziców, gdzie rzekomo zmarła. Tutaj także wszystko jest spalone, a z łóżka zostały tylko sprężyny. Żadnych śladów. Dotykam stalowej rurki, która jest pusta w środku. Dlaczego? Delikatnie odczepiam ją od reszty i potrząsam. Coś jest w środku. Podważam metalową pokrywkę i wywracam do góry nogami. Ze środka wylatuje zgięta kilka razy, biała kartka. Biorę ją do ręki i siadam na podłodze.

„Znalazłaś? Pewnie minęło wiele czasu. Pewnie jesteście w niebezpieczeństwie. Żyję, Angie. Jestem cały czas, tylko daleko. Musiałam. Musieliśmy. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Przepraszam. Kiedyś zrozumiesz, dlaczego tak się stało”

Patrzę tępo w białą kartkę. Kilka razy śledzę tekst. Cały ten czas żyłam w kłamstwie. Moja mama żyje... Myślałam, że spłonęła razem z domem, a tymczasem...
Do pokoju wchodzi Niall. Przytula mnie mocno i delikatnie się ze mną kołysze.
-To nie może być twój dom. To nie prawda... Oni cię wrabiają.- Szepcze mi do ucha.
-Ona żyje. Isabel żyje.- Wypowiadam w przerwie między kolejnymi wybuchami donośnego szlochu. Jest zdziwiony. Przytula mnie mocniej i całuje w czubek głowy.
-W takim razie ją znajdziemy.- Oznajmia i uśmiecha się triumfalnie. Ocieram łzy i przyglądam się jego ślicznej twarzy. Znów patrzę na nią tak, jak wcześniej. Jakby był mój.
-Pomożesz mi?- Pociągam nosem, a on zapewnia, że tak. Delikatnie całuję jego malinowe usta.
-Idziemy?- Pyta szeptem. Kiwam energicznie głową. Schodzimy na dół i wychodzimy z „domu”. Zauważam, że jesteśmy na opuszczonej ulicy. Wokół żadnych domów, latarni. Czegokolwiek. Idziemy powoli, Niall z przodu. Na chwilę odstawia torbę. Wyjmuje butelkę z wodą i upija łyk.
-Chcesz?- Pyta, machając naczyniem. Kręcę przecząco głową. Horan chowa butelkę. Chcę coś powiedzieć, ale słyszę znajomy świst powietrza, a w oddali huk. Jedyne, co udaje mi się zrobić, to krzyk :
-Padnij!- Blondyn jak na zawołanie opada na podłogę. Patrzę w przód. Strzelający musi być na dachu domu, więc za kilkaset metrów jego strzał nas nie dosięgnie. Bezpieczna strefa. Strefa 0.
-Biegnij.- Mówię, pomagając mu wstać. Wskazuję ręką bezpieczne miejsce. Chłopak posyła mi dziwne spojrzenie, a ja lekko się uśmiecham. Będę go bronić. Ponad życie.
Rusza pędem w wyznaczoną strefę 0, a ja odwracam się i strzelam w dach budynku. Wiem, że z tej odległości nie mam szans, aby trafić. Chcę tylko zyskać na czasie, by on bezpiecznie dotarł na miejsce. Marnuję na ślepo cały magazynek. Odwracam się i zauważam, że Niall już prawie jest u celu. Rzucam broń i biegnę, ile tylko mam sił. To zabawne. Pamiętam dzień, gdy śpieszyłam się, by się z nim pożegnać. Biegłam tak samo szybko.
Horan jest bezpieczny, więc „oddycham z ulgą”, choć tak właściwie, to dostałam już zadyszki. Krople potu pokryły moje czoło, a ciemne włosy przykleiły się do niego. Jestem już w połowie drogi. Mimowolnie się uśmiecham, gdyż nic się nie dzieje. Do czasu.
Czuję przeszywający ból w lewej nodze, na łydce. Szarpnięcie jest tak silne, że z impetem upadam na szary chodnik. Zaciskam zęby. Zauważam, że Niall patrzy się na mnie z przerażeniem. Rozważa to, czy wrócić po mnie. Posyłam mu tylko gniewne spojrzenie, które ma znaczyć, że nie powinien nawet próbować. Z trudem wstaję i próbuję biec, ale ból skutecznie mi to uniemożliwia. Ostatecznie kuśtykam na prawej nodze, lewą ociężale za sobą ciągnąc. Staram się przybrać jak najszybsze tempo. W powietrzu czuć zapach świeżej krwi, aż robi mi się niedobrze. Jestem już niedaleko. Odczuwam teraz trochę ulgi, ale przerażenie nadal mnie nie opuszcza. Moim zdaniem? Tym razem mi się nie uda. Obronię go, ale nie obronię siebie.
I znów ten sam, przeszywający ból. Tym razem większy, bardziej rozdzielający. Mimowolnie staję i chwytam się za brzuch. Z mojej buzi wylewa się strumień krwi. Tak, że aż się nią krztuszę. Sama nie wiem, jakim cudem jeszcze stoję. W moich uszach zaczyna szumieć, a obraz się rozmazuje. Wszystko się zlewa, tracę świadomość. Niall wybiega z bezpiecznej strefy. Bierze mnie na ręce i zanosi, za „granicę”. Kładzie delikatnie na ziemi i zaczyna uciskać ranę. Cicho jęczę, przez napływ bólu.
-Co mam robić? - Pyta spanikowany. Po jego policzkach płyną strumienie łez, kapiąc na moją brudną od krwi twarz. Znów wypluwam nową porcję rdzawego płynu. Wyjmuje małe urządzenie i kilka razy wciska sygnał alarmowy. Czy ktoś przyjdzie? Skoro musieliśmy uciekać... Szczerze w to wątpię. Jesteśmy zdani na siebie, a ja umieram przez własną głupotę. Choć, z drugiej strony, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby go chronić. Zrobiłam to najlepiej, jak potrafiłam. Zbieram wszystkie siły i staram się powiedzieć:
-Pozwolić mi odejść. - Nic już nie słyszę. Szum w mojej głowie wszystko zagłusza, ale chyba się udaje, bo wybucha spazmatycznym płaczem. Wydaje mi się, że krzyczy, ale niestety nie słyszę. Ból zaczyna odpływać, znikać. Nie mam bladego pojęcia, co zrobiłabym, gdybym była na jego miejscu. Nie potrafię się postawić w takiej sytuacji głównie dlatego, że jestem już zbyt senna. Chcę tylko chwilę odpocząć. To coś złego? Później znów będę go ratować... Trzęsie mną, ale ja nie mam siły nic zrobić. Nawet nie wiem, czy z moich ust dochodzą jakieś dźwięki. Zamykam ciężkie powieki.

-Nie przerywaj mi. Ja... Kocham Cię, Angie. Od dawna to w sobie duszę. Gdy Cię widzę... Nie potrafię tego opisać. Motylki w brzuchu? To chyba za mało. Jak mnie dotykasz, przechodzą mnie dreszcze. Nie potrafię nad sobą panować. Mój świat zaczyna się Tobą i na Tobie kończy. Jeśli umrzesz, ja też umrę. Obiecuję.


+
I Jest cały 6. Chyba jednak nie tak nudny, co? Początek... Tak, był nudny xd Nic się nie działo, ale tak miało być. Nie zauważyłyście, że lubię... Hmm... Zostawiać najlepsze na koniec? Bo jeśli masz tort, to chyba wisienka jest na koniec, prawda? :) Jestem z niego BARDZO ZADOWOLONA. Tzn. z końcówki. Gdzieś od... No chyba od wejścia do domu. Znów dzieje się... No dzieje się coś ciekawego xd Więc. BĘDZIE 7. Zdradzę wam tyle, że w 7 nastąpi ROZSTANIE. No i poczują się „bezpiecznie”, czyli : będzie całe 1D ! Jeeej. Kto się cieszy? Scena +18 nie jest w najbliższych planach. Przepraszam xd
CZYTASZ? KOMENTUJ ! DZIĘKUJĘ !



15 komentarzy:

  1. tyy robisz mi to specjalnie!! ja się nakręcam a tu kurcze w połowie koniec no nie mogę a POŁOWA tego rozdziału jest świetna ;pp xx Agatha

    OdpowiedzUsuń
  2. OMNIOMNIOMMMMMMMMMMMMMMMMMM *__* dlaczego ty nam to robisz ?! :( Ja chcę dalej ! :) życze weny xx

    OdpowiedzUsuń
  3. NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO ŻE TAK URWAŁAŚ XD ALE ROZDZIAŁ ŚWIETNY xx

    OdpowiedzUsuń
  4. genialny rozdział ;) czekam na nn xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie nakręca mnie tak szybki przebieg akcji, to że wszystko dzieje się niesamowicie szybko i trzyma w napięciu. Nie mam pojęcia, co będzie się działo w najbliższych rozdziałach, jak wyglądać będzie ta historia. Jesteś nie do przewidzenia, koleżanko! A im bardziej tajemniczo, tym lepiej, tak uważam.
    Jedyne, co razi mnie i utrudnia mi nieco czytanie, to nieużywanie w niektórych momentach spacji, przez co tekst mi się zlewa i nie mogę się skupić. Ale przynajmniej mam powody, żeby przeczytać to samo dwa czy trzy razy ;)
    I nie narzekaj, tylko bierz się za to, w czym jesteś dobra. Czyli w pisaniu!

    xx
    @oliwiapyrc

    OdpowiedzUsuń
  6. pisz dalej!!! twoje opowiadania są super!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze jestem szczera ,więc tak początek trochę za nudny ale wciągający bo podchodzi pod klimat romantyczny ;) No a kolejna część bd zajebista napewno i nie mogę się doczekać ; D KatyK_LouT

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisz dalej!!! Genialnie,genialnie,genialnie ;) Czekam na ciąg dalszy ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. AMAZING!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 @irish_shamrockx

    OdpowiedzUsuń
  10. Szybciutko prosze kolejny rozdział raz raz bo nie wytrzymam z tego napięcia www.diall-love-4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde jeszcze w radiu leciała taka piosenka, która idealnie się zgrała z ta ostatnią sceną boski www.diall-love-4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak najbardziej podoba mi się taki obrót akcji. Co prawda od początku opowiadanie nie jest typowym love storym, tylko kryminalną zagadką, ale kiedy przeczytałam, że nastąpi rozstanie, to aż się uśmiechnęłam. Lubię, gdy wprowadzasz do historii chaos, nieporządek, komplikujesz bohaterom życie i utrudniasz im bycie razem. Bardzo dobrze. Dzięki temu chce się więcej, nie można się doczekać wyjaśnienia, pozostają jedynie niepotwierdzone domysły. Dlatego proszę Cię, nie wątp więcej w siebie i pisz, pisz jak najwięcej, bo są tutaj ludzie, którzy naprawdę chcą to czytać.

    xx
    @oliwiapyrc

    OdpowiedzUsuń
  13. uff uwielbiam jak piszesz te opow. i moge je czytac ;
    DD wiec nie zawieszaj plisssssss <33333 nie rob nam tego xD KatyK_LouT

    OdpowiedzUsuń
  14. omg;pp ale emocje jużmyślałam,że ona na serio umrze ;p rozdział zajefajny pisz dalej ;** XX Agatha

    OdpowiedzUsuń